Wypatrzone przez ŚWIDERKA

Punkt zwrotny w historii dronów

Rys. Andrzej Wieteszka

Komercyjne drony przestały być zabawkami dla małych i dużych. Stały się narzędziami wszechstronnie wykorzystywanymi przez profesjonalistów. Świetnie to było widać podczas usuwania skutków letnich huraganów w USA. 

Gdy w lipcu pojawił się raport PricewartehouseCoopers o rynku profesjonalnych dronów, sceptycy mogli mieć obiekcje, czy prognozy i wizje analityków tej globalnej firmy doradczej nie są zbyt śmiałe. PwC oszacowała, że rynek profesjonalnych rozwiązań z użyciem dronów wart jest już ponad 127 mld dol. rocznie.

Uderzenie w Teksas huraganu Harvey powinno rozwiać wątpliwości największych sceptyków. Drony pojawiły się na niebie i okazały się bardzo potrzebne. Docierały na tereny zalane i odcięte od świata, pozwalały zaoszczędzić czas i zmniejszyć ryzyko ponoszone przez ludzi. 

Jednymi z pierwszych, którym przyszło w praktyce zweryfikować założenia teoretyczne i doświadczenie zdobyte podczas ćwiczeń, były telekomy. Dwaj najwięksi amerykańscy operatorzy komórkowi – Verizon i AT&T – zaprzęgli drony do badania stanu technicznego stacji bazowych na wieżach telekomunikacyjnych. W niektórych hrabstwach nie działało ponad 50 proc. stacji nadawczo-odbiorczych sieci komórkowych (BTS). Jedne dlatego, że nie miały zasilania energią elektryczną, inne zaś były uszkodzone. AT&T do inspekcji BTS użyła 25 dronów i już po kilku dniach doszła do wniosku, że ma ich za mało. 

Drony wykorzystywano także do oceny całej infrastruktury, w tym sieci elektrycznych, dróg, mostów i zbiorników w teksańskich rafineriach. Informacje zebrane z użyciem latających bezzałogowców pozwoliły nie tylko ocenić stan techniczny, ale także podjąć decyzje o kolejności usuwania uszkodzeń, były też pomocne w określeniu, jakie będą potrzebne środki i sprzęt.

W Teksasie drony były również używane przez firmy ubezpieczeniowe – m.in. Allstate, Farmers Insurance, Travelers Insurance i USAA – do określania szkód w rolnictwie, w domach i innym majątku mieszkańców terenów dotkniętych kataklizmem. To przyspieszyło proces przyznawania odszkodowań. Travelers, która miała 300 licencjonowanych operatorów dronów, zapowiedziała, że ich liczba w całym kraju na początku 2018 r. wzrośnie do 600. Allstate, aby móc wykorzystać w Teksasie kilkaset dronów jednocześnie, zatrudniała ich operatorów z firm zewnętrznych. 

Działające w USA profesjonalne drony mają pewne ograniczenia. Po pierwsze, sterować nimi mogą tylko osoby z licencją wydaną przez Federalną Agencję Lotnictwa (FAA). W całym kraju jest ich 20,3 tys. Jeśli chodzi o te dostępne w Teksasie, na początku okazało się, że jest ich za mało w stosunku do potrzeb, ale problemy kadrowe zaczęli rozwiązywać m.in. posiadający licencję ochotnicy z innych stanów. Drugie ograniczenie wynikało z przepisów FAA, które mówią, że komercyjny dron może latać na wysokości do 400 stóp (122 m) i musi być w zasięgu wzroku operatora. Z przygotowywanego przez FAA projektu zmian w prawie wynika, że część tych ograniczeń ma być w przyszłym roku złagodzona. 

Jak podkreślali eksperci, FAA w Teksasie stanęła na wysokości zadania i do minimum ograniczyła biurokrację. Zezwolenia na użycie dronów wydawała w kilka godzin, a nie, jak to zwykle bywało, w ciągu kilku dni czy nawet tygodni. 

Masowe wykorzystanie komercyjnych dronów w Teksasie pokazało mocne i słabe strony ich profesjonalnych zastosowań w rzeczywistych warunkach. I bez wątpienia było przełomowym wydarzeniem w rozwoju ich użytkowania przez firmy. 

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!