Felieton na koniec

O inteligencji

Fot. Materiał partnera

„Szczęście wśród inteligentnych osób to najrzadsza rzecz, jaką znam”. Te słowa Ernesta Hemingwaya przyszły mi ostatnio na myśl, kiedy od przyjaciela dostałem link do niezwykle udanego żartu filmowego o pigułce, która obniża poziom inteligencji na życzenie. 

Minus IQ 20/30/50 – co kto woli. Ale o co chodzi? Przecież większość z nas chciałaby pewnie być inteligentniejsza! Tylko – czy warto? Podobno pieniądze szczęścia nie dają, więc może tak samo jest i z inteligencją?

Pominę kwestie definicyjne, zakładając, że mniej więcej rozumiemy, czym ona jest (choć jest to temat dalece bardziej złożony, niż się wydaje). Każdy z nas ma swoją indywidualną inteligencję, a w zasadzie – mieszankę różnych jej typów. Dlatego jesteśmy tacy różnorodni i tak siebie nawzajem ciekawi. Liczne metody badawcze pozwalają mierzyć wiele jej wymiarów, ale pewnie nigdy nie narodzi się tak inteligentny naukowiec, że stworzy metodę idealną. Czy jest nam jednak niezbędna? Chyba nie. Jeśli nasz IQ jest ponadprzeciętny, to zwykle się z tego cieszymy. Przynajmniej do czasu, aż uświadomimy sobie, że może ten Hemingway miał rację... 

Czy wyższy IQ uprawnia nas do uznawania siebie za osoby lepsze lub zasługujące na szczególne względy? W mojej ocenie to nie inteligencja świadczy o wartości człowieka, ale to, jaki z niej robi użytek. Jest oczywiste, choć często wstydzimy się do tego przyznać, że prawie każdy z nas w centrum zainteresowania stawia siebie. Nawet jeżeli kogoś kochamy, to też (choć raczej podświadomie) myślimy przede wszystkim o sobie, bo jest nam wtedy przyjemnie i liczymy na odwzajemnienie uczucia, co da nam jeszcze większą przyjemność. Lecz oprócz myślenia o sobie, warto też myśleć o innych. Regułą (powiedzmy, minimalną regułą przyzwoitości) powinno być takie postępowanie, które nie wyrządza im krzywdy. Jeśli do tego dodamy działania podnoszące poziom ich szczęścia, to już będzie naprawdę pięknie. Czy do tego potrzebna jest wysoka inteligencja? Chyba nie. Do tego potrzebna jest mądrość. 

Wysoka inteligencja prowadzi często do zbytniej koncentracji na sobie i do wykorzystywania innych. Do „cwaniakowania”. Zapewne każdy z nas zna bardzo bystrych ludzi, którzy zrobili błyskotliwe kariery czy zarobili ogromne pieniądze. Są wśród nich tacy, którzy dokonali tego absolutnie uczciwie i na dodatek potrafią pomagać innym, nieobdarzonym przez naturę takim potencjałem. Są też tacy, którzy, wykorzystując przymioty swego umysłu, stworzyli mechanizmy wyzysku, oszukiwania lub wręcz niszczenia innych ludzi. Historia pełna jest takich przypadków. Inteligencja może być bardzo niebezpieczna, a nawet być źródłem autodestrukcji. Człowiek o wysokiej inteligencji (tej tradycyjnie rozumianej) ma zdolność widzenia większej liczby zjawisk, ich wnikliwego analizowania i wyciągania wniosków. To, samo w sobie, może być niesłychanie przyjemne, ale też pozwala zobaczyć wiele rzeczy niegodziwych i złych, zauważać je tam, gdzie inni ich nie dostrzegają. Dość dosadnie ujął to James Frey w książce „A Million Little Pieces”: „– Nałogowcy, jako grupa, zazwyczaj osiągają ponadprzeciętne wyniki w testach na inteligencję. – Dlaczego? – Ty mi powiedz. – Może dlatego, że jesteśmy wystarczająco bystrzy, żeby zorientować się, jaki gówniany jest świat i dochodzimy do wniosku, że nałóg jest jedyną formą radzenia sobie z tym faktem”. 

Nie, nie zachęcam do nałogu, ale trudno się nie zgodzić z tą diagnozą. Osobiście mam tendencję do upiększania rzeczywistości, często nieuzasadnionego optymizmu i obdarzania innych ponadprzeciętnym zaufaniem. To nie jest wynik szczególnie wysokiej inteligencji, ale jakiejś cechy charakteru, że chciałbym widzieć świat dobrym i sprawiedliwym. I dobrze mi z tym. Gdybym był zbyt inteligentny, to pewnie widziałbym wokół zbyt wiele problemów, które by mi nie dawały spokoju i burzyły szczęście. A może nawet miałbym pokusę, by tę inteligencję wykorzystać w niecny sposób... Wszak byłbym sprytniejszy i łatwo by mi było wykiwać tego czy owego, wskoczyć na jakieś intratne stanowisko czy sprzedać „badziewiasty”, ale pięknie opakowany instrument finansowy i zgarnąć ekstrazysk (czyli, mówiąc prościej, w wyrafinowany sposób ukraść to, co ktoś zarobił). 

Zastanówmy się, ale tak szczerze, co nam w życiu przynosi największą przyjemność, co powoduje, że czujemy się szczęśliwi? Zapewne zróżnicowanie odpowiedzi nie będzie wielkie. Dlaczego? Bo w gruncie rzeczy jesteśmy prostymi istotami, którym nadmiar inteligencji do szczęścia wcale nie jest potrzebny. A jeśli już komuś natura spłatała takiego figla, że dała mu inteligencję istotnie ponadprzeciętną, to dobrze, by dała mu też zdolność mądrego jej wykorzystania. Nie smućmy się zatem, że ktoś jest bystrzejszy. Zapewne jego świat jest smutniejszy niż nasz. 

MyCompany Polska 11/2018
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!