Wypatrzone przez ŚWIDERKA

Brutalne statystyki sprzętowych startupów

Rys. Andrzej Wieteszka

Statystyki dotyczące startupów zajmujących się tworzeniem i produkcją takich urządzeń, jak inteligentne opaski czy okulary do wirtualnej rzeczywistości, są brutalne. Z blisko 400 firm, które uzyskały wstępne finansowanie w latach 2012–2013, samodzielnie działa już tylko 3 proc. – wynika z danych zebranych przez firmę CB Insight. 

Odsiew następuje już na poziomie pierwszej rundy finansowania. Jedynie 46 proc. analizowanych firm zdołało pozyskać pieniądze na tym etapie. Druga runda finansowania okazała się udana dla zaledwie 24 proc., podczas gdy w tej fazie średnia dla technologicznych startupów wynosi 46 proc. Jak widać, sito jest gęste. 

Tego typu firmy są także bardzo rzadko przejmowane. Nowego właściciela znalazły m.in. Oculus, produkujący gogle do wirtualnej rzeczywistości (w 2014 r. za 2 mld dol. kupił go Facebook), i SmartThings, tworzący rozwiązania do inteligentnych domów (w 2014 r. za 200 mln dol. przejął go Samsung). 

Co ciekawe, ponad połowa tego rodzaju startupów (56 proc.) wstępne finansowanie uzyskała nie od aniołów biznesu czy funduszy zalążkowych, ale w ramach finansowania społecznościowego prowadzonego na takich platformach, jak Kickstarter i Indiegogo. Średnia wartość finansowania crowdfundingowego to 210 tys. dol. Taka kwota pozostawia niewielkie pole do manewru – przestrzeń na ewentualne błędy czy opóźnienia związane z projektowaniem czy wdrażaniem produktu jest ciasna. Tymczasem, aby pozyskać środki od VC, startupy sprzętowe powinny mieć przynajmniej gotowy prototyp. 

Kłopoty ze zdobyciem pieniędzy wynikają m.in. z tego, że konsumenci nie kupują produktów wymyślonych przez startupy. Coś, co zachwyciło łasych na wszelkie nowinki fanów technologicznych gadżetów, nie interesuje szerokiego rynku. Innym powodem są błędy w strategii: czy to rozwoju produktu, czy to marketingowej. Nie bez znaczenia jest również to, że firmy zbyt szybko – w stosunku do osiąganych efektów sprzedaży – wydają pieniądze pozyskane w poprzednich rundach. 

Najgłośniejszym sprzętowym bankrutem jest bez wątpienia Jawbone. Ten producent elektronicznej galanterii upadł latem 2017 r. Wcześniej pozyskał od inwestorów 930 mln dol. Inna głośna historia to bankructwo Juicero. Firma ta chciała wprowadzić na rynek wyciskarkę do soków. Od inwestorów pozyskała ok. 120 mln dol. Początkowo jej urządzenie kosztowało niemal 700 dol. Tuż przed tym, jak firma ogłosiła upadek, swoją wyciskarkę, której nikt nie chciał kupować, bo jej po prostu nie potrzebował, oferowała za 200 dol. 

Jednym z nielicznych wytwórców sprzętu, którzy nadal działają, jest znane z produkcji smartfonów chińskie Xiaomi, które od inwestorów, takich jak Breyer Capital, IDG Capital i Morgan Stanley, uzyskało blisko 3,5 mld dol. W prywatnych transakcjach firmę tę wyceniono na 46 mld dol. Niemniej jej historia nie jest pasmem sukcesów. Po udanym starcie w 2015 r., zamiast planowanych 100 mln smartfonów, sprzedała ich jedynie 70 mln. Rok później było jeszcze gorzej, bo sprzedaż spadła do 41,5 mln sztuk. Aby uciec do przodu, Xiaomi wyszła poza Chiny i rozszerzyła swoje portfolio produktów. A inwestorzy finansowi stali się ostrożniejsi i czekają na wymierne efekty zmiany strategii, która jest teraz finansowana miliardem dolarów bankowego kredytu. 

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!