Liderzy

Tworzy fotoportret Ziemi

Krystian Bielatowicz

Marcin Dobas – ceniony fotografik i podróżnik. Wciąż w drodze, dosłownie i w przenośni. Obie swoje pasje połączył, prowadząc oryginalny biznes. 

Fotografuje naturę: krajobrazy, zwierzęta,  gdzieniegdzie obecni są ludzie. Patrzy na przyrodę coraz uważniej i coraz śmielej się w niej zanurza. Oddają to jego nowe zdjęcia: Grenlandia, Kamczatka, Islandia, Skandynawia, klasztor tybetański... 

W ostatnich latach stał się też instytucją w branży fotograficznej i podróżniczej. Ma znane nazwisko, nagrody, mecenat, a także wielu chętnych, którzy chcą się od niego uczyć. Na jego autorskich warsztatach wyjazdowych dowiadują się, jak opanować technikę, aby ciekawie opowiadać o świecie za pomocą zdjęć. Sam Marcin jest skromny: podkreśla, że wszystko, co już osiągnął, wzięło się stąd, że nieustająco wymaga od siebie i właśnie dlatego wciąż jeszcze tyle jest przed nim. Kiedy się spotykamy, przygotuje się do wyjazdu na finał konkursu Siena International Photography Awards/SIPAContest. Jury spodobało się jego zdjęcie góry lodowej na Grenlandii. 

Od dziecka fotografował, a potem, tak jak ojciec, zamykał się w ciemni zrobionej w domowej łazience. – Poszedłem na studia, na geologię, gdzie istniało Koło Młodych Geologów. Zapisałem się i dzięki temu mogłem odbywać dalekie podróże. Badałem budowę Ziemi i robiłem jej zdjęcia – wspomina. Nie uczył się fotografowania od żadnego profesjonalisty. Uznał, że mógłby popaść w manierę, a szukał własnego stylu. Pozostał więc, jak to określa, „samoukiem w trakcie ciągłego samokształcenia”. 

Wejście w obieg

Kiedy już miał pewien dorobek, postanowił go pokazać i założył swój fanpejdż na Facebooku. Aktywnie udzielał się też na forum internetowym Olympusa. Jego zdjęcia i nazwisko zaczęły być zauważane w branży. – Aż ktoś z Olympusa zaproponował mi spotkanie. Mógł być 2006 rok. Usłyszałem, że doceniają moje prace i otrzymałem propozycję współpracy – mówi. Olympus zagwarantował mu m.in. wsparcie sprzętowe, co jest niezwykle istotne w tej tak wrażliwej na nowinki technologiczne dziedzinie. Dziś wspomaga go także przy organizacji wystaw jego fotografii. 

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy pozyskał mecenasa, Marcin wysłał pierwszy raz swoje zdjęcia do „National Geographic Polska”. Nie zostały opublikowane, ale podejmował kolejne próby. Wytrwałość się opłaciła. Kilka lat temu spełnił marzenie wielu takich jak on – został fotografem polskiej edycji słynnego czasopisma. 

Piękne wyprawy

Jednocześnie, ze swoją dziewczyną Bożeną Jarzyńską, zdobywał doświadczenie w branży turystycznej. Byli pilotami wycieczek w różnych biurach podróży. Ale dojrzewała w nich chęć otwarcia własnego biura łączącego wyjazdy z pasją Marcina. I tak, ponad rok temu, ruszyła ich firma Wyprawy Foto. – Mam wrażenie, że pod względem tej podwójnej, podróżniczo-fotograficznej oferty oraz sposobu organizacji naszych wypraw, jesteśmy jedynym takim biurem podróży w Polsce – mówi Marcin. 

Na 2018 r. zaplanowali już wyjazdy m.in. na Kamczatkę (fotowyprawa połączona z nurkowaniem z lwami morskimi), na Islandię, do Finlandii (na podpatrywanie niedźwiedzi i rosomaków), na północ Grecji (gdzie są skupiska pelikanów kędzierzawych i flamingów), a także do Indii na święto Holi, zwane też Festiwalem Kolorów, którego uczestnicy obsypują się barwnymi proszkami. – Najczęściej wybieramy miejsca i tematy, które nie są popularne, za to gwarantują atrakcyjny pobyt i niezwykłe zdjęcia – opisuje fotograf. 

W kilkudniowe podróże zabiera tych, którzy mają już pewną wiedzę o fotografowaniu i chcą się w tym doskonalić. Trafiają do niego ludzie z bardzo różnymi zawodami – medycy, informatycy, agenci nieruchomości, pełen przekrój. Założył, że grupy będą nieliczne, najlepiej kilkuosobowe. Musi mieć wystarczająco dużo czasu i czysty umysł, aby przeprowadzać z każdym uczestnikiem fachowe rozmowy. – Pracujemy intensywnie, często znajdując tylko chwilę na odpoczynek w ciągu dnia. Np. na Grenlandii trzeba wykorzystywać malownicze wschody i zachody słońca, a potem jeszcze zająć się omawianiem zdjęć i ich obróbką – wyjaśnia. 

Jego biznes już po roku stał się dochodowy, ale najważniejsze jest to, że prowadzenie go sprawia Marcinowi wielką satysfakcję. – To klucz do sukcesu – podkreśla. Może też cały czas liczyć na mecenat Olympusa. Ostatnio jego wyprawę na Kamczatkę współfinansowała centrala firmy – Olympus Europa. Korzyść jest obopólna – talent, pracowitość i osiągnięcia Marcina fotografującego świat aparatami tej marki sprawiają, że tym bardziej jest ona kojarzona z wysoką jakością. 

Własna perspektywa

Marcin zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt swoich wypraw – na ryzyko z nimi związane. Jako organizator wyjazdu nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego, co może się zdarzyć, zwłaszcza z dala od cywilizacji, bo natura rządzi się własnymi prawami. – Jestem obwarowany wieloma ograniczeniami, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom – mówi, mając na myśli m.in. wymogi związane z ubezpieczeniami i bankowymi gwarancjami. 

Ograniczenia, choć innego rodzaju, narzuca też sama fotografia krajobrazowo-przyrodnicza. Według obowiązującej etyki niedopuszczalne są zdjęcia kombinowane, np. cztery połączone w jedno i jeszcze dodatkowo podkręcone dzięki komputerowej obróbce. Muszą być efektem pracy fotografa, a nie grafika, i być wyjątkowe. Tego Marcin uczy innych: uczciwości i formułowania własnego stylu. A czy sam już go znalazł, dookreślił? – Na pewno jeszcze do tego daleko, niemniej szukam go w sobie, a także podpatrując innych i śledząc wszelkie nowości techniczne. 

Pytany o twórcę, który szczególnie go inspiruje, bez wahania wymienia Paula Nicklena, kanadyjskiego fotografa, laureata wielu nagród, w tym kilku World Press Photo. – Jest niezmiernie utytułowany, a do tego życzliwy i bardzo uczynny – mówi. Po raz pierwszy spotkali się w 2007 r. i odtąd pozostają w stałym kontakcie. Marcin jest wdzięczny Paulowi za wskazanie tego, co jest najważniejsze w fotografowaniu – że zasadnicze znaczenie mają profesjonalny stosunek do swojej pracy i własne, niepowtarzalne podejście do tematów. Trzeba robić zdjęcia z takiej perspektywy, na jaką jeszcze nikt inny nie wpadł. 


Marcin Dobas

Specjalizuje się w fotografii podróżniczej, krajobrazowej, przyrodniczej i podwodnej.

Członek międzynarodowego teamu fotografów Olympus Visionaries.

Fotograf „National Geographic Polska”.

Organizator fotowypraw w ramach firmy Wyprawy Foto, której jest współwłaścicielem.

Autor książki „Fotowyprawy, czyli 9 opowieści o fotografii”.

Działa też jako ratownik górski (Karkonoska Grupa GOPR), pilot wycieczek i strażak (OSP Łomianki).

Absolwent Wydziału Geologii na Uniwersytecie Warszawskim.

Partner Bożeny Jarzyńskiej, tata półtorarocznego Kacpra.

Mieszka w Łomiankach pod Warszawą, ma 35 lat.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single