Finanse

Sielanka może się skończyć

Fot. Shutterstock

Prognozy na najbliższe miesiące: surowce w cenie, dług w przecenie, akcje dużych polskich spółek lepsze niż małych, możliwe huśtawki na światowych rynkach walut, akcji i nieruchomości, atrakcyjny Wschód. Jednak większość znaków zapytania, dotyczących warunków inwestowania, pozostaje ta sama co rok temu. 

Przypomnijmy, że przed rokiem inwestorom spać nie dawała przede wszystkim kwestia przyszłej polityki Donalda Trumpa. Wtedy był on dopiero prezydentem elektem, więc zagadek było mnóstwo, lecz od tamtej pory sytuacja w zasadzie się nie zmieniła: zarówno realizacja ogłoszonych już przez niego zamierzeń, jak i kolejne jego kroki wciąż są wielką niewiadomą. A przecież to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, będzie w znacznym stopniu kształtować w najbliższych miesiącach warunki inwestycyjne w Polsce i na świecie. 

Mister President, gdzie ta obniżka podatków?

Pod znakiem zapytania stoi np. reforma Trumpa zakładająca zmniejszenie podatków płaconych przez korporacje. – Już w minionym roku miała stanowić paliwo dla rynku akcji w USA – zwraca uwagę Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji w Union Investment TFI (UI TFI). 

Z kolei Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowej, przypomina, że plany amerykańskiego prezydenta dotyczące obniżki danin od przedsiębiorstw i zapowiedź ogromnego programu inwestycyjnego kreowały dla gospodarki amerykańskiej dobre perspektywy. – Wywołany w ten sposób impuls inflacyjny przemawiałby za przyspieszeniem zacieśniania polityki pieniężnej w USA, powodując tym samym umocnienie się dolara – mówi Sielewicz. Tak się jednak nie stało. Planowana reforma Trumpa zderzyła się z problemami natury legislacyjnej i w efekcie dolar, zamiast zyskiwać, przez większą część 2017 r. tracił na wartości. Co zatem może się wydarzyć w najbliższych kilkunastu miesiącach?

Waluty i akcje mogą wymknąć się spod kontroli

– Wpływ na amerykańską walutę będą miały oczywiście rosnące w Stanach stopy procentowe, ale trzeba pamiętać, że tempo zaciskania tamtejszej polityki pieniężnej pozostaje dosyć niejasne – zauważa Sielewicz, który, podobnie jak wszyscy eksperci, z którymi rozmawialiśmy, jest przekonany, że amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) będzie kontynuować podnoszenie stóp (w ostatnich tygodniach spekulowano, że zrobi to w 2018 r. trzykrotnie). Również według Rusaka tempo schładzania gospodarki przez Fed wciąż pozostaje niewiadomą, ale inni, jak np. Marcin Lipka, główny analityk firmy Cinkciarz.pl, przewidują, że będzie ono dosyć szybkie. 

Zdaniem Lipki przyspieszy także proces wycofywania się z luzowania ilościowego (czyli tzw. QE) w strefie euro. A Dorota Strauch, główna analityk Raiffeisen Bank Polska, zauważa: – Z rynkowego punktu widzenia kluczowe jest to, czy te zmiany w polityce monetarnej zostaną odebrane jako „koniec ery taniego pieniądza”. Gdyby tak się stało, pojawiłoby się ryzyko odwrócenia trendów na rynkach akcji oraz silnych wahań na rynku walutowym. 

Według Strauch jest to jednak scenariusz mało prawdopodobny. Lecz nawet jeśli się nie spełni, wcale to nie oznacza, że pod wpływem decyzji banków centralnych nie dojdzie do sporej huśtawki na rynkach. A to dlatego, że zacieśnianie polityki monetarnej po okresach bardzo niskich stóp zawsze zwiększa ryzyko wymknięcia się spod kontroli i przeceny niektórych klas aktywów, jak waluty, akcje czy nieruchomości. 

– Trudno przewidzieć, jak nowojorska giełda zareaguje na podwyżki stóp – potwierdza Ryszard Rusak i przypomina, że koniunktura na Wall Street będzie miała przełożenie na sentyment na globalnych rynkach akcji. 

Podobnie jest w przypadku rynków walutowych: tu sytuacja w dużym stopniu zależy przecież od wzajemnych relacji głównych walut, w tym właśnie dolara i euro. 

Strzeżcie się papierów skarbowych

– 2018 r. może być bardzo trudny dla posiadaczy obligacji – prognozuje Marcin Lipka i argumentuje, że przy stosunkowo dobrej koniunkturze, wysokim wykorzystaniu mocy wytwórczych rozwiniętych gospodarek oraz spodziewanym wzroście cen surowców możemy mieć do czynienia z szybszym od oczekiwań wzrostem inflacji. – Nie byłoby wielkim zaskoczeniem, gdyby rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA zaczęły zmierzać w kierunku 3 proc., a niemieckich – w stronę 1 proc. Przy tych hipotetycznych zmianach inwestor posiadający tego rodzaju papiery dłużne byłby narażony na utratę ok. 5 proc. zainwestowanego kapitału – ocenia Lipka. 

I nie jest w swej opinii odosobniony. Również zdaniem Sielewicza nadciągający okres zacieśniania polityki monetarnej sprawia, że inwestowanie w obligacje jest obecnie mniej atrakcyjne. Z kolei Paweł Cymcyk, doświadczony analityk i makler papierów wartościowych, a zarazem prezes Związku Maklerów i Doradców (ZMiD), przestrzega: – Odradzałbym inwestycje w papiery skarbowe, szczególnie w obligacje krajów ze strefy euro. Część polskich inwestorów uważa, że zakup zagranicznych papierów dłużnych jest bardziej opłacalny lub bezpieczniejszy niż zakup polskich. Problem w tym, że w najbliższym czasie właśnie zachodnie obligacje rządowe mogą być pod silną presją i w efekcie inwestowanie w nie może się okazać nieopłacalne – tłumaczy Cymcyk. 

Pamiętajmy jednak, że w 2018 r. prawdopodobne są także podwyżki stóp procentowych w Polsce. Jak zauważa Dorota Strauch, nasza gospodarka może się spodziewać nadal dobrych wyników zarówno w przypadku konsumpcji, jak i inwestycji. Mogłoby to być jednym z czynników skłaniających członków Rady Polityki Pieniężnej (RPP) do rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp. Lecz najważniejsza tu będzie inflacja. – Jej gwałtowny wzrost w pierwszej połowie roku może okazać się dużym zaskoczeniem i być tzw. czarnym łabędziem – mówi Ryszard Rusak, który radzi bacznie obserwować, jak sytuacja na rynku pracy wpływa na inflację bazową. 

Pod koniec 2017 r. ta ostatnia była na bardzo niskim poziomie, a co więcej, trudno było dostrzec presję inflacyjną związaną ze wzrostem kosztów pracy. Jeśli jednak płace dynamicznie pójdą do góry, RPP może skończyć ze swym gołębim podejściem. – Oczywiście będzie to miało wpływ na ceny obligacji – dodaje Rusak. 

Jeszcze kilka tygodni temu eksperci analizujący wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego zakładali, że pierwsze podwyżki stóp nastąpią pod koniec 2018 r. – Dostrzegamy jednak przesłanki, które pozwalają oczekiwać tego ruchu znacznie wcześniej, bliżej połowy roku – stwierdza Dorota Strauch. 

A zatem również polskie rządowe obligacje wydają się mało atrakcyjnym aktywem inwestycyjnym, nawet w perspektywie zaledwie kilku, a nie kilkunastu miesięcy. 

A co z obligacjami korporacyjnymi?

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku papierów dłużnych emitowanych przez firmy. – Generalnie powinny sobie radzić dość dobrze. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak uniwersalna obligacja korporacyjna, więc zachowanie papierów każdej spółki może być inne – zastrzega Paweł Cymcyk. 

W jego opinii obligacje korporacyjne są godne polecenia inwestorom (nawet jeśli ich oprocentowanie jest niższe), bo są stabilniejsze. Wprawdzie wciąż mamy wzrost gospodarczy, ale trzeba się liczyć z tym, że sytuacja w 2018 r. może się pogorszyć. A wtedy lepiej mieć w portfelu papiery bardziej bezpieczne. 

Zdaniem zaś Grzegorza Sielewicza pozostaną one atrakcyjniejszą formą inwestowania niż obligacje rządowe, także dzięki swej wyższej rentowności. 

A co z korporacyjnymi papierami dłużnymi z innych rynków? Eksperci z Saxo Banku radzą zwrócić uwagę na obligacje firm z krajów rozwijających się. – W świecie, w którym wiele emisji wiąże się z ujemnymi rentownościami, nietrudno zrozumieć, że inwestorzy zostali zmuszeni do spojrzenia w stronę bardziej ryzykownych aktywów, państw i walut – mówi Althea Spinozzi, menedżer ds. obrotu w Saxo Banku. – Dlatego nie należy się dziwić, że wielu z nich zainteresowało się nawet długiem rządowym i korporacyjnym z krajów objętych sankcjami, takich jak Rosja, gdzie oferowane są wyższe spready, zwłaszcza w przypadku papierów denominowanych w lokalnej walucie. 

Apetyt na rosyjskie i chińskie ryzyko

Według Spinozzi przykłady emisji papierów dłużnych Kolei Rosyjskich, koncernu Novolipetsk czy działającej głównie w Kazachstanie spółki Nostrum Oil & Gas pokazują, że istnieje apetyt na „rosyjskie ryzyko”, a poza tym, gdy tylko sankcje zostaną złagodzone, papiery dłużne tamtejszych podmiotów zostaną dobrze przyjęte na świecie. Dla niektórych z nich dług zagraniczny ma kluczowe znaczenie, ponieważ duża część ich przychodów jest denominowana w amerykańskich dolarach. Dotyczy to zwłaszcza przedsiębiorstw z branży metalurgicznej i górniczej, chemicznej, naftowej i gazowej. 

– Jeśli inwestor lubi rynki wschodzące, ale obawia się przyspieszenia inflacji w USA, to rosyjski rynek jest ciekawą alternatywą, ponieważ jest on słabiej skorelowany ze stopami procentowymi w Stanach Zjednoczonych niż inne obszary geograficzne – zauważa Spinozzi. 

Z kolei Peter Garnry, dyrektor ds. strategii rynków akcji w Saxo Banku, poleca rynek chiński. W jego opinii władze w Pekinie zdają sobie sprawę z tego, że jeżeli nie otworzą swojej gospodarki, w przyszłości stanie się ona niekonkurencyjna i kraj zostanie w tyle za innymi światowymi potęgami. Coraz częściej więc podejmują działania sprzyjające zagranicznemu kapitałowi. W dodatku Chiny mają bardzo ambitne cele. Chcą np. już w 2030 r. stać się globalnym liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji i robotyki. 

– Dlatego wiodące chińskie spółki technologiczne, takie jak Tencent, Alibaba czy Baidu, powinny stać się częścią portfela każdego inwestora – podsumowuje Garnry. 

Plus dla frankowiczów, minus dla złotówkowiczów?

Wróćmy do Polski. – To może być dobry rok dla frankowiczów – uważa Marcin  Lipka. I ma na to argumenty. Podwyżki stóp, których rynek spodziewa się po RPP, mogą spowodować zwiększoną presję na franka szwajcarskiego. – Władze monetarne Szwajcarii są zapewne jednymi z ostatnich, oprócz Japonii, które zdecydują się na podwyżki stóp procentowych. To stawia franka, obok jena, w pozycji waluty najbardziej na świecie narażonej na przecenę w środowisku restrykcyjnej polityki pieniężnej – tłumaczy Lipka, który spodziewa się, że relacja euro do franka może przekroczyć poziom 1,20, a kurs franka w stosunku do złotego może się znaleźć nawet poniżej granicy 3,50. 

Te prognozy pokrywają się z przewidywaniami analityków z Raiffeisen Bank Polska. Według Doroty Strauch notowania naszej waluty wobec euro mogą spróbować wrócić do poziomu poniżej 4,20. W 2018 r. powinny się wahać w granicach 4,10–4,30. 

Obiecujący polski rynek akcji

Dostrzec można też inne skutki oczekiwanych decyzji RPP. Ryszard Rusak podkreśla, że wyższe stopy procentowe to dobra wiadomość dla banków, które mogą wypracować wyższe przychody odsetkowe, czyli poprawić swoje wyniki finansowe. A właśnie banki są jednym z najsilniejszych sektorów na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW). W konsekwencji – może to pozytywnie wpływać na koniunkturę na warszawskim parkiecie. 

– Jeśli rozważamy inwestowanie w polskie akcje, najlepszym wyborem będą fundusze akcji uniwersalnych, czyli takie, które mogą inwestować i w duże, i w małe spółki. Niezależnie od warunków rynkowych, dobrym rozwiązaniem są też strategie absolutnej stopy zwrotu – radzi Rusak. 

Rodzime akcje rekomenduje też Paweł Cymcyk. – Na rynku akcji na razie nie widać przesłanek, które mogłyby świadczyć o zbliżającym się końcu hossy – wyjaśnia. Jednocześnie jednak zastrzega: – 2017 r. był najspokojniejszy od pół wieku, jednak nie ma co oczekiwać, że ta sielanka będzie trwała wiecznie. A ponadto przewidywanie zachowania rynku akcji w perspektywie dłuższej niż dwa kwartały przestaje być prognozowaniem i staje się zgadywaniem. Dlatego odpowiedzialnie mogę powiedzieć tylko to, że w pierwszej połowie roku oczekuję lepszego wyniku z inwestycji w akcje. 

Atmosfera na parkiecie w drugim półroczu może być już inna, bardziej zmienna. Tym bardziej że, jak podkreśla Rusak, w 2017 r. indeks WIG zyskał ok. 30 proc., co zwiększa ryzyko korekty spadkowej. Jeśli do niej dojdzie, pojawią się okazje inwestycyjne, ale dostrzeżenie ich nie będzie już tak łatwe jak wcześniej. 

– Wtedy przyda się większe zróżnicowanie portfela inwestycyjnego. Może się też okazać, że do łask wrócą nielubiane przez ostatnich kilka lat rynki wschodzące, w tym Polska – dodaje Cymcyk. Jego opinia, przynajmniej w części, wydaje się tu pokrywać ze zdaniem przedstawicieli Saxo Banku, którzy widzą obiecujące możliwości rosyjskiego czy chińskiego rynku akcji. 

– Czynnikiem, który mógłby istotnie wesprzeć apetyt inwestorów zagranicznych na polskie aktywa, jest potencjalne podwyższenie ratingu naszego kraju przez S&P. Obecny jest niższy niż oceny agencji Fitch i Moody’s – mówi Dorota Strauch. Według niej byłaby podstawa do takiej zmiany. 

– Polska giełda będzie korzystać na dobrej koniunkturze zarówno światowej, jak i naszej gospodarki. Wiele będzie zależeć od sytuacji poszczególnych spółek, jednak największe firmy będą w bardziej korzystnej sytuacji niż małe i średnie podmioty – przewiduje z kolei Grzegorz Sielewicz i wyjaśnia, że większość przedsiębiorstw w kraju odczuwa już trudności w zapełnieniu wakatów, ale duże firmy lepiej sobie z tym radzą. Wzrost wynagrodzeń pracowników nie jest też dla nich tak dotkliwy jak dla mniejszych firm. 

Surowce, surowce, surowce

Zdaniem Pawła Cymcyka jeszcze lepszą niż akcje propozycją inwestycyjną na 2018 r. mogą się okazać surowce. Światowa gospodarka jest bowiem obecnie w fazie rozkwitu i na dodatek w tej prosperity uczestniczą w mniej więcej w równym stopniu różne regiony. A globalny wzrost gospodarczy pcha w górę także ceny surowców. 

– Najpopularniejsze z nich, te stosowane w przemyśle, takie jak ropa czy miedź, powinny dalej drożeć. W dodatku na fali spekulacji dotyczących powrotu inflacji także złoto może wrócić do łask inwestorów – przewiduje Cymcyk. 

Na liście preferowanych przez niego inwestycji najwyżej są zatem surowce, za nimi akcje, a dopiero potem gotówka. Na szarym końcu, jako najbardziej ryzykowny składnik portfela inwestycyjnego na 2018 r., znajdują się obligacje. 

Boom w krajowych nieruchomościach

W opinii naszych rozmówców w rozpoczynającym się roku zarobić będzie można również na nieruchomościach. – Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce będzie się cechować wysoką podażą, ale nowoczesne i ekologiczne projekty będą przyciągać popyt wspierany dodatkowo przez napływ inwestycji zagranicznych oraz dalszy rozwój centrów usług wspólnych i outsourcingu – przewiduje Grzegorz Sielewicz. 

Wtóruje mu Paweł Cymcyk: – Ostatnio w Polsce sprzedaje się najwięcej nieruchomości w historii. Można więc prognozować, że ten rynek dalej będzie rósł, a nieruchomości będą drożeć, choć już nie w takim tempie jak w latach 2006 i 2007 – mówi prezes ZMiD, który szacuje, że wciąż będzie można liczyć na stabilne kilka procent zwrotu. 

Sielewicz uważa, że utrzyma się również stosunkowo wysoki popyt na inwestycje w budownictwo mieszkaniowe, które w coraz większym stopniu jest wspierane rosnącymi inwestycjami w budownictwo pod wynajem. Wśród inwestorów popularne powinny być nie tylko obiekty stawiane w głównych miastach Polski, ale też w innych rejonach kraju. 

Zanotujcie te trzy daty

Paweł Cymcyk zaleca, by w 2018 r. zwrócić baczną uwagę na trzy daty, które mogą okazać się dla rynków prawdziwymi momentami zwrotnymi. 

– Pierwsza to 4 lutego, kiedy dojdzie do zmiany na stanowisku szefa Fed. Chociaż już wiadomo, że zostanie nim Jerome Powell, to nie wiemy dokładnie, jak będzie działał – mówi Cymcyk. – Druga data dotyczy mającego nastąpić we wrześniu wygaszenia przez Europejski Bank Centralny programu dodruku pieniędzy. Trzecia natomiast to termin jesiennych wyborów samorządowych w Polsce. 

Te ostatnie są dlatego ważne, że ich rezultat może prognozować wynik wyborów parlamentarnych w kolejnym roku. Można próbować przewidywać, czy rządząca obecnie partia będzie miała ponownie szansę na samodzielne sprawowanie władzy. 

– To może zdeterminować zachowanie zagranicznych inwestorów. Dla jednych spodziewane dalsze rządy PiS będą dobrym prognostykiem, dla innych – złym. Których będzie więcej i jak w związku z tym zachowa się rynek, na razie trudno przewidzieć – dodaje Cymcyk. 


Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ

W 2018 r. przede wszystkim większe znaczenie mogą mieć działania banków centralnych. Dla polskiego rynku istotny będzie kontekst Rada Polityki Pieniężnej – Europejski Bank Centralny – Rezerwa Federalna. Brak wyczekiwanej przez coraz większą część uczestników rynku podwyżki stóp procentowych przez RPP może ograniczyć możliwości dalszej aprecjacji złotego w sytuacji, gdy rynek będzie coraz wyraźniej dyskontował pierwszą podwyżkę stóp w 2019 r. Z kolei Fed, w ramach procesu redukcji swojego ogromnego bilansu, będzie systematycznie zwiększać kwotę, która nie będzie ponownie reinwestowana w obligacje, ale trafi na rynek. W IV kwartale 2018 r. będzie to już 50 mld dol. miesięcznie. Tym samym, nawet jeśli Fed nie zrealizuje swojego scenariusza trzech podwyżek stóp, to i tak polityka monetarna ulegnie zacieśnieniu. To może zmniejszać atrakcyjność inwestycji w amerykańskie aktywa, zwłaszcza że szkodzić będzie także polityka. Raczej nie należy się spodziewać niczego dobrego po prezydencie Trumpie, a pojawią się też obawy, że republikanie mogą przegrać tzw. częściowe wybory do Kongresu w listopadzie. To może sprawić, że dolar w 2018 r. pozostanie słaby, chociaż korekty nie są wykluczone. Najwięcej emocji może przynieść funt, gdyż negocjacje dotyczące brexitu wejdą na ostatnią prostą. Teoretycznie scenariusz tzw. twardego i chaotycznego procesu wyjścia z UE jest mniej prawdopodobny, ale nie można go zupełnie odrzucić. Wiele będzie zależeć od tego, czy Theresa May utrzyma stanowisko premiera, a jeżeli nie, to jak szybko odbędą się na Wyspach nowe wybory parlamentarne. 

MyCompany Polska 12/2018
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!