Strategie

Folklor z przytupem

Fot. Materiały prasowe

Polscy przedsiębiorcy pokazują, że sztuka ludowa to nie skansen i że w naszym folklorze drzemie różnorodny i inspirujący potencjał, na którym można dobrze zarobić. 

Justyna Bolek, założycielka trójmiejskiej firmy Slavica Dance, mówi, że jako pierwsza w Polsce i na świecie połączyła polskie tańce ludowe z nowoczesnymi formami fitness. Jej pomysł na biznes zrodził się w 2014 r., kiedy jako choreografka współpracowała z producentem muzycznym Donatanem i piosenkarką Cleo, kojarzonymi zwłaszcza z hitem „My Słowianie”.

Slavica fitness

– W trakcie naszej współpracy zaczęłam myśleć o stworzeniu „słowiańskiego fitnessu”, połączenia polskiej tradycji tańca ludowego ze współczesną muzyką – wspomina Bolek, która jest nie tylko choreografką, ale także magistrem wychowania fizycznego i instruktorką fitness. 

Swoją firmę zarejestrowała w Gdańskim Inkubatorze Przedsiębiorczości. Wtedy jej pomysłem zainteresował się też inwestor, który latem 2015 r. wyłożył nań 100 tys. zł. Pozostałe 40 tys. dołożyła z własnych pieniędzy. 

– Przez kilka pierwszych miesięcy modyfikowałam kroki regionalnych i narodowych tańców, jak oberek czy krakowiak, żeby można je było wykorzystać w moich ćwiczeniach. Następnie wspólnie z muzykami opracowywałam 60-minutowy set, czyli zmiksowaną składankę muzyczną tworzącą jeden długi utwór, który jest bazą do zajęć. Z kolei z moją menedżerką Katarzyną Sznajdrowicz opracowałyśmy skrypty dla przyszłych instruktorów – opisuje Bolek, dodając, że wszystko to pochłaniało mnóstwo czasu i pieniędzy. A największym kosztem okazało się zarejestrowanie pomysłu w Urzędzie Patentowym i nabycie materialnych praw autorskich do skomponowanej muzyki.

Kiedy formalności dopięto na ostatni guzik, można było ruszyć z właściwą działalnością. Firma oferuje certyfikowane szkolenia dla tancerzy i instruktorów fitness, które trwają jeden dzień i odbywają się co miesiąc lub dwa w różnych częściach Polski. Cena kursu to, w zależności od terminu, 499–659 zł. Zdobyty certyfikat upoważnia instruktora do korzystania z marki Slavica Dance  i autorskiej muzyki oraz do prowadzenia stosownych zajęć w klubach fitness czy szkołach tańca. W zamian za to, w ramach umowy licencyjnej, płaci firmie co miesiąc ustaloną stawkę. 

Pierwsze szkolenie instruktorów odbyło się w styczniu 2016 r., jego uczestniczkami były najbliższe koleżanki Justyny Bolek. Później, kiedy o jej „słowiańskim fitnessie” zrobiło się głośniej, kolejni klienci zaczęli pojawiać się sami. – Nie miałam wtedy pieniędzy na reklamę, ale udało mi się zainteresować prasę i telewizje śniadaniowe. Po naszym udziale w Dzień Dobry TVN i w Pytaniu na Śniadanie w TVP rozdzwoniły się telefony, a zamówienia na szkolenia miałam nawet z Wielkiej Brytanii – wspomina Bolek. 

Jej zdaniem to właśnie samorzutny marketing szeptany, występy w telewizji i profile Slavica Dance w mediach społecznościowych (na Facebooku czy Instagramie) okazały się najlepsze, jeśli chodzi o dotarcie do nowych klientów. – Nigdy nie inwestowałam w płatną reklamę. Działalność rozwijała się organicznie, ale musiałam o to zadbać, np. wielokrotnie wysyłając e-maile do programów telewizyjnych. 

W ciągu pierwszego roku działalności jej firma pozyskała ponad 30 instruktorów, którzy prowadzą zajęcia w klubach fitness w kilkunastu miastach Polski, a także w Wielkiej Brytanii i USA. Od końca 2016 r. spółka jest rentowna i ma coraz wyższe przychody. Jej współwłaścicielka nie chce zdradzić szczegółów, ale podkreśla, że na wzrost zysków wpłynęło m.in. uruchomienie wiosną tego roku sklepu internetowego ze sportową odzieżą z motywami folkowymi (w cenie od 89 do 199 zł). 

We wrześniu w ofercie firmy pojawiła się także nowa marka: szkolenia dla instruktorów Slavica Kids skierowane do nauczycieli WF-u i osób prowadzących zajęcia z maluchami. Chodzi nie tylko o sport i taniec, ale też o edukację przez zabawę: dzieci się uczą m.in. polskich tradycji ludowych. Dla instruktorów Slavica Dance cena za kurs jest niższa o połowę. 

Za kilka miesięcy Justyna Bolek najprawdopodobniej odkupi udziały w swej firmie od inwestora, który uwierzył w nią na początku. Przymierza się również do ambitnej ekspansji za granicą poprzez szkolenia instruktorów z różnych krajów i kontynentów. – Zumba (łączy elementy tańców latynoamerykańskich i fitness, od red.) powstała w latach 90. A dziś jest powszechnie znana. Dlaczego moja Slavica nie miałaby powtórzyć tego sukcesu? – pyta. 

Od stóp do głów

Z kolei rzeszowska firma Miss szyje tradycyjne polskie stroje ludowe. Jej właścicielka Marzena Matusiak najpierw prowadziła zakład krawiecki w podkarpackim Przeworsku (w jego otwarcie w 1994 r. zainwestowała 3 tys. zł), a później przeniosła firmę do Rzeszowa i w 2004 r. przekształciła ją w pracownię strojów ludowych. I to był świetny ruch: po roku jej biznes stał się rentowny, a dziś sprzedaje swoje produkty niemal na całym świecie.

– W Rzeszowie co trzy lata odbywa się Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych. Wiele osób odwiedzało mój zakład krawiecki i chciało zamówić uszycie stroju ludowego. Uznałam, że to moja szansa i ciekawe wyzwanie – opowiada Matusiak. Początkowo szyła stroje z Rzeszowszczyzny, ale szybko pojawiły się zamówienia na ubiory z innych regionów kraju. Musiała w związku z tym poszerzać swoją wiedzę. Jeździła więc w różne miejsca i docierała do osób, które przybliżały jej tajniki danego stroju, odwiedzała też muzea etnograficzne i skanseny. 

Kiedy zaczynała, działała w pojedynkę, a całe jej zaplecze produkcyjne stanowiły dwie maszyny do szycia, żelazko i stół krojczy. Dziś zatrudnia dwie krawcowe i kilka hafciarek. Firma jest w stanie uszyć strój ludowy z każdego regionu Polski i nie tylko, a w ofercie ma również dodatki, jak buty, pasy, korale czy kapelusze. 

– W każdym tygodniu dostaję po kilkadziesiąt zapytań o ofertę. Coraz więcej z nich pochodzi z zagranicy – mówi Matusiak, która sprzedawała już stroje do Japonii, Nowej Zelandii, Niemiec, Szwecji czy Francji. Wśród jej stałych klientów są organizacje polonijne z całego świata m.in. z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii. 

Właścicielka Miss uważa, że sukces jej firmy wynika głównie z wypełnienia słabo zagospodarowanej niszy oraz z dbałości o wysoką jakość materiałów i wykonania. Jej stroje są nie tylko solidne, ale też wiernie przypominają oryginalne pierwowzory. – W ostatnich latach pojawiło się kilka firm szyjących stroje ludowe, ale ich produkty różnią się od naszych – mówi oględnie Matusiak, podkreślając, że kluczowy w rozwoju jej firmy był także regularny udział w festiwalach polonijnych i folklorystycznych.

 – Pokazujemy nasze stroje podczas wielu lokalnych i krajowych wydarzeń, a to przynosi efekt w postaci nowych zamówień i klientów – wyjaśnia. – Promujemy się też w mediach społecznościowych i poprzez firmową stronę internetową, gdzie każdy może zobaczyć naszą ofertę i gotowe wyroby. 

W planach Miss jest także uruchomienie sklepu online z folkową odzieżą i dodatkami. 

Renesans folkloru

Marta Wróbel, właścicielka firmy Folkstar z Łowicza, zajęła się sprzedażą gadżetów czy materiałów dekoracyjnych dla domu, które nawiązują do sztuki ludowej (tzw. entnodizajn), oraz rękodzieła. Część wyrobów kupuje od twórców ludowych i rzemieślników, natomiast resztę projektuje sama i zleca produkcję swym biznesowym partnerom. 

Jej biznes działa od 2009 r., a zaczął się od małego stoiska w centrum handlowym w jej rodzinnym Łowiczu, które było swego rodzaju testem zainteresowania klientów ludowym rękodziełem. – Zaczynaliśmy od tradycyjnych wyrobów, jak wycinanki, hafty, produkty garncarskie z okolic Łowicza. To była główna oferta. Projektowane przez nas gadżety inspirowane tutejszym folklorem miały być jej uzupełnieniem, ale to one najbardziej podobały się klientom i przyniosły firmie popularność – wspomina Wróbel. 

Wobec tego Folkstar rozbudowała ofertę o przedmioty codziennego użytku zdobione ludowymi motywami.  I to był strzał w dziesiątkę, bo po zachłyśnięciu się  w latach 90. tym, co zagraniczne i globalne, Polacy zaczęli wracać do tego, co rodzime czy wręcz regionalne.  – Folklor przeżywa renesans, dzięki czemu moja firma się rozwija – zauważa Wróbel.

Zespół Folkstar zaczynał od czterech osób, a dziś jest ich 40. Zamiast skromnego stoiska jest 10 stacjonarnych sklepów (dwa na zasadzie franczyzy) i prężnie działający sklep internetowy. W ofercie zaś jest ponad 4 tys. produktów kosztujących od 2 zł do 2,7 tys. zł, których liczba wciąż rośnie. Zdobią je przeważnie motywy łowickie,  ale też kujawskie, kaszubskie, opolskie, kurpiowskie  i góralskie. Najchętniej kupowane są te w cenie do 30 zł, jak kubki, magnesy notesy, smycze czy breloki. 

– Są wśród nich produkty popularne sezonowo, np. ręczniki kąpielowe latem czy bombki choinkowe zimą, ale są i takie, które zawsze sprzedają się równie dobrze, jak choćby nasz niekwestionowany szlagier, czyli kubek w ozdobnym pudełku – mówi Wróbel. 

Folkstar promuje się przede wszystkim w internecie oraz na Facebooku i Instagramie. Oferowane w jej sklepach wyroby regularnie pojawiają się też w czasopismach (najczęściej z inicjatywy dziennikarzy modowych czy wnętrzarskich), a od czasu do czasu o firmie słychać w radiu, w którym sponsoruje konkursy poświęcone tematyce ludowej. – Stale dążymy do tego, by dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców. Z doświadczenia wiemy, że w naszym przypadku kluczem do sukcesu są zdjęcia produktów. One po prostu same się sprzedają – mówi Wróbel, której firma planuje teraz rozwijać ofertę o kolejne regionalne motywy i otworzyć sklepy w całym kraju. 

Czy folkowe przedsiębiorczynie obawiają się konkurencji? Justyna Bolek twierdzi, że właściwie jej nie ma.  – Produkt Slavica Dance jest unikalny, dlatego innych zajęć taneczno-fitnessowych prowadzonych w klubach w całej Polsce nie traktuję jako konkurencji – wyjaśnia. Według niej na rynku jest miejsce dla jej rywali, ale nie tak łatwo na nim zaistnieć. – To dlatego, że oprócz ogromnej wiedzy dotyczącej tradycji ludowych, praw autorskich, kompozycji muzycznej czy wiedzy o fitnessie, potrzebna jest też autentyczna pasja, cierpliwość i konsekwentna realizacja planów krok po kroku.

Również Marta Wróbel nie martwi się ewentualną konkurencją. Na rynku produktów regionalnych i tradycyjnych jest sporo miejsca na nowe przedsięwzięcia. – Widzimy wyraźny rozwój branży prezentowej i upominkowej, a także rosnące zapotrzebowanie na produkty unikalne, bazujące na ciekawym dizajnie. Ten rynek ma duży potencjał – podsumowuje. 


Etnodizajn

W polskim biznesie bazującym  na sztuce ludowej dominuje tzw. etnodizajn, czyli przetworzenie tradycyjnych motywów tak, by zaadaptować je do dzisiejszych przedmiotów użytkowych czy współczesnych ubrań. Do tych, którzy jako pierwsi w naszym kraju dostrzegli biznesowy potencjał tego nurtu, należą Marta Wróbel, założycielka firmy Folkstar opisanej w naszym artykule, siostry Małgorzata Kotlonek-Horoch i Agnieszka Kotlonek-Wójcik, twórczynie marki Goshico,  która wybiła się na rynku dzięki filcowym, ręcznie wykonanym torebkom w łowickie wzory, a także Magdalena Lubińska i Michał Biernacki, których firma Moho Design zasłynęła przede wszystkim jednokolorowymi dywanami z wełnianego sukna, nawiązującymi do łowickich  czy kurpiowskich wycinanek, nagradzanymi w wielu światowych i polskich konkursach. Wykorzystanie przez Moho motywów ludowych jednoznacznie kojarzonych z Polską zostało świetnie przyjęte i stało się źródłem jej międzynarodowego sukcesu. Także torebki Goshico (również wielokrotnie nagradzane) są dobrze rozpoznawane w wielu krajach Europy. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty