Finanse

PPK: pomysł na wyższe emerytury

Fot. Shutterstock

Prace nad uruchomieniem Pracowniczych Planów Kapitałowych sprawiły, że firmy jak nigdy dotąd zainteresowały się funkcjonującymi od wielu lat Pracowniczymi Planami Emerytalnymi. 

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) mają być powszechnym, dobrowolnym i prywatnym systemem długoterminowego oszczędzania. Jak zapowiada wicepremier Mateusz Morawiecki, będą największym, po 500+, rządowym programem, który „realnie wzmocni bezpieczeństwo finansowe polskich rodzin oraz podniesie ich standard życia”. 

PPK mają z jednej strony pomóc w ratowaniu krajowego systemu emerytalnego, a z drugiej – zachęcić Polaków do oszczędzania. A że taka zachęta jest potrzebna, świadczą choćby badania Deutsche Banku, z których wynika, że w 2016 r. zaledwie 28 proc. Polaków deklarowało, iż odkłada pieniądze na emeryturę. W 2017 r. odsetek ten był jeszcze mniejszy i wyniósł 24 proc. 

– Wmontowanie do polskiego systemu emerytalnego instytucji pracowniczych planów kapitałowych jest z całą pewnością krokiem we właściwym kierunku – uważa Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. – Przede wszystkim dlatego, że będą one generować dodatkowy strumień pieniędzy wykorzystywanych do wypłaty przyszłych świadczeń. 

Według niego korzyści odczują też gospodarka i rynek kapitałowy, choć będzie to widoczne dopiero po pewnym czasie, gdy system osiągnie odpowiednio dużą skalę. (Dodajmy, że do niedawna zamysł był taki, iż wprowadzenie PPK będzie oznaczało likwidację OFE. Te jednak mają zostać). 

Ministerstwo Finansów przewiduje, że do Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie należeć aż 11 mln osób, w tym ok. 9 mln zatrudnionych w przedsiębiorstwach. Wszyscy Polacy w wieku 19–55 lat zostaną zapisani do systemu automatycznie (starsi będą mogli się przyłączyć, jeśli zechcą, nowe rozwiązanie nie obejmie też prawdopodobnie samozatrudnionych). To, że program ma być dobrowolny, oznacza, że każdy będzie mógł się z niego wypisać. Na razie jednak nie wiadomo, jak miałby, w świetle przepisów, to uczynić i do jakiego stopnia będzie trudno wypisać się na stałe. Ministerstwo szacuje, że w systemie pozostanie ok. 8,5 mln osób, czyli jakieś 75 proc. wszystkich pracujących. 

Do niedawna projekt zakładał, że do PPK nie trafi budżetówka, jednak w końcu postanowiono ją włączyć. Zdaniem ekspertów to dobrze, i nie chodzi tu tylko o strumień pieniędzy na świadczenia. – Jeśli pomysłodawca chce uwiarygodnić swój koncept, to powinien przekonać obywateli własnym zaangażowaniem – podkreśla dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. 

Co z przedsiębiorcami?

Składkę na PPK mają opłacać solidarnie pracownik i jego pracodawca. Swoje wsparcie zadeklarowało również państwo. Każdy zatrudniony otrzyma 250 zł na start, a potem co roku dopłatę w wysokości 240 zł. Zaletą nowego systemu ma być możliwość dziedziczenia środków i ich faktycznie prywatny charakter. 

Do PPK będą włączane stopniowo wszystkie firmy zatrudniające co najmniej jedną osobę, za którą odprowadzana jest składka do ZUS, przy czym najpierw, od 2019 r., wejdą te największe. 

Jednak pojawiają się istotne dla przedsiębiorców pytania, jeśli chodzi o ich wkład w nowy system, a także skutki tych zmian dla ich biznesu. Minimalna składka danego pracownika wyniesie co najmniej 3,5 proc. wartości jego wynagrodzenia netto, przy czym po jego stronie będzie to 2 proc., a 1,5 proc. dopłaci pracodawca. – Czy sektor MSP będzie na takie składki stać? Małe i średnie przedsiębiorstwa mają mniejsze zaplecze finansowe od dużych firm, przez co rosnące koszty pracy są dla nich większym obciążeniem i mogą ostatecznie doprowadzić do braku opłacalności prowadzenia biznesu – ostrzega dr Starczewska-Krzysztoszek. 

Powyższe liczby to i tak najniższy możliwy koszt. Docelowo składka może wzrosnąć do 8 proc., gdzie pracodawca będzie odpowiadał za 4 proc. Na dodatek w aktualnym projekcie nie zaznaczono, czy do jej zwiększenia wystarczy wniosek pracownika i czy konieczna będzie również zgoda tego, kto go zatrudnia. 

Jednak zdaniem Przasnyskiego nowe obciążenie nie powinno mocno uderzyć w przedsiębiorców. – Jest ono tak skalkulowane, aby nie pogarszało w istotny sposób kondycji firm, a jednocześnie nie ograniczało nadmiernie bieżących dochodów z tytułu wynagrodzenia za pracę – przekonuje ekspert. 

Według aktualnych zamierzeń rządu włączeni do PPK przedsiębiorcy będą bowiem  mogli liczyć na zwolnienie ze składki do ZUS płaconej za pracowników (ale nie wiadomo, jak zwolnienie to miałoby wyglądać). Poza tym, ponieważ wchodzenie nowych przepisów w życie będzie rozłożone w czasie, także ci, którzy prowadzą małe biznesy, będą mogli przygotować swój budżet na związane z nimi wydatki. 

Ucieczka do przodu

Projekt ustawy o PPK przewiduje m.in. furtkę polegającą na tym, że z obowiązku przystąpienia do systemu będą wyłączone firmy, w których od co najmniej sześciu miesięcy funkcjonują Pracownicze Plany Emerytalne (PPE). Kolejny warunek to odprowadzanie przez przedsiębiorcę na konto w PPE minimum 3,5 proc. wynagrodzenia pracownika netto (tak, by ten ostatni nie był w gorszej sytuacji od tych, którzy zostaną objęci PPK). Obecne przepisy o PPE zakładają, że pracodawca nie może wpłacać więcej niż 7,5 proc. wynagrodzenia brutto, brakuje natomiast kwoty minimum. 

Co ważne, w przypadku PPE pracodawca może zaliczyć wpłaty na konta pracowników do kosztów uzyskania przychodu. Tymczasem w projekcie ustawy o PPK (w obecnej wersji) nie ma żadnej informacji, czy podobne odliczenia będą możliwe. Wiadomo za to, że prowadzące je Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych będą pobierały nieduże opłaty za zarządzanie na poziomie 0,6 proc. od zgromadzonej kwoty (jeśli chodzi o PPE, opłaty te są różne, w zależności od firmy, która prowadzi taki program, ale zdarzają się równie niskie). 

Choć PPE istnieją już od 1999 r., w zeszłym roku zainteresowanie nimi gwałtownie wzrosło. – Stało się tak za sprawą medialnych informacji i dyskusji o planowanych radykalnych zmianach w systemie emerytalnym, a także dzięki bardzo wyraźnej poprawie sytuacji na rynku pracy – wyjaśnia Łukasz Kwiecień, wiceprezes zarządu PKO TFI. 

PPE są obecnie wykorzystywane głównie przez duże przedsiębiorstwa jako jeden z atutów pomagających im przyciągać i zatrzymywać pracowników. – Z naszych rozmów z firmami wynika, że coraz więcej kandydatów do pracy wręcz oczekuje tego rozwiązania jako elementu wynagrodzenia – zauważa Kwiecień i zaznacza, że choć jest to dla pracodawcy dodatkowy koszt, można go rozpatrywać w kategorii inteligentnej, bo od razu inwestowanej przez zatrudnionego, podwyżki. – Z przywilejów podatkowych i „zusowskich” korzysta także pracodawca – podkreśla wiceprezes PKO TFI, wyjaśniając, że środki wpłacane do PPE nie podlegają obciążeniu z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne. To ważne, choćby w porównaniu z innymi rodzajami niefinansowych podwyżek. Na przykład wartość pakietów medycznych czy kart na siłownię (czyli tzw. benefitów) jest wliczana do podstawy, od której płacone są składki do ZUS. 

Podsumowując to, co dotychczas wiadomo, weźmy przykład pracownika otrzymującego płacę minimalną, czyli 2 tys. zł brutto (1459 zł netto). Miesięczny koszt dla pracodawcy, który odprowadzałby 3,5-procentową składkę na PPE czy PPK, to w tym wypadku ok. 51 zł. Jednak, zgodnie z obecnym projektem, choć składka na PPK byłaby podobna, nie można by jej odliczyć od kosztów uzyskania przychodu. Przedsiębiorca mógłby za to uzyskać zwolnienie z ZUS płaconego za zatrudnioną przez siebie osobę, tyle że nie wiadomo, w jakiej wysokości. Wisiałoby też nad nim widmo docelowego wzrostu jego części składki do 4 proc. jej wynagrodzenia netto. 

– Z dotychczasowych rozmów z przedsiębiorcami wiemy, że deklarują oni chęć kontynuowania programu PPE, nawet po reformie emerytalnej i wdrożeniu do systemu nowych PPK – zauważa Piotr Kolasa, ekspert Union Investment TFI. 

Bardzo możliwe, że wprowadzeniem u siebie PPE zainteresuje się także więcej małych firm, o ile ocenią, że to im się bardziej opłaci. 


Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Nie wiemy, jak na te zmiany zareagują pracownicy. Polacy wciąż w małym stopniu myślą o swojej przyszłości i nie odkładają pieniędzy na emeryturę. Wprowadzenie PPK tego od razu nie zmieni, a każdy odczuje, przynajmniej na początku, niższe zarobki. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pracodawcy z czasem przerzucą swoją część składki na PPK na pracowników. Nie dostaną oni podwyżek, a jeśli te nawet się pojawią, to będą niższe niż bez zmian w systemie. 


PPK na tle kosztów pracy

Wprowadzenie PPK wpłynie na wzrost kosztów pracy. To może być problem, bo te w ostatnich latach dynamicznie rosną m.in. przez wzrost pensji minimalnej i średniej płacy. Według danych Eurostatu w 2016 r. koszty pracy poszły w naszym kraju w górę aż o ok. 5 proc. w stosunku do 2015 r. (średnia unijna w tym samym okresie to ok. 1,6 proc.). W 2017 r. dalej pięły się wzwyż. W chwili przygotowywania niniejszego wydania MCP nie było jeszcze wiadomo, jak wyglądało to procentowo, ale o skali tego wzrostu wiele może powiedzieć skok minimalnego wynagrodzenia o ponad 8 proc. Dziś koszt zatrudnienia pracownika pobierającego minimalne wynagrodzenie (2 tys. zł brutto) wynosi ok. 2412 zł. 

 PPK

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty