Strategie

Jak kula śniegowa

Fot. Materiały prasowe

Pionierskie pomysły i wpływowa społeczność skupiona wokół nieustannie rozwijanej platformy to główne przewagi DDOB nad konkurencją specjalizującą się w marketingu internetowym. – Jesteśmy w stanie zrealizować kompleksowe kampanie i najskuteczniej w kraju dotrzeć do osób w wieku 13–26 lat – przekonuje Bartek Sibiga, założyciel warszawskiego startupu. 

Sibiga był w 2014 r. mistrzem Polski w narciarstwie freestylowym, którego zasadniczą cechą jest, jak to określa, „totalny brak ograniczeń”. – Jako sportowiec dużo podróżowałem po świecie, ale wyjazdy musieliśmy finansować, więc mocno wdrożyłem się w tworzenie materiałów wideo, dzięki którym pozyskiwaliśmy sponsorów – wspomina. 

I być może nigdy nie założyłby swojego startupu, gdyby nie kontuzja. Zerwanie więzadeł w kolanach przykuło go do łóżka na kilka miesięcy. Zaczął wówczas spędzać dużo czasu w internecie, z zainteresowaniem śledząc poczynania youtuberów, blogerów i instagramowiczów. Jego grupa sportowa wrzuciła wtedy na YouTube profesjonalnie przygotowany film: reżyser z prawdziwego zdarzenia, świetne zdjęcia i supermontaż. Mimo to nie zgromadził on imponującej widowni – raptem ok. 30 tys. wyświetleń. – Jednocześnie natrafiłem na filmy vlogerek modowych i makijażowych, które, choć były proste, niemal bez montażu i stworzone w kilkanaście minut, gromadziły setki tysięcy widzów. To mnie zafascynowało. 

I zainspirowało do tego, by wykorzystać wiedzę, którą zdobył na studiach informatycznych. Wkrótce, w połowie 2015 r., razem ze swoją dziewczyną Aleksandrą Szkiłądź, założył platformę społecznościową DDOB (Daily Dose  Of Beauty), która, jako pierwsza w Polsce i jedna z nielicznych na świecie, zrzesza i wspiera influencerów: blogerów, fotoblogerów i vlogerów wpływających na opinie innych ludzi, a także na ich decyzje zakupowe. 

Połączyć zasięgi, wpływ i reklamodawców

O tym, czy ktoś jest już wpływowy, decydują dwie rzeczy: po pierwsze, odpowiednio duży zasięg, czyli m.in. popularność jego bloga czy kanału w mediach społecznościowych. Po drugie – zaangażowanie jego czytelników lub widzów widoczne choćby w ich komentarzach. 

– Zauważyłem, że wiele osób, mimo że uzyskują ogromny zasięg i zarazem oddziałują na postawy swoich odbiorców, nie współpracuje z markami, z którymi sam miałem dobre kontakty, chociaż moje sportowe filmy nie uzyskiwały tak świetnych wyników. Postanowiłem więc wykorzystać swoje doświadczenia ze współpracy z markami i połączyć osiągnięcia internetowych osobowości z tymi, którzy szukają promocji – mówi Sibiga. 

Zaczął tworzyć miejsce, w którym blogerzy, vlogerzy i instagramowicze z jednej strony tworzyliby zwartą społeczność, a z drugiej, mogliby dotrzeć do jeszcze szerszej publiczności niż ta, którą pozyskali samodzielnie. Jednocześnie najlepsi z nich zarabialiby na współpracy z reklamodawcami szukającymi dużych zasięgów lub konkretnych grup klientów. – Obecnie możemy sprawić, że każdy wpis czy film dotrze do kilkukrotnie większej widowni i zobaczy go kilkaset tysięcy osób. Jesteśmy w stanie stworzyć nawet internetowego celebrytę – twierdzi Sibiga, który tak wyjaśnia to, na czym zarabia jego firma: – Nasze narzędzie łączy organiczny zasięg influencerów z zasięgiem dodawanym przez nas za niedużą opłatą. W ten sposób jesteśmy w stanie zagwarantować reklamodawcom dany zasięg za określoną stawkę.

Reklamodawcy mogą przede wszystkim łatwiej dotrzeć do nastolatków i młodych dorosłych, bo influencerzy na platformie to osoby z tzw. pokolenia Y i Z, czyli najwyżej 30-latkowie, a wielu nie ma nawet dwudziestki. 

Firma, otrzymawszy zarys pomysłu na kampanię marketingową, dobiera odpowiedniego blogera czy youtubera, który jest spójny z wizerunkiem danej marki, a następnie sposób działania – promocję w mediach społecznościowych, stworzenie specjalnej strony www, organizację eventu czy konkursu. – Jeśli klient sobie tego życzy, to razem tworzymy strategię, dostosowujemy nasze i jego kanały i media społecznościowe. Do tego dochodzi także promocja w prasie, telewizji i na internetowych banerach – wyjaśnia Sibiga i dodaje, że DDOB pobiera też prowizję od influencerów za pośredniczenie w ich kontaktach z reklamodawcami. – Obecnie przy komercyjnych kampaniach współpracujemy z ok. 500 naszymi użytkownikami – informuje. 

Kolejnym źródłem zysku jest sama strona www jego firmy, która ma ponad 0,5 mln unikalnych użytkowników: pojawiają się na niej płatne reklamy. Wreszcie, startup proponuje usługi wideo czy pisanie scenariuszy. – Aby klient mógł się zaprezentować także u nas – wyjaśnia Sibiga, mając na myśli konta DDOB w mediach społecznościowych oferujące dodatkową promocję. 

Zasada win-win

Swoją stronę internetową stworzył w kilka tygodni i za tysiąc dolarów wykupił domenę ddob.com. Przez kilka miesięcy sprawdzał, czy vlogerom i blogerom podoba się jego platforma. – Chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie twórcy sami będą się chcieli rejestrować. Testowaliśmy np. forum, na którym mogliby się wymieniać opiniami, ale to nie chwyciło, podobnie jak nie sprawdziła się funkcja zaciągania na naszą stronę zdjęć z Instagrama. Użytkownicy mieli je oceniać, a najlepsze mieliśmy promować – wspomina Sibiga.

Dużo lepszym rozwiązaniem okazała się funkcja „wall” („ściana” w stylu tej na Facebooku), gdzie każda zarejestrowana osoba może napisać coś od siebie i np. zaprosić na swój blog. – Proste rozwiązania okazały się najlepsze – podsumowuje Sibiga. 

W styczniu 2016 r. uznał, że pora poszukać zewnętrznego inwestora, który pomógłby mu rozwinąć sprzedaż jego usług reklamodawcom. – Nie miałem w tym doświadczenia, a moje kontakty z markami okazały się za słabe – wyjaśnia. – Potrzebowałem profesjonalnego działu sprzedaży. 

Rozmawiał z wieloma funduszami, ale w końcu postawił na współpracę z AdNext, który nie zaoferował mu tylko gotówki w zamian za udziały, lecz także dotarcie do klientów i rozliczanie się w ramach uzyskiwanych z tego tytułu przychodów.

Dziś strona www DDOB ma ponad 3 mln odsłon miesięcznie i zrzesza przeszło 20 tys. liderów opinii (treści każdego z nich docierają do ponad tysiąca osób). – Większość z nich to influencerzy wywierający bardzo duży wpływ na swoich fantów. Część ma mniejszy zasięg, ale za to są specjalistami w swojej dziedzinie i dzięki temu tak mocno oddziałują – tłumaczy Sibiga. 

Jednak na jego platformie zarejestrować się może nawet zupełny nowicjusz. Ze strony DDOB każdy może liczyć na merytoryczne wsparcie, np. podczas warsztatów prowadzonych również przez doświadczonych influencerów, czy na użyczenie za darmo sprzętu w niedawno otwartym studiu filmowym. Serwis pomaga też w ten sposób, że najlepsze treści promuje na własnych kanałach. 

Z kolei samą platformę wspierają „ambasadorzy”, czyli elita jej użytkowników. Reprezentują ją np. w ramach wspólnych konkursów i akcji promocyjnych (zdjęcia i filmy są odpowiednio oznaczone) czy tworzą specjalne treści na ddob.com, ale z linkiem do siebie.  – W ten sposób zachęcają swych odbiorców, aby przyszli do nas, a my odwdzięczamy się, promując ich treści w swoim serwisie. Każdy zyskuje.

Klęska urodzaju

– Zaczęliśmy na siebie zarabiać w czerwcu 2016 r., a w pierwszym półroczu 2017 r. osiągnęliśmy 930 tys. zł przychodów i szacujemy, że cały ten rok zamkniemy  3 mln zł przychodu – zdradza Sibiga. Już w pierwszym roku współpracy z AdNext udało się zrealizować ponad 20 projektów promocyjnych i  pozyskać kilku stałych klientów.

Co ciekawe, DDOB nie miała dotąd strategii marketingowej. – Nie musieliśmy się reklamować. Wszystko działo się bardzo szybko i, niczym kula śniegowa, samoistnie się napędzało. Mieliśmy budżet na marketing, ale nikt nawet nie miał czasu się tym zająć, bo z każdą akcją zyskujemy wielu nowych klientów. Można powiedzieć, że przeżywamy ostatnio „klęskę urodzaju”. 

Latem 10-osobowy zespół firmy prawie się podwoił. – Nadal nie ma nas dużo, bo większość działów, jak IT, księgowość i grafików, outsourcujemy. Tak jest bezpieczniej – wyjaśnia Sibiga, zaznaczając, że dzięki temu ma pole manewru, gdy zapotrzebowanie na usługi DDOB rośnie lub maleje. Podkreśla też, że w jego branży nie można stać w miejscu. – Dlatego chcemy być nie tylko największą siecią reklamową opartą na blogach i influencerach, największym portalem dla młodzieży w kategoriach „uroda”, „lifestyle” i „moda”, ale również zamierzamy uruchomić w przyszłym roku telewizję internetową DDOB i tworzyć kontent pod technologię Virtual Reality.

Startup myśli też o zagranicznej ekspansji w ciągu roku czy dwóch. Już teraz dopasowuje ofertę do potrzeb innych rynków, planując zmiany na swej stronie internetowej. – Czeka nas prawdziwa rewolucja – zapowiada Sibiga, ale nie chce zdradzić szczegółów. 

W planach jest także stworzenie MCN, Multi Channel Network, sieci partnerskiej łączącej twórców związanych z DDOB z reklamodawcami, dzięki której ci pierwsi będą mieli większy wpływ na egzekwowanie swych praw autorskich i np. możliwość usuwania z sieci treści, które te prawa naruszają. 

Jest również projekt kryptowaluty, środka wymiany między platformą a użytkownikami, którzy nie mogą jeszcze liczyć na komercyjną współpracę przy kampaniach. – Stworzymy wewnętrzne monety, którymi będziemy ich nagradzać m.in. za dużą aktywność czy promowanie naszej platformy. Będą mogli wymieniać je na nagrody, np. na produkty naszych partnerów, nasze gadżety itd. – mówi Sibiga. Część z tych pomysłów jest już na etapie testów. – Pewne jest to, że nadal cały swój przychód będziemy inwestować w rozwój! – słyszę. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?