Prawo i podatki

Wspólny rynek bardziej wspólny

Fot. Shutterstock

Na początku lutego Parlament Europejski przyjął ogromną większością głosów przepisy mające zakończyć dyskryminację niektórych krajów w unijnym handlu internetowym, która szczególnie dotyka obywateli „nowej Unii”, w tym Polaków. 

Chodzi o tzw. geoblokowanie. Rzecz nie tylko w tym, że zagraniczne sklepy internetowe nie chcą sprzedawać swoich towarów klientom z części unijnych państw. Poniekąd, choć cokolwiek na siłę, można to wytłumaczyć ich obawami związanymi z logistyką czy kosztami transportu. Jednak w grę wchodzą także karygodne praktyki niedające się niczym uzasadnić. Otóż wielu e-sprzedawców, zorientowawszy się, skąd pochodzi dany kupujący, przekierowuje go na inną wersję swojej strony, na której warunki transakcji są już mniej korzystne. 

Skala geoblokowania jest ogromna. Jak wynika z badania zleconego przez Komisję Europejską, prawie dwie trzecie stron internetowych nie pozwala klientom na dokonywanie zakupów z innego kraju. Zjawisko to dotyczy zwłaszcza handlu produktami fizycznymi, a najczęściej AGD (aż 86 proc. stron). Blokada geograficzna dotyczy także takich dziedzin, jak np. rezerwacja online biletów na różne wydarzenia. W przypadku imprez sportowych dotyczy to ok. 40 proc. stron. Stosowaniem zróżnicowanych cen wsławiły się zwłaszcza parki rozrywki (vide skandal z podparyskim Disneylandem), często przywoływanym przykładem są też bilety na koncerty droższe dla Niemca niż dla Francuza (lub odwrotnie, w zależności od tego, gdzie odbywa się impreza). Z kolei Brytyjczycy wypożyczają samochody drożej, jeśli zorientują się, że płaci mieszkaniec naszej części Europy. Dodajmy, że z geoblokadą zetknęło się aż 48 proc. polskich internautów. 

Nowe rozporządzenie powinno zacząć obowiązywać jeszcze w tym roku. Wpisuje się ono w działania na rzecz budowy jednolitego unijnego rynku cyfrowego, choć, jak na ironię, nie objęło treści multimedialnych. Jest częścią większego pakietu regulującego handel elektroniczny. W jego skład wchodzą też przepisy dotyczące doręczania przesyłek międzynarodowych oraz mające na celu wzmocnienie  egzekwowania praw konsumentów. 

Zgodnie z nowymi regulacjami e-sprzedawcy będą musieli traktować osoby dokonujące zakupów transgranicznych tak samo jak nabywców krajowych, gwarantując im identyczne warunki sprzedaży, w tym cenowe. Co prawda, do pełnego zrównania cen raczej nie dojdzie, ze względu choćby na różnice w lokalnych stawkach VAT i prawo przedsiębiorców do uprawiania tzw. aktywnej sprzedaży (patrz ramka). Tym samym nie będzie też można odmówić sprzedaży ze względu na kraj wydania danej karty płatniczej i do lamusa odejdą formularze na stronach www zabraniające wprowadzania danych klientom z niektórych krajów Unii. 

Rozporządzenie niewątpliwie jest bardzo korzystne dla konsumentów. A jak jest z przedsiębiorcami? Zdania są podzielone. Wiadomo, że trudny będzie okres przejściowy. Trzeba będzie podjąć pewne kroki organizacyjne, przede wszystkim jeśli chodzi o logistykę i księgowość. Z drugiej strony, zmiany sprzyjają poszerzaniu działalności, co w przypadku bardziej przebojowych e-handlowców powinno wynagrodzić początkowe niedogodności. Jednocześnie jednak pojawi się nowe wyzwanie: zwiększy się konkurencja. 

Nowe przepisy nie dotyczą usług związanych z treściami chronionymi prawem autorskim lub utworami niematerialnymi (jak e-książki, muzyka, filmy czy gry  online). Tłumaczy się to licencyjnymi komplikacjami. Ale w najbliższych dwóch latach Komisja Europejska ma się temu przyjrzeć. Rozporządzenie nie objęło też usług audiowizualnych, finansowych, transportowych, zdrowotnych i społecznych. Na razie właściciele praw autorskich się cieszą. I przekonują, że jeśli również w ich przypadku geoblokowanie zostanie zniesione, to np. ceny streamingu muzyki w Polsce skoczą do poziomu zachodnioeuropejskiego. 


Sprzedaż bierna i aktywna

Unijne prawo konkurencji rozróżnia sprzedaż pasywną (w odpowiedzi na spontaniczne zamówienie) i aktywną (sprzedający aktywnie zabiega o klientów). Ograniczenia sprzedaży pasywnej są generalnie uznawane za naruszenie prawa konkurencji, podczas gdy ograniczenia sprzedaży aktywnej są powszechną praktyką wynikającą z wolności gospodarczej. 

Dlatego, w przypadku kolizji z prawem konkurencji, nowe rozporządzenie będzie miało, co do zasady, pierwszeństwo, ale nie zostanie naruszone prawo dostawców do nakładania ograniczeń w sprzedaży aktywnej. 


Kiedy nie wolno geoblokować

- Sprzedając towar (odzież czy elektronikę) i dostarczając go do państwa członkowskiego UE (lecz w sytuacji, gdy sklep nie gwarantuje takiej opcji dostawy, klient będzie mógł sam ją zorganizować). 

- Sprzedając usługi świadczone na miejscu (usługi hotelowe, bilety na imprezy, wynajem samochodu itd.). 

- Sprzedając usługi świadczone drogą elektroniczną (hosting stron www, usługi hurtowni danych, usługi w chmurze itp.). 

 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty