Know what

Widzialna ręka rynku

Fot. Tomasz Kawka/East News

Większy apetyt na ryzyko, działanie na przekór aktualnej koniunkturze i uzupełnianie oferty sektora prywatnego – to podstawowe atrybuty krajowych banków rozwoju. Na świecie działa ich już kilkadziesiąt. 

U nas takim bankiem ma być Polski Fundusz Rozwoju (PFR) kierowany od ponad dwóch lat przez Pawła Borysa. Dodatkowo musi intensywnie animować polskich venture kapitalistów, aby podejmowali ryzyko inwestowania, gdyż są oni wyjątkowo zachowawczy. W wywiadzie dla nas w sierpniu 2016 r. Borys tak określił jeszcze jedno zadanie PFR: „Kiedy pieniędzy z UE będzie ubywać, fundusz będzie starał się wypełniać lukę inwestycyjną, aby nie było gwałtownego ubytku w poziomie finansowania różnego rodzaju projektów”. Cel słuszny, bo w perspektywie unijnej po 2020 r. pieniędzy dla Polski będzie o około jedną trzecią mniej. 

Co prawda, ich wpływ na wielkość rodzimego PKB jest zwykle przeceniany. Fakt – inwestycje w infrastrukturę były ogromne, podobnie jak korzyści dla rolnictwa. Niemniej to wciąż nie więcej niż jakieś 3,5 proc. naszej gospodarki. A po odjęciu składki unijnej (ok. 1 proc. PKB) – 2,5 proc. W dodatku ciemną stroną korzystania z unijnych dotacji jest wzrost zadłużenia samorządów i rak biurokracji. Jednak takie czy inne pieniądze pomocowe dla różnych gospodarek transferuje się nie od dziś i tu nieocenione okazały się właśnie banki rozwoju. 

Efekty i defekty

Pierwsze powstały już w XIX w.: we Włoszech Cassa Depositi e Prestiti miał przyczynić się do zjednoczenia kraju, zaś francuski Caisse des Dépôts et Consignations (CDC) – wspierać pomoc socjalną. Jednak rozkwit nastąpił po II wojnie światowej. To właśnie poprzez Kreditanstalt für Wiederaufbau (KfW) transferowano w Niemczech fundusze z Planu Marshalla. A potem już poszło. W 1951 r. swój bank rozwoju założyła Japonia, w 1952 r. – Brazylia. Obecnie jest ich kilkadziesiąt, w tym także np. na Filipinach czy w Mozambiku. 

Krajowe banki rozwoju można podzielić na dwie grupy. Pierwsza skupia się tylko na firmach (pomagając im w uzyskaniu finansowania i doradztwa). Druga, poza wspieraniem biznesu, angażuje się również w rozwój społeczny, edukację, aktywizację zawodową różnych grup czy problemy środowiska naturalnego. 

Miliardy wydawane na infrastrukturę, edukację czy walkę z ubóstwem – to brzmi dumnie. Lecz długoterminowy efekt przegrywa nieraz z lokalnymi uwarunkowaniami (np. korupcja robi swoje), a inwestycje czasem okazują się pułapką. Tak postrzega się np. osiedla socjalne postawione za pieniądze francuskiego CDC. Z czasem przerodziły się w getta biedoty sprzyjające rozwojowi przestępczości, stając się symbolem najgorszego typu blokowisk i przeszkód w awansie społecznym. 

Inna sprawa, że banki rozwoju to nie instytucje zapomogowe. Mają uzupełniać luki, wspierać rozwój, ale oczekują też czegoś w zamian, będąc zarazem pod presją polityków. Ci chcieliby, aby najlepiej wszystko na prawo i lewo finansowały. A tego właśnie muszą unikać, choć jednocześnie pozostają narzędziami interwencji państwa w gospodarce. Mają bowiem działać w określonych celach i obszarach, ale i w szczególnym czasie, w tym antycyklicznie. Wtedy, gdy sektor finansowy zwija skrzydła, obawiając się dekoniunktury, banki rozwoju mają je rozpościerać. Odkręcać kurek z pieniędzmi na rzecz podtrzymania całych branż czy ważnych inwestycji publicznych. Ale powinny to robić z wyczuciem, wiedzieć, kiedy się wycofać, by nie stać się zamiennikiem sektora prywatnego. 

Przeciwnicy państwowej ingerencji krytykują je, twierdząc, że nie zawsze potrafią wytrzymać presję polityczną, mogą też zaburzać zdrowe procesy w gospodarce, np. sztucznie podtrzymując przegrzane sektory. A to droga do nadmuchiwania baniek. Czy też do wykorzystywania banków rozwoju do zapewniania sobie popularności i zwiększania kontroli nad gospodarką poprzez rządowe inwestycje i przejęcia. Politycy uwielbiają chwalić się wydatkami. Te zapędy przyhamować mogą tacy szefowie banków rozwoju, którzy potrafią liczyć, nie są na bakier z ekonomią i mają mocną pozycję. W okresie dobrej koniunktury nastawiają się więc głównie na gwarantowanie kredytów udzielanych przez banki (już te prywatne) czy współfinansowanie z (prywatnymi) funduszami inwestycyjnymi obiecujących biznesowych przedsięwzięć. Od swych partnerów oczekują rzetelnej oceny ryzyka i biegłości w swoim fachu, a w zamian część tego ryzyka biorą na siebie. 

Krajowe banki rozwoju

Polska na początku drogi

Nasz PFR podaje, że czerpie z dobrych praktyk różnych banków rozwoju, a zwłaszcza tych w Niemczech, Chinach czy USA. Często przy tym wskazuje na KfW, który dba o rozwój niemieckiego biznesu, innowacji i nauki, aktywizację zawodową różnych grup społecznych (np. matek), wspiera młodych (kredyty studenckie), promuje ubezpieczanie się na wypadek klęsk żywiołowych czy bezpieczeństwo energetyczne. W 80 proc. jest własnością Skarbu Państwa, a w 20 proc. – poszczególnych landów. Fundusze pozyskuje głównie na rynku kapitałowym, ale wykonując zadania o charakterze publicznym, dysponuje też poręczeniem państwowym. Jest w pierwszej 10 banków w Niemczech i w czołówce banków rozwoju na świecie. Lecz choć jest zasłużony i doświadczony, czasem popełnia zaskakujące błędy, np. w 2008 r., już po ogłoszeniu bankructwa przez  Lehman Brothers, przelał na jego konto 300 mln euro, które oczywiście przepadły. Okrzyknięto go wtedy „najgłupszym bankiem w Niemczech”. 

Wróćmy do obszarów, na których koncentruje się PFR. Są to inwestycje i rozwój przedsiębiorczości, bankowość (w tym repolonizacja banków), ubezpieczenia (w tym Pracownicze Plany Kapitałowe) oraz ekspansja zagraniczna polskich firm. W praktyce Fundusz funkcjonuje jako koordynator działań ARP, PARP, KUKE, BGK i PAIiH, które wcześniej ze sobą nie współpracowały, a bywało, że konkurowały i powielały swoją ofertę. PFR pomógł to uporządkować, aby działały sprawniej i bardziej przejrzyście. Jest centrum strategicznym i inwestycyjnym, gdzie BGK to bank wspierający rozwój małych i średnich firm oraz infrastruktury, KUKE to zwłaszcza ubezpieczenia eksportu (np. na bardziej ryzykowne rynki), PAIiH – obsługa eksporterów i inwestorów, PARP – programy rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności, a ARP – centrum zarządzania portfelem 36 spółek i siedmiu agencji rozwoju regionalnego. Wszyscy razem oferują szeroką paletę instrumentów finansowych (na razie wciąż w sporej części unijnych): kapitałowych, związanych z kredytowaniem i ubezpieczeniowych. 

PFR zdążył już wziąć udział w kilkunastu projektach, wartych łącznie 12 mld zł, w które zaangażował 4,5 mld zł. Takich jak budowa terminala kontenerowego w Gdańsku, bloku elektrowni w Jaworznie, nabycie (wspólnie z PZU) 33 proc. akcji Pekao czy zakup akcji firm biotechnologicznych Selvita i Mabion poprzez fundusz PFR Life Science (swą spółkę zależną). Generalnie, inwestuje bezpośrednio lub poprzez prywatne fundusze inwestycyjne, gdzie dokłada swój kapitał, ale zarządzanie zostawia wyłanianym w konkursach niezależnym, doświadczonym zespołom. Jego częścią jest PFR TFI SA specjalizujący się w tworzeniu funduszy inwestycyjnych zamkniętych i zarządzaniu nimi. Koncentruje się na aktywach alternatywnych, jak nieruchomości, projekty infrastrukturalne, private equity czy venture capital. Między innymi, aby  rozruszać nasz rynek inwestycji wysokiego ryzyka, powołał do życia pięć funduszy venture capital o łącznej wartości 2,8 mld zł. – Dzięki temu, wraz z zaangażowaniem kapitału prywatnego, w najbliższych latach ponad 1 tys. startupów i firm prowadzących innowacyjne projekty będzie mogło pozyskać finansowanie przekraczające 4 mld zł – zapowiada Agata Nałęcz, rzeczniczka prasowa PFR. 

Powstał też przydatny dla początkujących przedsiębiorców portal Startup.pfr.pl, gdzie znajdą oni zebrane w jednym miejscu informacje o ponad 80 programach wsparcia dla innowacyjnych pomysłodawców. 

Jak na razie PFR jawi się więc raczej jako bank rozwoju pierwszego typu, skupiony na biznesie. Ale deklaruje, że docelowo jest instytucją inwestującą w zrównoważony rozwój kraju, gospodarczy, jak i społeczny. 


O roli banków rozwoju i instytucji finansowych w pobudzaniu gospodarki dyskutować będą uczestnicy Europejskiego Kongresu Finansowego, który od 18 do 20 czerwca odbędzie się w Sopocie. Nasz magazyn jest patronem medialnym wydarzenia.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty