Auta dostawcze

Auto musi pracować

Materiały prasowe

Z samochodami dostawczymi jest jak z samolotami: zarabiają na siebie, jeśli są w ruchu. A gdy nie są przy tym optymalnie wykorzystane – zarabiają za mało. Wybierając więc taki pojazd dla swojej firmy, trzeba go dobrze dopasować do jej potrzeb. 

Na szczęście wybór na rynku jest ogromny i dosłownie każdy znajdzie coś dla siebie. Tym bardziej że większość producentów oferuje coraz więcej modeli samochodów dostawczych, w wielu wariantach. Do tego dochodzą „szyte” na miarę zabudowy, jeśli klient potrzebuje czegoś bardzo szczególnego, jak np. auto do przewożenia szyb, mobilny warsztat czy specjalistyczna chłodnia. 

Miejska furgonetka, z czasem elektryczna

W ofercie niemal wszystkich producentów znajdziemy, po pierwsze, małe, zwinne furgony idealne do przewożenia w mieście niewielkich ładunków. Takie jak choćby popularne Renault Kangoo czy nie mniej znany i produkowany w naszym kraju Volkswagen Caddy. Podobnej klasy wozy to także Citroën Berlingo, Peugeot Partner, Ford Transit Courier. Od niedawna małe auto dostawcze proponuje nawet Mercedes – to Citan oparty na konstrukcji Renault Kangoo. 

Każdy z tych samochodów można mieć w wersji kombi (piątka pasażerów i przestrzeń na pakunki za fotelami) lub właśnie jako klasyczny furgon (miejsca dla dwóch osób i duża ładownia). Dostępne są też różne długości i wysokości. Kangoo może być np. długi na 389,8 cm, ale również na 428,2 cm albo nawet na 466 cm. Im większe rozmiary, tym bardziej pojemna przestrzeń ładunkowa, ale zarazem mniejsza zwinność w mieście. Co ciekawe, Renault proponuje też do wyboru kilka różnych silników Diesla i benzynowych oraz – i to jest unikalna cecha Kangoo – napęd elektryczny, który w ruchu miejskim sprawdza się znakomicie. Niestety, elektryczne Kangoo kosztuje grubo ponad 100 tys. zł, a to wciąż za drogo, by w Polsce znaleźli się na nie chętni. 

Eksperci jednak wskazują, że to do takich pojazdów należy przyszłość przewozów w miastach. Między innymi dlatego, że mają one istotne dla firm cechy, o których stale wspominają szefowie flot z większości przedsiębiorstw: niskie realne koszty użytkowania, czyli słynne TCO, i wysoką bezawaryjność. Silniki elektryczne zużywają wszak tylko prąd, który ciągle jest bardzo tanim paliwem, więc z każdym przejechanym kilometrem zyskujemy w porównaniu z autami spalinowymi. Konstrukcja napędu elektrycznego jest też niesamowicie prosta – nie ma potrzeby stosowania skomplikowanej skrzyni biegów ani zużywającego się sprzęgła, silnik jest praktycznie niezawodny. Auto  – ideał. Gdyby tylko nie ta wysoka cena i ciągle jeszcze ograniczona pojemność baterii, które niestety trzeba często i długo ładować. Producenci intensywnie pracują jednak nad rozwiązaniem tych problemów, więc zapewne już za kilka lat miejskie dostawczaki na prąd będą czymś oczywistym. 

A tymczasem zwracajmy uwagę na niezawodność samochodów z tradycyjnym, spalinowym napędem, który powinien dziś oszczędnie gospodarować paliwem, zapewniając przyzwoite osiągi. Ważne jest także, aby silnik nie był za duży, bo w Polsce oznacza to wyższe składki obowiązkowego ubezpieczenia, a więc  i większe koszty użytkowania takiego auta. 

Siedem grup klientów

Oczywiście małe furgonetki to tylko fragment rynku lekkich pojazdów użytkowych, tych do 3,5 t, którymi można jeździć, mając prawo jazdy kategorii B. Duża część dostawczaków to jednak większe pojazdy – o długości dochodzącej do pięciu metrów, a nawet więcej. Jedną z najnowszych konstrukcji w gronie tych największych jest wytwarzany w Polsce Volkswagen Crafter. Jego producent przeprowadzał przez dłuższy czas wywiady z klientami i przekonuje, że auto to może zaspokoić wszelkie ich potrzeby. 

No właśnie, jakie cechy powinien mieć współczesny samochód dostawczy? Przede wszystkim, musi być użyteczny, bo w odróżnieniu od aut osobowych, pojazdy nomen omen użytkowe to narzędzie pracy. Decyzję o ich zakupie podejmuje się nie pod wpływem emocji, lecz po wykonaniu solidnych obliczeń. Najważniejsze cechy – tak wynika z ankiet przeprowadzanych przez Volkswagena – to jakość i niezawodność. Banalne, ale konieczne: jeśli auto jest uszkodzone, cierpi na tym biznes. Inne wymagania wskazane przez zapytanych różnią się jednak od siebie zależnie od rodzaju prowadzonej przez nich działalności. 

Producenci dostawczaków dzielą przy tym swoich klientów na siedem grup: kurierzy i logistyka, branża budowlana i służba leśna, mobilne warsztaty, ekipy budowlane, przewóz osób, służby oraz transport medyczny. Każda z nich potrzebuje aut odmiennej wielkości i z różnym wyposażeniem. 

Weźmy kurierów: tu samochód będzie nieustannie w ruchu. Musi mieć tak urządzoną kabinę, aby kierowca pracujący samodzielnie mógł w niej wygodnie prowadzić swoje mobilne biuro. Powinno być w niej zatem odpowiednio dużo schowków i uchwytów na dokumenty czy urządzenia elektroniczne. Ważne są także wygodny fotel, łatwość wsiadania i wysiadania oraz wkładania i wyjmowania paczek. Takie auta zwykle poruszają się po zatłoczonych ulicach miast z niewielką prędkością. Idealny wóz kuriera powinien więc mieć oszczędny i cichy silnik, automatyczną skrzynię biegów, czujniki ułatwiające parkowanie, system automatycznego hamowania przed przeszkodą oraz... napęd na przednie koła. Dlaczego? Bo wtedy podłoga przestrzeni ładunkowej znajduje się nisko, co ułatwia do niej dostęp. I jeszcze jedno: w pracy kuriera liczy się każda sekunda. Nic dziwnego, że jeden z producentów pojazdów użytkowych chwali się, iż w swoim nowym modelu zredukował średni czas otwierania i zamykania drzwi o 3 sek. Takich operacji kurier może wykonywać dziennie nawet 200. To daje w sumie  600 sek., czyli 10 min. Wydaje się raczej mało, ale w skali roku jest to już 36 godz. 

Z kolei w innych branżach może się liczyć przede wszystkim wielkość ładowni, czasem moc silnika albo możliwość ciągnięcia ciężkiej przyczepy. Stąd takie zróżnicowanie poszczególnych samochodów dostawczych w ofercie wielu producentów. Mercedes Vito może mieć np. napęd na przód, na tył lub na cztery koła. Występuje jako furgon 2- lub 3-osobowy, ale też jako auto 5-osobowe z dużą ładownią albo kombi. Zbliżony wybór proponuje także produkowany w Polsce duży Volkswagen Crafter, który – co ważne w przypadku niektórych zastosowań – występuje też jako kabina z niezabudowanym podwoziem lub jako pojazd skrzyniowy, czyli z odkrytą ładownią. Podobnie jest zresztą w przypadku samochodów Iveco, dużych dostawczaków Renault, Forda, Peugeota czy Citroëna. 

Auta dostawcze - pierwsza dziesiątka

Zmyślne wyposażenie

Na rynku obserwujemy jeszcze jedną wyraźną tendencję, oprócz coraz większych możliwości swobodnej konfiguracji auta. To coraz bardziej urozmaicone wyposażenie. Dziś do pojazdów dostawczych można zamawiać mnóstwo systemów, które jeszcze kilka lat temu były dostępne tylko dla nabywców luksusowych limuzyn. Co więcej, klienci – na razie przede wszystkim na Zachodzie – coraz częściej decydują się na takie rozwiązania, dbając o komfort pracy kierowcy i jego bezpieczeństwo. Ale i w Polsce widać zmiany w tym względzie. 

Nie chodzi zresztą o takie dodatki jak klimatyzacja czy podstawowe radio (te stały się w zasadzie standardem), ale o opcje znacznie bardziej zaawansowane, które poprawiają łatwość użytkowania i właśnie bezpieczeństwo czy bezwypadkowość. Może to być np. zestaw kamer ułatwiający manewry dużym autem na ciasnych, miejskich parkingach. W najbardziej zaawansowanej wersji na ekranie monitora umieszczonego na centralnej konsoli widać przetworzony komputerowo obraz, który symuluje widok z góry na całe auto. W przypadku samochodu długiego na ponad 7 m, bez okien z tyłu, jest to nie lada wsparcie. 

Inna ciekawa opcja to system ułatwiający parkowanie. Za pomocą kamer i czujników komputer wyszukuje odpowiednie miejsce parkingowe, dokonuje stosownych pomiarów i samodzielnie na nie wjeżdża: przodem, tyłem lub równolegle. Wystarczy, zgodnie z instrukcją, wciskać gaz i hamulec. Co więcej, w niektórych autach, np. w Volkswagenie Crafterze, dostępny jest też system pomagający w manewrach z przyczepą. 

Przejdźmy do bezpieczeństwa. Coraz częściej spotykamy w dostawczakach układ automatycznego hamowania w razie wykrycia przeszkody – to pozwala uniknąć kłopotliwych i kosztownych miejskich stłuczek. Są też systemy ostrzegające o pojazdach nadjeżdżających z boku, co jest bezcenne podczas cofania na ruchliwej ulicy. Inny system to tzw. adaptacyjny tempomat dostosowujący prędkość jazdy do szybkości, z jaką przemieszczają się samochody przed nami. To spore ułatwienie na drogach ekspresowych i autostradach. 

A co przyniesie przyszłość? Na pewno nastąpi rozwój systemów wykorzystujących łączność internetową – nawigacyjnych i służących do nadzoru, a także do komunikacji z innymi pojazdami. Producenci aut pracują już nad oprogramowaniem samoczynnie wymieniającym informacje, np. o zdarzeniach na drodze. Kolejna kwestia to wspomniany już rodzaj napędu: silniki spalinowe są coraz bardziej na cenzurowanym. Zważywszy na zmiany dokonujące się ostatnio w europejskiej motoryzacji, już za kilka lat część poruszających się po mieście samochodów dostawczych powinna być zatem wyposażona w silniki elektryczne lub przynajmniej w napęd hybrydowy. 

 Auta dostawcze

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single