Europejski Kongres Gospodarczy

Ekosystem na trójkę

Fot. Shutterstock

Najsłabsze obszary polskiego ekosystemu startupowego to niewystarczający kapitał i nieumiejętność współpracy. Za plus należy za to uznać otoczenie instytucjonalne. 

Czego potrzebuje dobry ekosystem startupowy? W przypadku tak wielowymiarowego tworu, na który składają się ludzie, instytucje, wiedza i kapitał, moglibyśmy rzec, że wszystkiego – od chętnych do zakładania biznesu począwszy, na cenach wynajmu mieszkań skończywszy. 

Jest jednak kilka elementów, które mają kluczowy wpływ na to, na ile duży i „żyzny” jest taki ekosystem. To przede wszystkim wysoki poziom kształcenia akademickiego, z naciskiem na możliwości jego wykorzystania w biznesie, wysokie nakłady na badania i rozwój  w stosunku do PKB, zdolność do komercjalizacji innowacji powstających na uczelniach, gęsta sieć otoczenia instytucjonalnego (jak parki technologiczne, inkubatory, akceleratory), łatwy dostęp do wiedzy eksperckiej, mentorów i wreszcie – aktywni inwestorzy, przede wszystkim w postaci funduszy venture capital i aniołów biznesu. Nie bez znaczenia są też odpowiednie regulacje prawne ułatwiające rozwój ekosystemu, poczynając od czasu, jaki jest potrzebny na zarejestrowanie spółki,  a kończąc na opodatkowaniu i ułatwieniach wizowych dla zagranicznych talentów. 

Według raportu Deloitte „Diagnoza ekosystemu startupów w Polsce”, najsłabiej u nas rozwinięte obszary tego ekosystemu to finansowanie i kapitał społeczny, które wraz z kapitałem ludzkim, otoczeniem instytucjonalnym i regulacjami prawnymi są podstawowymi składowymi dobrze funkcjonującego środowiska startupowego. Dużo lepiej wypadamy, jeśli chodzi o instytucje i przepisy, a stosunkowo nieźle w przypadku kapitału ludzkiego. Gdyby wyciągnąć z tego wszystkiego średnią ocenę, w skali 1–4 dostalibyśmy dwójkę z niewielkim plusem. Przekładając to na szkolne noty, jesteśmy trójkowiczem, gdzieś w połowie drogi między raczkowaniem a pełną dojrzałością charakterystyczną dla USA, Izraela czy Wielkiej Brytanii. 

O tym, że polski ekosystem, nawet jeśli szybko rośnie, wciąż jest na wczesnym etapie rozwoju, świadczy też to, że na jeden startup przypada u nas 15 tys. mieszkańców. A np. w Dolinie Krzemowej – 500. – Gdybyśmy mieli się porównywać wyłącznie na tle europejskim, jesteśmy 10 lat za ekosystemem brytyjskim, natomiast takie kraje, jak Rumunia, Bułgaria czy Litwa wyprzedzamy o pięć lat – mówi Borys Musielak, współzałożyciel i wiceprezes akceleratora ReaktorWarsaw. 

Anioły biznesu

Pieniądze (inteligentne)

W Polsce na milion obywateli przypada czterech aniołów biznesu, a w Wielkiej Brytanii – 66. Towarzyszy temu niedostatecznie rozwinięty obszar finansowania, przez wielu wskazywany jako najsłabszy element rodzimego ekosystemu. Niestety, jako naród mamy bardzo niski poziom oszczędności. I choć dochód rozporządzalny rośnie, a grupa najzamożniejszych się powiększa, mało komu chce się inwestować w ryzykowane przedsięwzięcia, jakimi są startupy. Do aniołów zaczynają jednak dołączać najbogatsi Polacy, w tym Sebastian Kulczyk i Krzysztof Domeradzki, którzy założyli stosowne fundusze. W ubiegłym roku powstał też pierwszy polski fundusz typu Corporate Venture Capital – PGE Ventures. 

Z raportu „Polskie Startupy 2017” fundacji Startup Poland wynika, że ciągle większość (62 proc.) młodych firm finansuje się u nas poprzez własne oszczędności  i reinwestowanie przychodów. Nic dziwnego – udział inwestycji venture capital w rodzimym PKB wynosi 0,005 proc., podczas gdy w Niemczech jest blisko 5-krotnie wyższy, a lider – Izrael – przebija nas kilkadziesiąt razy. 

Ogromną barierą w rozwoju, na którą często wskazują startupowcy, jest przy tym brak dostępu do tzw. smart money, czyli finansowania, za którym idzie wiedza ekspercka.

