Wywiad

Trzeba skończyć z missellingiem

Fot. Michał Mutor

 

Przedsiębiorcy powinni wykorzystywać  swoje talenty, żeby świat był lepszy. Dziś w dużej części są na etapie nieszkodzenia, ale krok drugi – zmienianie rzeczywistości na odpowiedzialną, etyczną – jeszcze przed nimi – mówi Artur Nowak-Gocławski, prezes ANG Spółdzielni, w rozmowie z Dorotą Goliszewską i Alicją Hendler. 

Zaczynamy mało przyjemnie: reputacja branży finansowej pozostawia wiele do życzenia. Dla dobra wszystkich trzeba to zmienić. 

Rzeczywiście nasza branża nie ma dobrej opinii. I jeżeli oczekujemy zmiany, to ona się nie zaczyna, dopóki nie powiemy sobie szczerze, jaki mamy problem, i go porządnie nie przepracujemy. Wiele problemów w naszej branży wynika właśnie stąd, że nie do końca je przepracowaliśmy, często mówimy: „a może nic się nie stało”, „może tak i było, ale kiedyś i nie u nas”. Nie chodzi o to, żeby być przesadnie krytycznym wobec siebie, biczować się publicznie i nastawiać negatywnie konsumentów. Ale zarówno oni, jak i nasi inni interesariusze, w tym etyczni pracownicy branży finansowej, chcą tej autentycznej zmiany, a do tego potrzeba otwartej, świadomej debaty. Nie można się ograniczać do dyskusji w zamkniętym gronie, do czego mamy tendencję. 

Jako przedsiębiorcy w ogóle mamy problem z odpowiedzialnością i wzbudzaniem niepotrzebnej konsumpcji, kupowania tego, co nie jest potrzebne, a w tym wszystkim są jeszcze branże, jak finanse, farmacja, przemysł spożywczy, których wpływ na życie zwykłego człowieka jest olbrzymi, a przez to wymagania wobec nich są szczególne. 

Tymczasem rzeczywistość skrzeczy: np. osoby złapane przed laty na polisolokaty nie dostały od sprzedających wyczerpujących informacji na ten temat – ani wtedy, ani dziś. 

A przecież może być tak, że ktoś stracił te pieniądze, bo nie wiedział, że jeśli je wycofa, to zostanie od nich pobrana 90-procentowa opłata. I jeżeli opierała się na nich jego emerytura, może mu to złamać życie. Te produkty moja branża sprzedała 5 mln klientów. Razem daje to bodajże 50 mld zł. Oczywiście dla wielu klientów to dobry produkt, ale jaka część tego jest efektem nieodpowiedzialnej sprzedaży, czyli missellingu? Jego definicję w naszym rozumieniu dobrze oddaje prawdziwa historia, którą opowiadam, gdy zdarza mi się prowadzić zajęcia ze studentami na temat odpowiedzialności społecznej czy etyki w naszej branży. Pewien pan chciał kupić wózek dla swojej wnuczki i udał się do firmy finansowej, aby pożyczyć 2 tys. zł. Przekonano go tam, że ma zdolność kredytową, więc może dostać więcej pieniędzy na promocyjnych warunkach. W rezultacie wziął 20 tys. zł, z czego ogromną część, ponad 8 tys. zł potrącono w ramach prowizji i ubezpieczenia, czyli otrzymał nieco ponad 11 tys., a po doliczeniu odsetek musiał oddać... 29 tys. zł. Mamy tutaj przykład sytuacji, w której nagle człowiek zdał sobie sprawę, że ma coś, czego nie potrzebuje, nie rozumiał tego, gdy mu to sprzedawano, jest to niegodziwie drogie i go na to nie stać – to są elementy wskazujące, że miał miejsce misselling. 

 

 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty