Wywiad

Niedługo będziemy bankować w biegu

Fot. Filip Miller

O tym, dlaczego Polska ma szansę stać się innowacyjna, chociaż nie rodzą się tu za często wynalazki, o zmianie, jaka dokonuje się w świecie finansów dzięki cyfryzacji i sztucznej inteligencji, oraz o swoim nowym projekcie bankowym – w rozmowie z Alicją Hendler i Dorotą Goliszewską opowiada Sławomir Lachowski. 

Nie ma pan wrażenia, że wszyscy wciąż mówią o innowacyjności, nie zastawiając się, co ona właściwie oznacza?

To prawda. Określenie „innowacja”, pochodzące od łacińskiego novus, znaczy „coś nowego". Przy tym często utożsamia się ją błędnie z wynalazkiem. Tymczasem innowacją mogą być: nowe produkty, nowe cechy jakościowe, nowe procesy produkcyjne, nowe usługi dla klientów, nowe rynki zbytu, nowe materiały, nowy sposób prowadzenia biznesu. Jednak to nie wystarczy. Każdy rodzaj innowacji jest pochodną przedsiębiorczości, a ta jest nierozerwalnie związana z przedsiębiorcą, wokół którego wszystko się kręci. W praktyce bowiem, to nie wynalazki czy technologie zmieniają świat, ale ich zastosowanie. 

I właśnie dlatego my, Polacy, możemy być bardzo innowacyjni, nawet jeśli jako wynalazcy nie liczymy się w światowej konkurencji. Duże znaczenie ma tu nasza przedsiębiorczość, gotowość do ciężkiej pracy i determinacja, by osiągnąć sukces. W dodatku wiedza, będąca – obok intuicji – podstawą innowacji, stała się ogólnodostępna, podobnie jak zdobycze techniki. Kiedy studiowałem, zimna wojna powodowała, że technologia wymyślona po jednej stronie żelaznej kurtyny była niedostępna po drugiej. Wszyscy zazdrośnie strzegli swoich wynalazków, a dziś się nimi chwalą. To stwarza ogromne szanse dla tych, którzy umieją powiązać jedno z drugim w nowe modele biznesowe i operacyjne lepiej zaspokajające potrzeby klientów. Zresztą wynalazki w ogóle nie są dominującą formą innowacji we współczesnym świecie. Spójrzmy na internet: jest wynalazkiem, którego wszechstronne zastosowanie stworzyło cywilizację cyfrową zmieniającą dosłownie każdy aspekt naszego życia: zabawę dziecka, interakcje dorosłych, sposób uczenia się, pracę, biznes, rozrywkę i wypoczynek. 

Steve Jobs miał rację, mówiąc: „Innovate or die”. We współczesnym biznesie nie wystarczy robić dobrze to, co dotychczas przynosiło pożądane rezultaty i pozwalało wygrywać z konkurencją. Paradoksalnie, innowacja, która sama w sobie jest zmianą, często obciążoną ryzykiem, daje szansę przetrwania i sukcesu w średnim i długim okresie. 

Czyli wielcy innowatorzy są trochę jak wielcy kucharze, którzy biorą ogólnie dostępne składniki i przygotowują danie zmieniające historię sztuki kulinarnej... 

Z tą różnicą, że chodzi o zmianę rzeczywistości, która dotyka każdego z nas, w całej naszej codzienności. Historia innowacji w biznesie uczy, że z reguły największe sukcesy osiągali nie wynalazcy produktu czy technologii, ale ci, którzy dostrzegli ich odpowiednie zastosowanie lub stworzyli przy ich pomocy nowy model biznesowy. 

