Felieton na koniec

O definicjach i tęsknocie

© Materiały prasowe

Kiedy zasiadam do felietonu, zbliża się 21.00. Wcześniej się nie dało. Wszak wreszcie przyszło piękne upalne lato, a to nie skłania mnie do pisania czegokolwiek. Przez otwarte drzwi do ogrodu wciąż wkrada się gorące, pachnące powietrze (termometr nadal pokazuje ponad 30°C), a ja zaczynam tęsknić...

Tęsknić za beztroskim letnim dniem i leniwym wieczorem. Za czymś, co kiedyś nazywało się sezonem ogórkowym. Co prawda na pobliskim targowisku ogórków nie brakuje, nawet kiszonych, ale z pewnością brakuje wokół tego, czego stały się symbolem... 

Kiedy kilka dni temu przeglądałem listę weekendowych wydarzeń kulturalnych i towarzyskich w stolicy, zmęczyłem się po przejrzeniu pierwszych 40–50 pozycji. Gdy włączyłem telewizor, aby zobaczyć, jakiegoż to niezwykłego morskiego potwora widziano tym razem w falach Bałtyku, zamiast niego ujrzałem spoconych polityków kilku partii dzielnie broniących demokracji. Co prawda wrażenie podobne, ale materia jednak inna. Nawet spacer po skąpanym w słońcu warszawskim Trakcie Królewskim skończył się napotkaniem rozgorączkowanej grupy aktywistów z niewybrednymi transparentami. No i tęsknię tak za tym sezonem ogórkowym pełnym spokoju, za wyludnionymi ulicami i głupiutkimi historyjkami w mediach. I ta tęsknota naprowadza mnie na pewien trop – zaczynam się zastanawiać nad znaczeniami i definicjami, nad tym, czy rzeczywiście białe jest białe, czy może jednak czarne. W każdym razie już wiem, że z pewnością nie jest w kolorach tęczy. 

Weźmy na przykład taką demokrację. Kiedyś myślałem, że wiem, co ona znaczy. Dzisiaj niby powinienem być mądrzejszy, lecz gdy się rozglądam wokół, to zaczynam się zastanawiać, czy ja zgłupiałem, czy może ktoś rozpylił jakiś tajemniczy gaz, który uczynił demokrację tak fantastycznym zjawiskiem, że połowa społeczeństwa widzi ją jako kaczkę, a druga połowa jako gęś. Niby podobne, ale jednak bardzo odmienne. No, ale skoro moneta ma dwie strony, to pewnie demokracja też. W radiowej Trójce słyszałem nawet o trzeciej stronie medalu. Hm, coś w tym jest... A nawet gdyby nie było, to przecież jest lato, gorąco, więc i halucynacje się mogą zdarzyć. Strach pomyśleć, co by było, gdyby takie wysokie temperatury pozostały w Polsce przez cały rok... 

Tak, już Państwo na pewno zauważyli, że temperatura u mnie nadal powyżej 30°C, bo myśli kłębią się dziwne i nieuładzone. Ale w końcu to wakacje i można sobie trochę odpuścić powagę. Na YouTube znalazłem „felieton” podróżującego po świecie Amerykanina. Wybrał on 10 rzeczy, które turystę odwiedzającego Polskę mogą zaszokować. I co znalazło się na pierwszym miejscu? Nasz wyraz twarzy! Nie widać na nim szczęścia ni radości, nie widać też smutku i nieszczęścia – nasze twarze są – jak to ładnie nazwał – „neutralne”. Brakuje nam zwyczajnej, codziennej radości z życia i spontaniczności w wyrażaniu uczuć. Ukrywamy je i stajemy się niemal obojętni. Jeśli próbuję uśmiechnąć się do kogoś obcego, to mam wrażenie, że zaraz zostanę oskarżony o molestowanie. No więc przynajmniej pouśmiechajmy się, czytając coś adekwatnego do sezonu ogórkowego. 

Ale żeby nie było, że ogórki zdominowały cały felieton, to na koniec nieco bardziej poważnie: demokracja jest różnie rozumiana tak jak i inne zjawiska. Jako że szczególnie interesuje mnie sztuka (dzisiaj nawet odwiedziłem mojego przyjaciela Maksa Novaka Zemplińskiego w jego nieco kosmicznej pracowni malarskiej...), próbowałem kiedyś (zresztą wspólnie z Maksem, rozkoszując się pysznym śniadaniem w letni poranek na warszawskim placu Trzech Krzyży) ową sztukę zdefiniować. Oczywiście każdy z nas miał na to swój pomysł. Jednak analizując różne definicje, nazwijmy je historycznymi czy formalnymi, szukaliśmy odniesienia do naszych odczuć. Robiliśmy to konstruktywnie, zbliżając się do zdrowego kompromisu. Do takiego rozumienia sztuki, z którym moglibyśmy się obaj utożsamić. Bliskie nam było stwierdzenie Donalda Judda, według którego sztuką jest to, co się za sztukę uważa. Ale w końcu uznaliśmy, że dla nas sztuka to raczej niepraktyczny sposób przeżywania piękna. I śniadanie też smakowało wybornie. A wyobraźmy sobie, jak by smakowało takie „narodowe śniadanie”, gdyby udało się podczas niego rozgryźć, czym jest dla nas (wszystkich) demokracja...

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty