Strategie

Mam kino za rogiem

Shutterstock

Polacy pokochali chodzenie do kina i wydają w nim coraz więcej pieniędzy. To zachęca, by otworzyć własne kino, zwłaszcza że w tej branży wciąż jest miejsce na nowe przedsięwzięcia. Trzeba jednak wiedzieć, że to biznes kapryśny. Choć także wdzięczny, na przykład w mniejszych miejscowościach. 

Wzeszłym roku Polska wkroczyła do grupy 30 największych rynków kinowych świata. Do kina chodzimy najczęściej od 1990 r. (czyli od czasu, gdy jest to mierzone). Robimy to tym chętniej, że polskie produkcje są na coraz wyższym poziomie i coraz częściej oglądane. W 2016 r. stanowiły połowę największych hitów (patrz ramka). Z kolei młodzi widzowie chcą być na bieżąco i oglądać premiery tak szybko, jak się da. Demograficzny niż nie przeszkadza idącej w setki tysięcy frekwencji podczas premierowych weekendów. „Gru, Dru i Minionki” obejrzało np. na początku lipca rekordowe 0,5 mln osób. 

Małe i duże miasta

Taki boom skłania do myśli o własnym kinie. Czy to dobry pomysł? Zdaniem ekspertów jest lepszy, jeśli chcemy mieć kino w mniejszej miejscowości. Według Blanki Pawlewskiej ze sprzedającej reklamy firmy New Age Media, w większych miastach rynek jest już bowiem dosyć mocno nasycony, przede wszystkim w tych liczących 120–150 tys. mieszkańców. Za to tam, gdzie mieszka nie więcej niż 100 tys. ludzi, na nowe, nieduże kina miejsce ciągle jest. 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Cztery sposoby na podatki

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single