Liderzy

XTPL: Kandydat na polskiego jednorożca

Fot. Materiały prasowe

Firma XTPL z Wrocławia wyrusza właśnie na podbój świata z unikalną autorską techniką nanoszenia przewodzącego nanotuszu. A świat wyciąga do niej ręce, bo jej technologia to kwintesencja marzenia przedsiębiorcy i futurysty. 

Każdy, kto ma smartfon, codziennie przesuwa palcami po jego ekranie. Mało kto jednak zadaje sobie pytanie, co stoi za tym, że jego powierzchnia jednocześnie reaguje na nasz dotyk i pozwala, by ekran miał wysoką rozdzielczość obrazu. Tymczasem pod nią jest kilka warstw tlenku indowo-cynowego, zwanego ITO. To przezroczysta substancja, która jest przyzwoitej jakości przewodnikiem prądu i bazuje w 80 proc. na indzie, metalu ziem rzadkich. Ale jest on drogi, zaś jego wydobycie kontrolują Chiny – bezpośrednio lub poprzez wykupione przez siebie złoża w Afryce. Odpowiedzią na ich monopol i cenowy dyktat jest to, co robi, jako jedyny na świecie, wrocławski startup XTPL. 

Ekstremalnie cienkie linie

Jego szefem i założycielem jest Filip Granek, inżynier specjalizujący się w nanomateriałach, naukowiec (autor 70 publikacji) oraz wynalazca, który na koncie ma 30 międzynarodowych zgłoszeń patentowych i patentów. Szczęśliwie, pracując przez dekadę w najbardziej prestiżowych laboratoriach w Niemczech, Holandii, Chinach czy Australii, miał okazję podpatrywać, jak dobre pomysły przekuwa się w biznes. Tak dojrzała w nim pasja przedsiębiorcy. Od dwóch lat działa więc z powodzeniem jako startupowiec i zdobywa inwestorów oraz środki na rozwój swojego wynalazku – nanotuszu i unikalnych głowic do jego superprecyzyjnego nakładania. Jest także coraz bliżej komercjalizacji technologii, która zrewolucjonizuje zwłaszcza świat elektroniki drukowanej i półprzewodników. – Standardowe techniki druku nie są wobec naszej konkurencyjne. Skrót od określenia Xtremely Transparent Printed Lines (ekstremalnie przezroczyste linie druku – od red.) przyjęliśmy jako nazwę, a pomysł to baza dla metody dającej niespotykaną precyzję połączoną z oszczędnością materiału i prostotą działania – mówi prezes Granek, współwynalazca tej metody razem z inżynierem Zbigniewem Rozynkiem, który ponownie zaangażował się w robienie kariery akademickiej. 

Stosowane dziś techniki wiążą się często z ogromnym marnotrawstwem. Tzw. metoda subtraktywna polega na nanoszeniu dużej ilości drogiego materiału, by potem go usuwać w dość skomplikowanym procesie. Przy technologii XTPL straty wynoszą dokładnie zero, bo materiał, którym zazwyczaj są nanocząstki metalu, nanosi się dokładnie tam, gdzie jest potrzebny. – Z definicji jest on dobrym przewodnikiem, mamy go pod dostatkiem, a sztuka, która nam się udała, polega na tym, że potrafimy układać go na przykład w liniach 100-krotnie cieńszych od ludzkiego włosa. Są więc kilkadziesiąt lub nawet kilkaset razy węższe (zależnie od potrzeb i zastosowanej metody) niż standardowo stosowane na danym rynku – opowiada Granek. – Dzięki temu, że są tak drobne, można ich użyć choćby do naprawy pojedynczego piksela. Zwykle są też zupełnie niewidoczne dla ludzkiego oka, zapewniając pełną transparentność, a jednocześnie znakomicie przewodzą prąd. 

Zastosowań tego wynalazku mogą być setki. W wyświetlaczach i ekranach, półprzewodnikach, biosensorach, płytkach drukowanych, a nawet w zabezpieczeniach przeciw podróbkom (poprzez emisję określonego koloru). Jeśli dodamy do tego, że w przyszłości elektroniczne urządzenia będą coraz bardziej elastyczne, wręcz składane czy zwijane, to polskie rozwiązanie pasuje do tego jak ulał, podczas gdy technologia ITO już nie daje rady. Jej wadą jest to, że wskutek wyginania zaczyna się kruszyć i traci swoje właściwości. 

Wszystkie drzwi otwarte

To, co robi XTPL, jest tak obiecujące, że w rozwój firmy zaangażował się słynny przedsiębiorca i inwestor z Doliny Krzemowej, Amir Nayyerhabibi, do niedawna także dyrektor w Intel i Cisco. Ma dobrą rękę do tzw. jednorożców, startupów, których wartość szybko zaczyna iść w miliardy dolarów. Latem został członkiem Rady Doradczej XTPL w USA, obok Harolda Hughesa, wieloletniego członka zarządu Intela. Takie nazwiska otwierają dla polskiego startupu wszystkie drzwi za oceanem, a ich wiedza i doświadczenie pozwolą lepiej ustawić spółkę pod wymogi amerykańskich partnerów. Nayyerhabibi ocenia, że rynek elektroniki drukowanej, który w 2017 r. szacowany był na ponad 29 mld dol., w 2027 r. będzie wart 73 mld dol. A mowa tu tylko o części z pomysłów dotyczących używania tej technologii, bo jego zdaniem jej „potencjał rozwoju i zastosowania jest niemal nieograniczony”. 

Pytanie, czemu jeszcze nie korzystamy z metody XTPL? Firma nie chciała popełnić falstartu. Skupiła się na dopracowaniu technologii, a nie na sprzedaży. Zainwestowała więc w drukarkę laboratoryjną, głowicę nanoszącą materiał i sam nanotusz. Tak, by każdy zainteresowany mógł przekonać się na własne oczy, że to działa. A dziś negocjuje swój pierwszy komercyjny kontrakt z jednym ze światowych liderów w sprzedaży maszyn do produkcji wyświetlaczy. Równolegle rozmawia z potencjalnymi partnerami z całego świata, od chińskich Kingstone i Trina Solar, po Fraunhofer ISE z Niemiec, a także z potentatami z Doliny Krzemowej. – Jesteśmy już gotowi pokazać produkt. Budujemy więc przyczółki w USA służące do sprzedaży – mówi Granek, w którego spółce (notowanej też na warszawskiej giełdzie NewConnect) pracuje dzisiaj 40 osób, w dużej mierze naukowców, lecz także specjalistów z międzynarodowym doświadczeniem w zakresie rozwoju biznesu, komunikacji czy rynku kapitałowego. 

Firma zamierza skoncentrować się na produkcji kluczowych w całym procesie głowic drukujących i dostarczaniu nanotuszu. Budowę ogromnych drukarek przemysłowych zostawi gigantom z branży. To po prostu inna skala działalności i wiarygodności. I to ci giganci dotrą do odbiorców końcowych jej technologii, wykorzystując ją w swoich wyrobach. – Rzecz jasna rozmawiamy z końcowymi klientami, by lepiej zrozumieć ich potrzeby i precyzyjnie zaadresować nasze rozwiązania – zastrzega się Granek. 

O popyt mogą być spokojni, bo oferują coś, co poprawia wydajność przy jednoczesnym obniżeniu kosztów działalności w wielu branżach. – Np. producentom elektroniki umożliwimy uzyskanie wyrobów o lepszych parametrach przewodzenia i transparentności, które będą kilkakrotnie tańsze – zachwala wynalazca. 

W Polsce przewodniczącym rady nadzorczej jego spółki jest Wiesław Rozłucki, były wieloletni prezes GPW. Jego zadanie to pilnowanie ładu korporacyjnego, przejrzystości działania i podniesienie rozpoznawalności i wiarygodności przedsięwzięcia. A jest o co zadbać, bo zarząd XTPL zamierza wprowadzić firmę równolegle na parkiet we Frankfurcie. – Tam są nasi inwestorzy, z którymi chcemy utrzymywać relacje oraz większe szanse na pozyskiwanie globalnych inwestorów. Dostrzegamy coraz większe zainteresowanie funduszy międzynarodowych – wyjaśnia Maciej Adamczyk, dyrektor operacyjny XTPL. 

Adamczyk ma 18 lat doświadczenia w budowaniu biznesu, fuzjach i przejęciach, finansach i rynkach kapitałowych. Teraz przygotowuje przeniesienie akcji wrocławskiej spółki z NewConnect na „dużą” giełdę (prospekt jest w procesie zatwierdzania przez KNF) i debiutu we Frankfurcie. 

Nadchodzący rok ma też być pierwszym, kiedy spółka zacznie wystawiać faktury. Na początek za dostarczanie drukarek laboratoryjnych. Z czasem za sprzedaż w pełni dopracowanej głowicy przemysłowej. Takiej, która będzie mogła wiele linii drukować jednocześnie i to z dużą prędkością. To właśnie ma sprawić, że zawojuje świat. Byle działać spokojnie i z głową. Jak mówią amerykańscy doradcy zarządu, nie czas teraz rozpraszać zasoby. Trzeba się skupić na zdobywaniu nowych przyczółków, planując wszystko na kilka lat do przodu. 

 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty