Finanse

Family offices jeszcze nie dla nas

Fot. Shutterstock

Aby zostać w Polsce klientem bankowości prywatnej, wystarczy mieć 1 mln zł. Lecz żeby w pełni skorzystać z jej możliwości, trzeba mieć dużo, dużo więcej. 

Pojęcie „bankowości prywatnej” (private banking) wymyślono prawie 350 lat temu, w 1672 r.,  w C. Hoare & Co. – jednym z najstarszych brytyjskich banków. Jak wyjaśnia Małgorzata Anczewska, dyrektor departamentu bankowości prywatnej w mBanku, oznacza ono szeroko rozumiane usługi, świadczone dla najbardziej zamożnych klientów indywidualnych (tzw. High Net Worth Individuals – HNWI), polegające głównie na długoterminowym zarządzaniu ich aktywami finansowymi. 

Można powiedzieć, że horyzont inwestycyjny jest tu praktycznie nieograniczony, co, obok elitarności krojonych na miarę usług, zdecydowanie wyróżnia private banking, podobnie jak taka dywersyfikacja portfela, pod względem klas aktywów i geograficznym, aby pieniądze klienta były jak najbardziej bezpieczne. 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!