Weźmy Elona Muska: marzy, by polecieć na Marsa, ale na co dzień robi bardziej przyziemne projekty, jak choćby samochód elektryczny czy produkcja paneli fotowoltaicznych. W ten sposób fenomenalnie wpisuje się w rozwiązywanie największych problemów współczesnej cywilizacji, jak walka z zanieczyszczeniem środowiska i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Produkcja samochodów w Dolinie Krzemowej – to do niedawna wydawało się nie do pomyślenia! Takie auto, coraz wygodniejsze w użytkowaniu, jest wysoce konkurencyjne dla tradycyjnych samochodów, dzięki ulepszaniu baterii elektrycznych, co pozwala pokonywać coraz większe odległości. A stacje szybkiego ładowania, zasilane panelami fotowoltaicznymi, stanowią uzupełnienie przyjaznego środowisku ekosystemu. 

Innym przykładem cudownej kompilacji istniejących technologii dla stworzenia wyjątkowego modelu biznesowego jest Uber, który wykorzystał banalnie prostą aplikację na smartfona dla łączenia kierowców z pasażerami. Prostota, przejrzystość, wygoda dotyczą wszystkich aspektów usługi transportu indywidualnego w wydaniu Ubera: zamawiamy samochód szybko i łatwo, krótko nań oczekujemy, trasa przejazdu jest optymalna, a zapłata bezgotówkowa i automatyczna. Uber jest pionierem sharing economy  – ekonomii współpracy bazującej na skłonności ludzi do współdziałania, pomagania innym i dzielenia się swoim czasem i zasobami. O tym, że jest to atrakcyjny model biznesowy, najlepiej świadczy to, że ponad 1,5 mln kierowców na całym świecie przewozi w tym systemie ponad 40 mln pasażerów miesięcznie. Po siedmiu latach od momentu powstania Uber to największe przedsiębiorstwo świata pod względem zatrudnienia. 

A coś z naszego podwórka?

Proszę bardzo: mBank. W 2000 r. powstał przy wykorzystaniu komponentów dostępnych na rynku, ale ich połączenie dało początek zupełnie nowemu modelowi biznesowemu i operacyjnemu bankowości detalicznej. Umiejętne zastosowanie internetu całkowicie zmieniło doświadczenia klientów i krajobraz bankowości. Klienci zyskali nieznaną wcześniej wygodę – mogli korzystać z banku w dowolnym miejscu i czasie, a co najważniejsze, radykalnie spadły ceny usług bankowych. Pojawiły się bezpłatne rachunki, karty debetowe i przelewy, podczas gdy wcześniej klient musiał za wszystko słono płacić. Bank internetowy, bez oddziałów, bazował na samoobsłudze klientów przez internet, a to dodatkowo zmniejsza koszty działania, więc powstała przestrzeń do obniżki opłat i prowizji. Część tradycyjnych banków widziała w bankowości elektronicznej sposób na zwiększenie zysków, ale konkurencja rynkowa na to nie pozwoliła, kiedy klienci zaczęli masowo przenosić rachunki do mBanku, który wkrótce stał się trzecim co do wielkości bankiem w Polsce. 

Gdy w 2006 r. mBank miał rozpocząć działalność w Czechach, szef tamtejszego banku centralnego spytał mnie, co my chcemy nowego zrobić, skoro przecież każdy bank czeski ma już bankowość internetową. Odparłem, że mBank to bank internetowy bez oddziałów, a to w sposób zasadniczy zmienia model operacyjny i biznesowy. W związku z tym będziemy bankiem oferującym wygodę i niskie ceny za produkty wysokiej jakości. Przyjął to z uśmiechem niedowierzania. Dziś mBank jest jednym z czterech największych banków pod względem liczby klientów deklarujących najwyższy poziom zadowolenia w całym sektorze. Jest dobrą ilustracją zmiany paradygmatu biznesu, który kiedyś zakładał, że za wyższą jakość należy więcej zapłacić. W gospodarce cyfrowej możliwy jest jednoczesny wzrost jakości i spadek cen, a kto tego nie przyjmie jako oczywistej zasady – przegra. 

Jakie jeszcze warunki musielibyśmy spełniać jako kraj, społeczeństwo, żeby wykorzystać szanse, o których pan wspomniał?

Przede wszystkim, to się powinno dokonywać  w rodzinie, szkole, na uniwersytecie. Chodzi nie tylko o zdobywanie wiedzy, lecz także o kształtowanie charakteru. To właśnie jest najważniejsze. Zaczyna się w dzieciństwie w rodzinie, a doskonali na dalszych etapach życia – w systemie edukacji. Dobrze to robią uczelnie uznawane za najlepsze na świecie. Na Oksfordzie tutorzy pracują ze studentami, obserwują ich i kształtują ich charakter w bezpośredniej interakcji. Dzisiaj studenci Oksfordu, Harvardu czy Sorbony uczą się z tych samych podręczników, co studenci SGH. Tylko co z tego wynika? Jeśli liczy się głównie ilość, tam nigdy nie będzie najwyższej jakości. Szansy dla Polski należy szukać w poprawie systemu edukacji, aby budował samodzielność, przedsiębiorczość, otwartość na świat i zdolności przywódcze. 

Drugi ważny element to odpowiedni system prawny i egzekwowanie prawa. Praworządność jest podstawą, bo to buduje podstawy merytokracji. I nie chodzi tu o aspekty podatkowe, ale również administracyjne. Sposób funkcjonowania administracji państwowej i system podatkowy nie muszą jakoś specjalnie promować innowacji. Wystarczy, aby były dobre i stabilne. Reszty dokonają mechanizmy rynkowe. Innowacji nie da się zadekretować, ale można ją wspomagać na wiele sposobów, tak jak nie można zmusić szarych komórek do twórczej pracy, ale można je odpowiednio stymulować. 

Kolejny element to czynniki kulturowe. Sukces indywidualny jako punkt odniesienia i przykład do naśladowania ma ogromne znaczenie dla pobudzania motywacji do podejmowania działań, by zmienić niejednokrotnie wygodne status quo w korporacji, nie mówiąc już o ryzyku rozpoczynania działalności na własny rachunek w startupie. Nie brakuje w Polsce ludzi, którzy odnieśli sukces, tworząc firmy od podstaw. Nie brakuje przedsiębiorczych menedżerów, którzy odmienili oblicza firm, zapewniając im sukces rynkowy w kraju i za granicą. To oni są prawdziwymi, często ukrytymi, bohaterami transformacji polskiej gospodarki. Pokazywanie ich dokonań w narracji publicznej może być źródłem inspiracji i dowodem, że warto podejmować ryzyko i ciężko pracować, bo to się opłaca w wielu wymiarach. A zatem, nie brakuje nam w kraju dobrych przykładów, lecz nie ma odpowiedniej, medialnej wiedzy na ten temat, która pobudzałaby wyobraźnię i budowała pozytywne emocje potencjalnych innowatorów. 

Pan też realizuje teraz nowy projekt. Mógłby pan coś o nim opowiedzieć?

Rzeczywiście, pracuję obecnie nad nowym fintechowym przedsięwzięciem, które ma wszystkie cechy startupu bankowego. Fintech (financial technology) to użycie nowoczesnych technologii cyfrowych dla zaspokojenia potrzeb finansowych klientów poprzez tworzenie nowych produktów lub sposobów ich dystrybucji. Moje życie zawodowe składa się z realizacji kolejnych projektów, z których większość dotyczy sektora usług finansowych. W tym zakresie to kontynuacja tego, co robiłem w przeszłości, bo mBank w istocie był fintechem, nawet jeśli wtedy nie używano tego określenia. Historia mBanku jest dla mnie optymistycznie pouczająca przynajmniej w dwóch aspektach. Fintechowy mBank stworzył nową jakość w bankowości detalicznej i zmienił krajobraz sektora bankowego w Polsce, w Czechach i na Słowacji, gdzie, odpowiednio, jest trzecim, czwartym i piątym bankiem pod względem liczby klientów. 

Planowałem, żeby wykorzystać jednolity paszport europejski instytucji finansowej i stworzyć paneuropejski bank internetowy. Plan ekspansji mBanku na kolejne rynki krajów Unii Europejskiej został jednak zahamowany przez Commerzbank, głównego akcjonariusza BRE Banku, który niechętnym okiem spoglądał na międzynarodowy sukces swego podmiotu zależnego. W 2014 r. byłem bliski realizacji tego celu, gdy nowo powstały Bank SMART rozpoczął podbój rynków europejskich jako bank mobilny „urodzony na smartfony”. Ale i w tym wypadku nie udało się celu zrealizować, ze względu na zmianę inwestora strategicznego. 

Dzisiaj poświęcam się stworzeniu banku dla zamożnych klientów i przedsiębiorców, w którym usługi private banking i wealth management będą oferowane na platformie cyfrowej, zadając kłam absurdalnej tezie, że klient koniecznie potrzebuje osobistego doradcy, aby efektywnie zarządzać swoimi pieniędzmi. Przy okazji chcę całkowicie wyeliminować konflikt interesów występujący w relacjach pomiędzy klientem a jego doradcą, który w pierwszym rzędzie ma na celu interes banku. W moich założeniach bank jest dostawcą produktów i usług oraz informacji niezbędnych do podejmowania i realizacji samodzielnych decyzji klienta. Technologie i narzędzia cyfrowe sprawiają, że staje się to nie tylko możliwe, ale także niezwykle wygodne i dziecinnie proste. Co więcej, wszystkie produkty inwestycyjne i usługi private banking będą oferowane zdalnie, zapewniając pełną kontrolę nad własnym majątkiem zgromadzonym w jednym miejscu, przy jednoczesnym profilowaniu klientów pod kątem akceptowanego przez nich poziomu ryzyka. 

Ma pan między innymi na myśli wykorzystanie robotodoradców?

Także, chociaż w naszym przypadku indywidualnymi portfelami inwestycyjnymi będą zarządzać specjaliści. Robotodoradca, czy inaczej roboadvisor, to nic innego, jak algorytm matematyczny, który zadaje pytania i określa, jaki instrument, czyli jaki rodzaj inwestycji, jest odpowiedni przy danym poziomie ryzyka. Muszę przyznać, że w wielu przypadkach jest to bardziej skuteczne i racjonalne niż rozmowa z człowiekiem-doradcą. 

Unikalna wartość dla klienta to możliwość zdalnego otwarcia rachunku z dowolnego miejsca na Ziemi, który staje się centrum jego świata finansów. Nie potrzebuje dodatkowo żadnego konta inwestycyjnego czy maklerskiego, żeby mieć dostęp do najważniejszych giełd i funduszy inwestycyjnych na całym świecie. Zamierzamy też wykorzystać sztuczną inteligencję dla propozycji inwestycyjnych według indywidualnego profilu ryzyka klienta. W istocie ma to być globalny bank oferujący wszystkie najważniejsze  dziś instrumenty finansowe i inwestycyjne. Prace są na tyle zaawansowane, że planujemy rozpocząć działalność już w pierwszym kwartale 2018 r. 

Będzie jakaś fizyczna kwatera?

Siedzibą jest Gibraltar, a jego serce technologiczne bije w Polsce. 

W Łodzi?

Tak, są tutaj dostępne zasoby niezbędne dla zbudowania tak zaawansowanej platformy cyfrowej, a poza tym – jestem przywiązany do tego miasta, w którym wiele lat temu rozpocząłem swoją podróż w bankowości. W tej chwili w Łodzi pracuje już ponad 60 osób, podczas gdy na Gibraltarze zaledwie kilkanaście. 

Dlaczego Gibraltar?

Lokalizacja jest ważna, jeśli dyktuje ją konieczność relacji z klientami w świecie rzeczywistym, a ponieważ my nie mamy tego dylematu, a bank ma mieć zasięg globalny dzięki wykorzystaniu technologii cyfrowych i internetu, to siedziba mogłaby być gdziekolwiek, gdzie można znaleźć przyjazne otoczenie prawne i regulacyjne. W naszym przypadku niepoślednią rolę w wyborze lokalizacji siedziby odegrali inwestorzy, którzy finansują przedsięwzięcie. Im Gibraltar się podoba. To wyjątkowe miejsce, wspaniała skała, która przemawia do wyobraźni. 

Przełom w bankowości dokonuje się na naszych oczach, w przyszłości nic nie będzie takie, jak było. Technologia i zmiany stylu życia klientów sprawiają, że trzeba wymyślić bankowość od nowa. Dla przykładu, identyfikacja i potwierdzenie tożsamości klienta przy wykorzystaniu technologii cyfrowych, w tym biometrii głosu, twarzy i linii papilarnych, stają się możliwe i łatwiejsze w zdalnym procesie niż w placówce bankowej. Doradztwo osobiste nie musi oznaczać rozmowy z klientem w placówce, do której trzeba się udać w godzinach otwarcia, ale można się połączyć ze specjalistą za pośrednictwem smartfona i porozmawiać w trybie wideokonferencji w dowolnym czasie, z każdego miejsca. 

Czy za sprawą tych technologicznych możliwości bankowość internetowa lub mobilna robi się mniej ryzykowna niż tradycyjna?

Na pewno staje się co najmniej równie bezpieczna, o ile nie bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę wspomniane już możliwości biometrii. Wyobraźmy sobie, że bank chce sprawdzić transakcję płatniczą, która wydaje się podejrzana. Niezależnie od poprawnej identyfikacji i potwierdzenia transakcji przez zleceniodawcę, pracownik call center lub system operacyjny banku automatycznie generuje kontakt telefoniczny i wystarczy, że dana osoba odbierze telefon, żeby za pomocą systemu rozpoznawania głosu potwierdzić tożsamość klienta, którego głos został zapamiętany w bazie danych, kiedy otwierał rachunek. 

Do bankowania smartfon nadaje się wręcz rewelacyjnie, co oczywiście wykorzystujemy wszechstronnie. Mimo małych rozmiarów, ma funkcje, dzięki którym bankowanie staje się bardziej bezpieczne i wygodne: kamerę, mikrofon, możność zastosowania wszystkich rodzajów biometrii. To wszystko sprawia, że klienci chętniej korzystają z bankowości mobilnej niż z jakiejkolwiek innej formy bankowania. Do tego stopnia, że można, jak ja to określam, „bankować w biegu”. Za sprawą smartfona bankowość jest czymś więcej niż to, czym do tej pory była bankowość internetowa. Nawet najbardziej skomplikowane transakcje można przeprowadzić, idąc ulicą czy zatrzymując się tylko na chwilę. 


Sławomir Lachowski

Innowacyjny przedsiębiorca i menedżer, prowadził startupowe projekty w Polsce, Czechach, na Słowacji, a obecnie – na Gibraltarze. 

W przeszłości był wiceprezesem Powszechnego Banku Gospodarczego SA, wiceprezesem PKO BP (obecnie PKO Bank Polski), prezesem BRE Banku (obecnie mBank) i FM Bank PBP. 

Stworzył mBank – pierwszy internetowy bank w Polsce oraz Europie Środkowej i Wschodniej. Dziś mBank jest trzecim największym bankiem detalicznym w Polsce i czwartym pod względem liczby klientów w Czechach i na Słowacji. 

Autor nowych przedsięwzięć w sektorze finansowym, takich jak MultiBank, BiZ Bank, Bank SMART. 

Obecnie, jako CEO & Chairman G-Rock, jest zaangażowany w stworzenie globalnego banku oferującego usługi wealth management. 

Autor wielu artykułów i książek z dziedziny zarządzania takich jak „Droga innowacji. Pracuj ciężko, baw się, zmieniaj świat”, „Droga ważniejsza niż cel” czy „Wartości w życiu i biznesie”. 

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!