Felieton na koniec

O sensie życia

Fot. Materiały prasowe

Wokół tyle bieżących, prowokujących do pisania tematów, że trudno się zdecydować na wybór tego jednego. Trudne relacje z Izraelem, pierwsza niehandlowa niedziela, wydatki urzędników z użyciem kart płatniczych...

Historia, zwłaszcza Żydów, nigdy nie była moją mocną stroną, więc no comments. Handel? Tu prościej... Bo cóż to za pomysł, że w niedzielę mamy wypoczywać?! Przecież tak przyjemnie spaceruje się w niedzielne przedpołudnie między półkami pełnymi niesamowitych, kolorowych towarów, z lekka popychając najnowszy model połyskującego w świetle sklepowych lamp megawózka, w którym zmieści się nie tylko 100 kg smakołyków, ale także dwoje dzieci, a na upartego nawet żona... A urzędnicy, zamiast używać kart płatniczych, niech płacą muszelkami lub uprawiają handel wymienny. Mogą też dopłacać do wyjazdów służbowych z własnej kieszeni, którą powinni jednak mieć pustą, bo przecież zarabiają za dużo... 

Przepraszam za tę ironię, lecz poziom dialogu publicznego zniechęca do jakiejkolwiek relacji intelektualnej z politykami, ale i z wieloma komentatorami. Dlatego na razie nie sprowokują mnie, bym podjął jakąś bieżącą kwestię, i będę proponował Państwu tematy zgoła inne. Może nie tak elektryzujące, lecz za to skłaniające do spokojnej refleksji. Dzisiaj rozważania w zasadzie filozoficzne, czyli o sensie życia. 

Pytanie o jego sens pojawiło się pewnie już w chwili, gdy nasi praprzodkowie zaczęli formułować nieco bardziej abstrakcyjne myśli. Zajmują się tym pytaniem religie i filozofowie, ale też każdy z nas, choć w codziennej pogoni za sprawami bieżącymi czasami nam ono umyka. A jednocześnie największe dobro, jakie dał nam los, czyli czas (życie) – mija. Śpieszymy się na niezmiernie ważne spotkania, na których często godzinami rozprawiamy, jak coś tanio kupić lub drogo sprzedać, irytujemy się, stojąc w ulicznych korkach, a potem dajemy lajki na Facebooku żarcikom rysunkowym, w których śmiejemy się z tego jak de facto (głupio) żyjemy. Ktoś powie – w tym tkwi piękno życia: żeby robić rzeczy codzienne i tym się cieszyć. Pozwólcie jednak, że się z tym nie zgodzę. Oczywiście jestem za tym, by cieszyć się każdą chwilą, ale te chwile powinniśmy świadomie tworzyć, a nie pozwalać się nieść strumieniowi zewnętrznych wobec nas zdarzeń. Nie jesteśmy liśćmi rzuconymi w nurt rzeki – przecież potrafimy pływać i nie zapominajmy o tym. Życiu warto nadać sens większy niż dryfowanie. I pewnie większy niż praca. 

Niedawno OECD opublikowała dane mówiące o tym, ile średnio przepracowujemy godzin w ciągu roku. Dane te dotyczą 35 krajów, w tym głównie wysoko rozwiniętych (z pewnymi wyjątkami). Meksyk: 2255 godz. rocznie, co przy założeniu, że w roku jest 250 dni roboczych i 26 dni różnego rodzaju urlopów, daje ok. 10 godz. dziennie. Na drugim biegunie są Niemcy: 1363 godz., co daje ok. 6 godz. dziennie. Zastosowałem tu duże uproszczenia, ale nie powinny zniekształcić ogólnego obrazu. Czy Helmut jest zatem leniem, a Miguel pracoholikiem? A może Helmut dojrzał do tego, że życie jest zbyt cenne, by się przepracowywać, i tak sobie je organizuje, aby pracowali na niego inni (ludzie, maszyny, sztuczna inteligencja)? Oczywiście znowu upraszczam i ironizuję, ale analiza tak abstrakcyjnych zjawisk, jak sens tego czy owego, wymaga takich zabiegów, zwłaszcza jeśli ma się do dyspozycji tylko jedną kolumnę w czasopiśmie. 

Zastanawialiście się kiedyś, jaki jest sens istnienia jako takiego? Większość materii we wszechświecie jest nieożywiona, a tylko maleńka część to życie. Czy istnienie materii (nieważne jakiej) ma sens? Religie łatwiej dostarczą nam odpowiedzi. Z punktu widzenia logiki, pytanie o sens istnienia materii wydaje się jednak bezzasadne. Pytanie o sens życia człowieka jest natomiast w pełni zasadne, ponieważ mamy zdolność myślenia abstrakcyjnego i chcemy, by nasze życie prowadziło do jakiegoś rezultatu, by nie było tym, czym jest istnienie kamienia. Każdy z nas ma własny rozum, za pomocą którego ten sens ustala lub nie. Nie ma jednej recepty dla wszystkich. I pewnie lepiej, że nie ma. Warto jednak, aby sens naszego życia nie prowadził do krzywdy innego, czyli po prostu trzeba szanować drugiego człowieka, wszystko, co żyje wokół nas. Po angielsku dobrze to oddaje jedno słowo: respect. Banalnie proste? Chyba tak. 

MyCompany Polska 12/2018
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!