Life Style

Wrażenie ma być piorunujące

Fot. Materiały prasowe

Firmowe imprezy dla pracowników, uroczyste gale czy prezentacje nowych produktów coraz częściej nie mogą się obyć bez widowisk zapewniających świetną rozrywkę. Na rynku pojawili się więc oryginalni profesjonaliści i ich show. 

Adam Pieśniewski, właściciel Ostrego Cięcia, pracował kiedyś w przedsiębiorstwie zajmującym się produkcją i dystrybucją kostek lodu. Nauczył się wtedy rzeźbić w lodowych blokach. Pokazy tej sztuki zaczynał sam, gdy w 2012 r. założył firmę. Dziś zatrudnia trzy osoby. – Nasza najważniejsza usługa to Ice Show, trwający 13 min, z pełną oprawą sceniczną: muzyką, pirotechniką, dymem i światłami. Wykonuję wtedy rzeźbę na życzenie klienta. Ogranicza nas tylko wyobraźnia i czas, bo pokaz, aby nie znużył odbiorcy, nie może trwać za długo – opisuje Pieśniewski. 

Na oczach zebranych z bezkształtnej bryły wyłania się choćby samochód, jeśli to jego prezentacja, albo firmowe logo. Za show firma bierze 5–10 tys. zł netto. – Cena zależy od tego, jak bardzo pokaz jest rozbudowany, ile rzeźb trzeba wykonać, czy biorą w nim udział asystentki przynoszące i prezentujące narzędzia do rzeźbienia – dodaje przedsiębiorca. 

W jego ofercie jest też Pokaz Demonstracyjny, który nie uwzględnia spektakularnej oprawy, a za to może trwać nawet kilkanaście godzin. – Wykonujemy go często na piknikach miejskich czy firmowych. Goście poznają kolejne etapy rzeźbienia w lodzie: od postawienia bloku, poprzez szkic, obróbkę piłą, po wykończenie. Demonstrujemy też narzędzia i wyjaśniamy, do czego służą, przybliżamy historię rzeźbienia w lodzie na świecie oraz to, jak wygląda produkcja lodowych bloków – opowiada Pieśniewski. Cena w tym wypadku to 5–8 tys. zł. 

Sosnowiecka firma wytwarza także z lodu wyposażenie, które przyjeżdża, już gotowe, na miejsce imprezy. Może to być cały bar, meble, różne figury. – Wiele z tych przedmiotów jest funkcjonalnych. Można wykonać je tak, aby np. były nalewakami do alkoholu – mówi Pieśniewski. Rzeźby te powstają zwykle z jednego 120-kilogramowego bloku, ale zdarzają się też większe zamówienia, gdy przygotowywany jest kilkumetrowy bar lub scenografia na  pokaz mody. Cena to ok. 750–950 zł netto, jeśli w grę wchodzi rzeźba z jednej bryły. 

Poza tym Ostre Cięcie organizuje warsztaty, z których korzystają m.in. firmy w czasie spotkań i wyjazdów integracyjnych. Ich uczestnicy, w grupach do pięciu osób, wykonują w lodzie własną rzeźbę, czasem też rywalizują o nagrodę na najpiękniejszy efekt. Dostają dłuta, piłki, tarki oraz zabezpieczające ich maski, okulary i rękawice. Koszt warsztatu zależy od liczby stanowisk (każde za 400 zł netto), których jest co najmniej pięć. 

Ponieważ biznesowe imprezy mają charakter sezonowy (w wakacje jest ich o wiele mniej), przedsiębiorstwo Pieśniewskiego wytwarza również i dystrybuuje kostki lodu oraz suchy lód na potrzeby gastronomii. To mniejszy filar jego przedsięwzięcia, który uzupełnia budżet podczas letnich miesięcy. W branży sezonowość jest odczuwalna, ale w przypadku Ostrego Cięcia w coraz mniejszym stopniu. – Ludzie myślą, że latem lodowe rzeźby szybko się rozpuszczą, a to nieprawda. Dzisiejsza technologia produkcji lodu jest taka, że rzeźby wytrzymują cały wieczór, nawet gdy jest ciepło. Od dwóch lat widzimy, że świadomość klientów jest tutaj większa i sezonowość zanika. 

Najwięcej zleceń firma dostaje od biznesu – jakieś dwie trzecie. Reszta to klienci indywidualni. Ostre Cięcie stara się dotrzeć z promocją do obu tych grup. Z jednej strony wykupuje reklamy w branżowych czasopismach związanych z eventami, bierze udział w targach, a z drugiej – prowadzi swoje konta na  Facebooku, Instagramie i YouTube. Trafiają tam zdjęcia i filmy z show. 

Pieśniewski zwraca uwagę, że tak jak na rynku kostek lodu panuje duża konkurencja, tak w branży rzeźbienia prawie jej nie ma. – Tutaj mamy zaledwie kilku rywali – mówi i podkreśla, że jego firmę wyróżnia wśród nich widowiskowość pokazów. Wiosną wrażenia mają być jeszcze większe. 

Taniec z farbami

Na zupełnie inny żywioł postawił Daniel Suliga, założyciel działającej od 2015 r. firmy Flow Fire Show z wielkopolskiego Kobierna. Organizuje ona spektakle wizualno-artystyczne: świetlne LED, laserowe i polegające na tańcu z ogniem. – Nasz show jest połączeniem tańca na żywo i efektów specjalnych – mówi Suliga. Za pokaz świetlny trzeba zapłacić co najmniej 2 tys. zł netto, a za taniec z ogniem minimum 2,8 tys. zł. Klienci najczęściej decydują się na ten ostatni (by uatrakcyjnić firmową imprezę integracyjną czy wesele) i na „Laserman show” (aby urozmaicić oficjalną galę albo bankiet). 

Ok. 90 proc. zleceń przedsiębiorstwo zdobywa przez internet. Dlatego głównie tam się promuje. Po pierwsze, na swojej stronie www i na swych profilach na Facebooku i YouTube. – Każda z naszych usług jest starannie opisana oraz zobrazowana zdjęciami i klipami, co dodaje nam wiarygodności, a klienci dostają przedsmak tego, jak pokaz będzie wyglądał u nich – wyjaśnia Suliga. Jego firma reklamuje się też na branżowych portalach internetowych i współpracuje z wieloma agencjami eventowymi, które dostarczają jej nowe zlecenia. 

Na stałe działają w niej dwie osoby, jednak w szczycie sezonu, czyli od maja do września, współpracowników, głównie tancerzy, potrafi być nawet 15. To wtedy pogoda najczęściej sprzyja myślom o atrakcjach na świeżym powietrzu. Suliga przyznaje, że ta sezonowość była przez lata czynnikiem hamującym rozwój jego biznesu. – Trudno inwestować czy snuć plany na przyszłość, będąc na łasce i niełasce pogody, pracując intensywnie tylko kilka miesięcy w roku – zauważa. – Udało nam się jednak ten problem rozwiązać, wprowadzając do oferty pokazy świetlne skierowane do klienta VIP i odbywające się w okresie jesienno-zimowym, we wnętrzach. Pozwala to na utrzymanie dobrej kondycji finansowej firmy w ciągu całego roku. 

Flow Fire Show nie ma zbyt dużej profesjonalnej konkurencji, niemniej nie spoczywa na laurach. Swoje atuty i szanse widzi bowiem w bogatej ofercie i podążaniu za trendami. – Jako pierwsi wprowadziliśmy na rynku pokazy ogniowo-pirotechniczne czy ogniowo-laserowe. Wszystkie realizacje wykonujemy na swoim sprzęcie nabytym u europejskich producentów. Rozwijamy się, kupując np. nowe maszyny miotające płomienie. Planujemy też mocno wzmocnić naszą ofertę, jeżeli chodzi o możliwości związane z wykonywaniem dużych show laserowych – zapowiada Suliga. Z kolei tancerze co roku uczestniczą w specjalnych warsztatach. – Bardzo mocno stawiamy na jakość i niezawodność – podsumowuje przedsiębiorca. 

Ta kreatywność i sumienność procentują: liczba jego klientów co roku rośnie w dwucyfrowym tempie. 

Taniec z malunkami

Tomasz Oparowicz od 18. roku życia występował na krakowskim rynku, dając pokazy kuglarskie, tańca z ogniem i tzw. body paintingu, czyli malowania ciała. Po kilku latach jego pasja zamieniła się w biznes, a w 2007 r. formalnie założył Art Group SAO, w której dziś pracują dwie osoby. 

– Nasza główna usługa to pokazy body paintingu. Makijażyści tworzą na nagich ciałach tancerzy dzieła sztuki malowane farbami fluorescencyjnymi. Pokaz odbywa się w ciemności, a na ciała pada światło UV. Show trwa do 10 min, zaś jego układ zależy od tego, co wybierze klient. Zwykle są to elementy taneczne wraz z żonglowaniem i wykonywaniem cyrkowych figur – opowiada Oparowicz. Im więcej tancerzy, tym więcej trzeba zapłacić za pokaz. Jeśli jest ich dwóch, trzech, cena wynosi 3,5 tys. zł za 7-minutowy występ. 

Również w przypadku Art Group SAO większość klienteli to firmy – aż 90 proc. Także tutaj pokazy uświetniają imprezy integracyjne, jubileusze, uroczyste gale czy prezentacje nowych produktów. – Na takich wydarzeniach często bywają przedstawiciele innych przedsiębiorstw, ich dyrektorzy czy prezesi, i zwykle po każdym show dostajemy zapytania i nowe zlecenia – mówi Oparowicz. Jego firma nie prowadzi więc żadnych specjalnych działań marketingowych, zdając się na pocztę pantoflową. – Przed laty jeździliśmy np. na festiwale cyrkowe, ale nie przekładało się to na nowych klientów. Teraz zlecenia przychodzą do nas same po każdym występie. To świadczy o tym, że nasz show robi wrażenie na widzach. Zatem najlepszą reklamą jest utrzymywanie wysokiej jakości tego, co robimy. 

Oparowicz przyznaje, że w jego branży też panuje sezonowość, ale mocno jej nie odczuwa. – W szczycie sezonu, od września do grudnia i potem od marca do czerwca, mamy bardzo dużo zleceń, ale w pozostałych miesiącach również nie narzekamy na ich brak. 

Snu z powiek nie spędza mu także niezbyt zresztą duża konkurencja. – Naszą przewagą jest wieloletnie doświadczenie i tysiące opinii zadowolonych klientów. Mamy też szeroką sieć współpracowników, dlatego jesteśmy w stanie zorganizować pokaz „na już”, nawet w kilka dni. Ciągle również rozwijamy nowe układy, aby klienci mieli większy wybór – dodaje. 

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?