Liderzy

Robimy dobrą rzecz

Fot. Materiały prasowe

Realizują autorski projekt, jakiego u nas nie było. Dla Figelo, domowych placów zabaw dla dzieci, na dobre zostawili  korporacje i stanowiska. 

Krzysztof Wnęk, który wraz z żoną Kingą stworzył markę Figelo, przyznaje, że poprzedniemu etapowi życia zawdzięczają wiedzę przydatną w biznesie, jednak ich dzisiejsza zawodowa satysfakcja jest nieporównanie większa. 

Teraz splatają pracę z życiem prywatnym. Mają trzech synów. Figelo powstało dla nich, a potem zachwyciło inne dzieci i ich rodziców. Skala produkcji nagle skoczyła. Lecz oboje widzą w tym „nie biznes, ale dobrą rzecz, która obroni się sama”. 

Potrzeba matką wynalazku

– Nie mogłem pogodzić się z tym, że najważniejszym elementem zajęć wychowania fizycznego na etapie wczesnoszkolnym najczęściej okazuje się strój. Obowiązkowo biała koszulka, ciemne spodenki. Ruch, poprawa kondycji fizycznej, profilaktyka wad postawy – to wszystko zeszło na drugi plan. Musiałem coś w zamian zaproponować moim synom – wspomina Krzysztof. 

Chciał, żeby Mikołaj i Staś (Wojtka jeszcze wtedy nie było na świecie), zaraz po tym, jak rano wstaną z łóżek, mogli napotkać po drodze do łazienki czy kuchni jakiś przyrząd gimnastyczny, z którego chętnie skorzystają. Drabinki ze zjeżdżalnią czy małą ściankę wspinaczkową. – Postanowiłem w fajnym sprzęcie do zabawy „zaszyć” poważne funkcje, jak choćby poranną rozgrzewkę – mówi Krzysztof. A przy okazji chciał odciągać dzieci od komórek czy komputerów. 

Podkreśla, że marka Figelo, której idea narodziła się w 2012 r., to „dobra rzecz”, ponieważ sygnowane nią zabawki są użyteczne, ale także bezpieczne i estetyczne. Te trzy kryteria uważają z żoną za najważniejsze przy tworzeniu produktów dla dzieci (i ich rodziców). 

W punkcie zwrotnym

Jesienią 2017 r. przyszły aż dwa prestiżowe wyróżnienia. Po pierwsze, Grand Prix przyznane przez głosujących rodziców na targach akcesoriów dziecięcych Kind & Jugend w Kolonii. Po drugie, tytuł Zabawki Roku w kategorii „place zabaw” w konkursie organizowanym przez opiniotwórczy portal Zabawkowicz.pl. Nagrody te są ukoronowaniem wcześniejszych pięciu lat. Najpierw przeszli od konceptu do rozpoczęcia produkcji na większą skalę i opracowali sposób dystrybucji. Potem wzbogacali ofertę i zdobywali klientów (w dużym stopniu poprzez media społecznościowe), a teraz wdrażają plan poprawy bezpieczeństwa swoich placów, dodawania nowych funkcji i doskonalenia wzornictwa. Na stałe współpracują z projektantką i dwiema stolarniami z okolic Nowego Sącza, gdzie mieści się ich firma. 

– Jednak najlepszymi projektantami Figelo są dzieci. Obserwując je, słuchając ich pomysłów, zmieniamy nasz produkt. Tak, w ramach generalnego konceptu, zrodziła się na przykład idea namiotu czy torów wyścigowych dla resorówek. Szczególnie zaangażowany jest nasz syn Staś. Nazywamy go spiritus movens Figelo – opowiada Krzysztof. 

Swoje zestawy sprzedają (głównie w kraju, choć zdarzają się już zamówienia z zagranicy) tylko przez własny sklep internetowy. Chcieliby też otworzyć kilka tzw. show roomów w największych miastach Polski. Promowałyby ich markę i jednocześnie odpowiadałyby na potrzeby części klientów pragnących zobaczyć i dotknąć nietani w końcu produkt, zanim postanowią go kupić. Najbardziej rozbudowane zestawy kosztują ponad 3 tys. zł. W planach jest też wprowadzenie przyrządów dla dzieci powyżej 11. roku życia (Staś rośnie!) – czyli maksymalnego wieku użytkowników, dla których dziś produkują swoje place. 

Figelo wciąż wymaga doinwestowania, ale oni są pewni tkwiącego w firmie potencjału, a poza tym marka ta jest bardzo bliska ich życiowym wartościom. Postrzegają ją jako coś, co wspaniale podsyca tak dla nich ważne domowe ognisko. 

Impuls przyszedł w korku

Oboje pochodzą z Muszyny niedaleko Nowego Sącza. Chodzili do tego samego liceum i już wtedy siebie dostrzegli. Studiowali w różnych miastach: ona ekonomię w Krakowie, on zarządzanie w Wyższej Szkole Biznesu-National Louis University w Nowym Sączu. Start zawodowy i wspólny, życiowy, mieli w Warszawie. Kinga pracowała w branży nieruchomości komercyjnych, m.in. w Jones Lang LaSalle czy Gray International, i wyspecjalizowała się w komercjalizacji obiektów handlowych. Krzysztof zaczął od stażu w agencji reklamowej Leo Burnett. 

Ostatecznie związał się jednak z bankowością, a konkretnie z Grupą HVB Polska, przejętą potem przez Grupę UniCredit. Zajmował się doradztwem i projektami w obszarze bankowości korporacyjnej. Obserwował wielkie transakcje. Był przy połączeniu banków BPH i PBK w efekcie fuzji kapitałowej ich inwestorów strategicznych. 

Wspomina, jak pewnego dnia, gdy już drugą godzinę stał w korku w Warszawie, podliczył, że rocznie spędza w ten sposób 26 dni. „To cały mój urlop!” – prawie wykrzyknął. Szkoda mu było tego czasu. Może by tak wrócić w rodzinne strony? – Wiadomo, ciągnie wilka do lasu – uśmiecha się. 

I wrócili, tym bardziej że mieli do czego. Krzysztof przyjął propozycję kierowania projektem budowy parku technologicznego MMC Brainville w Nowym Sączu. 

W tym samym czasie zmarł jego ojciec i miał do wyboru: dalej prowadzić odziedziczoną po nim firmę budowlaną czy ją zamknąć. Szkoda mu było tradycji, dorobku, zespołu solidnych fachowców. Zajął się rodzinnym przedsiębiorstwem i zbliżył do swoich dzieci. – Postanowiłem, że będą rosnąć przy mnie – wspomina. Od tej decyzji do Figelo był już tylko krok. 

Poza tym oboje z żoną zawsze lubili aktywnie spędzać wolny czas. Te upodobania przekazali swoim chłopcom. Mikołaj trenuje piłkę nożną, a jego bracia kolarstwo. Krzysztof chwali żonę jako doskonałą organizatorkę wspólnych wypraw rowerowych. Podróżowali w ten sposób m.in. po Bornholmie, Bawarii, pokonali też część Szlaku Świętego Jakuba w Hiszpanii (z zaledwie rocznym Wojtkiem w przyczepce rowerowej). 

Wcześniejsza praca zawodowa wiele ich nauczyła, jeśli chodzi o biznes, analizy rynkowe czy uczenie się na własnych błędach. Krzysztof podkreśla też, że z korporacji wyniósł umiejętność chłodnej oceny sytuacji, trzymania się reżimu finansowego i planowania alternatywnych rozwiązań na wypadek, gdyby coś nie wyszło. 

– Korporacja była ciekawa, dała mi też możliwość poznania wspaniałych ludzi, z którymi nadal utrzymuję kontakty towarzyskie, jednak nie wróciłbym tam. Dziś moimi wartościami są elastyczność i swoboda działania. A zwłaszcza możliwość spędzania czasu z najbliższymi. 


Kinga i Krzysztof Wnękowie

Stworzyli markę Figelo (domowe place zabaw dla dzieci), która jesienią 2017 r. zdobyła Grand Prix na targach Kind & Jugend w Kolonii oraz tytuł Zabawki Roku w konkursie portalu Zabawkowicz.pl. 

W 2016 r. powstała firma Kinga Wnęk, jednoosobowa działalność gospodarcza Kingi, która niedawno została przekształcona w Figelo Sp. z o.o., a Krzysztof został jej współudziałowcem. Należą do niej marka Figelo i sklep internetowy www.figelo.com. 

Kinga skończyła ekonomię na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i podyplomowe Studium Psychologii i Pedagogiki na tej uczelni. Przez lata zajmowała się komercjalizacją obiektów handlowych. 

Krzysztof ukończył zarządzanie w Wyższej Szkole Biznesu-National Louis University w Nowym Sączu. Był prezesem spółki Miasteczko Multimedialne, która zbudowała park technologiczny MMC Brainville w Nowym Sączu. Przez blisko 10 lat zarządzał też projektami w obszarze bankowości korporacyjnej w Krakowie i Warszawie. 

Są rodzicami Mikołaja (13 lat), Stasia (8 lat) i Wojtka (5 lat). 

Uwielbiają aktywnie spędzać wolny czas. Rodzinnie, turystycznie jeżdżą na rowerach i nartach. 

Mieszkają w Nowym Sączu. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?