Widać jednak światełko w tunelu, bowiem w ciągu ostatnich dwóch lat fundusze VC ponad 2-krotnie zwiększyły poziom inwestycji na późniejszych etapach rozwoju startupów (średnio z 900 tys. euro do 1,8 mln), co ułatwia skalowanie i międzynarodową ekspansję. Sytuację finansową wielu innowacyjnych młodych firm mogą  w najbliższej przyszłości zmienić fundusze PFR Ventures z publiczno-prywatnym kapitałem. Od tego roku przystępują do inwestowania w startupy we wszystkich fazach rozwoju. 

Rozkwita także nowoczesne finansowanie społecznościowe, w tym polskie platformy crowdfundingu udziałowego czy ICO (Initial Coin Offering) na platformach blockchainowych. 

Kobiety w startupach

Nauczyć się współpracy

Jeśli chodzi o instytucjonalne otoczenie startupów, mamy powody do zadowolenia. Sieć inkubatorów, parków technologicznych i akceleratorów jest całkiem gęsta, a zakres usług dla lokatorów parków nie odbiega od tego w USA. 

Według Borysa Musielaka jesteśmy na takim etapie, że dotarcie do kogoś, kto poświęci nam czas, oceni, czy nasz pomysł ma sens, doradzi, co robić dalej, pomoże  w dopracowaniu modelu biznesowego, jest coraz łatwiejsze. – Jeśli jesteś w miarę otwarty i zorientowany, szybko dotrzesz do ludzi, którzy popchną cię we właściwym kierunku – mówi Musielak, który jeszcze kilka lat temu błądził we mgle, zakładając swój pierwszy biznes. 

Jego zdaniem największym problem polskiego ekosystemu nie jest brak funduszy, tylko kapitału społecznego, a zwłaszcza nieumiejętność współpracy i tworzenia interdyscyplinarnych zespołów. Chodzi o trudność w nawiązywaniu relacji pomiędzy osobami z wiedzą branżową, biznesową i techniczną. – Bez współpracy z ludźmi o odmiennych kompetencjach nigdy nie osiągniemy sukcesu – przestrzega i zauważa, że cykliczne spotkania w ramach takich imprez, jak Startup Weekend, to za mało. Potrzebne są rozwiązania systemowe. 

Być może w większym zakresie będziemy się uczyć tworzenia relacji od innych, kiedy powstaną regulacje lepiej nas włączające w światową rywalizację o „mózgi i pieniądze”. Co prawda, mamy tu wreszcie dobry początek: w ramach projektu Poland Prize będą ułatwienia wizowe dla talentów spoza strefy Schengen.

Nauka przekuta w biznes

Polski ekosystem zyskałby z pewnością, gdybyśmy przeznaczali więcej kapitału na badania i rozwój w odniesieniu do PKB oraz zmienili strukturę jego dystrybucji. Obecnie jest ona mocno scentralizowana (średnia dla UE to 12 proc, a w Polsce – 24 proc.). Brakuje też uczelni, w których innowacyjność i przedsiębiorczość byłyby dyscypliną naukową, a także studiów MBA  w tym zakresie. Problemy zaczynają się zresztą wcześniej – polskie szkoły ciągle są nadmiernie nastawione na indywidualne osiągnięcia. Powinny więcej uwagi zwrócić na uczenie przedsiębiorczości i współpracy, na przekładanie własnych dobrych wyników na wartość, którą można zaoferować innym. 

Słabo wygląda również współpraca naszych uczelni z biznesem, choć to się poprawia – po obu stronach. A generalnie, dla akademików z całego świata wzorem do naśladowania jest Izrael, gdzie uniwersytety zakładają własne firmy zajmujące się komercjalizacją opracowywanych przez siebie innowacji. Pierwsza z nich powstała już pod koniec lat 50. XX w. Prym na tym polu wiedzie Yissum należąca do Hebrajskiego Uniwersytetu w Jerozolimie, która ma na koncie ponad 9 tys. patentów i współpracę z gigantami, jak Intel czy Google. Transfer technologii odbywa się w niej nie tylko na zasadzie udzielenia licencji globalnym firmom. Sama zakłada spółki typu spinn-off, co roku ok. 10, które wchodzą na rynek z nowymi rozwiązaniami (jedną z nich, Mobileye, wycenia się na 9 mld dol.). 60 proc. zysku przeznacza oczywiście na prace badawczo-rozwojowe. 

Mozolnie stawiamy pierwsze kroki w tym kierunku. Od 2012 r. można powoływać takie spółki poza wewnętrznymi strukturami uczelni, zgodnie z kodeksem handlowym, a nie, jak wcześniej – w oparciu o prawo finansów publicznych. To znacznie ułatwiło współpracę z biznesem. Sprawę popchnęła też do przodu nowa ustawa z 2016 r., która zobligowała uczelnie do tworzenia spółek celowych. 

Czyli – dzieje się. Na czoło wysuwają się instytucjonalne rozwiązania, za nimi, znacznie wolniej, podąża mentalność. Ale może za kilka lat będziemy już mieli ekosystem na czwórkę?

 Startupy

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty