Finanse

Alternatywa dla firmy

Fot. Shutterstock

Widząc stertę rachunków i listę przelewów do wykonania, niejeden przedsiębiorca zastanawia się, czy dałoby się choć częściowo oswobodzić z pajęczyny podatków, składek, zaliczek, opłat... Czy można mieć biznesowe przedsięwzięcie, zawierając np. tylko umowy o dzieło, zamiast prowadzić typową działalność gospodarczą? I kiedy to się opłaca?

Od pewnego czasu zastanawia się nad tym Marek – 30-letni grafik z Poznania, który, aby uregulować wszystkie swoje należności za poprzedni miesiąc, potrzebuje zwykle 3 tys. zł. Kwota ta obejmuje m.in. składki na ZUS, na ubezpieczenia zdrowotne i chorobowe (prawie 1,2 tys. zł) oraz blisko 1,5 tys. zł z tytułu VAT i podatku dochodowego. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że konto bankowe Marka jest chwilowo w zasadzie puste. Jego kluczowy kontrahent wciąż jeszcze nie opłacił wystawionej faktury, mimo że termin minął już miesiąc temu. Dla ZUS i fiskusa nie ma to jednak znaczenia. W świetle polskiego prawa fakt, że zobowiązania wobec firmy nie zostały uregulowane, wcale nie zwalnia jej z obowiązku zapłacenia składek ubezpieczeniowych i danin należnych skarbówce. 

Umowa o dzieło

Tymczasem w przypadku wielu profesji (czy też, nazywając to językiem „firmowym” – wielu rodzajów prowadzonej działalności) niepłacenie składki na ZUS jest możliwe i legalne. 

Dobrym sposobem (niestety, nie dla każdego) jest np. przejście na rozliczanie się z klientami na podstawie umów o dzieło. Tak mogą robić np. dziennikarze, graficy, niektórzy doradcy czy twórcy oprogramowania IT albo filmowcy, a także ci, którzy zajmują się remontami, naprawami samochodów czy usługami krawieckimi (o ile, w sposób niebudzący wątpliwości, uda się ich działania podzielić na wykonywanie odrębnych, konkretnych, skończonych dzieł). 

Właśnie taką formę rozliczania się wybrała Grażyna, która, podobnie jak Marek, jest graficzką. – Zaczęło się od tego, że jedna z firm, na zlecenie których robię projekty i przygotowuję do druku różne publikacje, dała mi wybór: na koniec miesiąca wystawiam jej fakturę w wysokości 3 tys. zł (plus VAT) albo podpisuje ze mną umowę o dzieło opiewającą na tę samą kwotę – wspomina Grażyna, która, skonsultowawszy się ze swym doradcą podatkowym, wybrała drugi wariant. 

Jednocześnie zawiesiła działalność swojej firmy, tym chętniej, że akurat kończył się dwuletni okres, w którym mogła płacić tzw. mały ZUS. Gdyby pozostała przy pierwszej opcji i rozliczałaby się za pomocą wystawianych przez siebie faktur, jej przedsięwzięcie funkcjonowałoby dużo drożej (patrz tabela). Natomiast kiedy w grę wchodzi umowa o dzieło, nie tylko nie płaci się składek na ZUS, ale także, jeżeli przy okazji dojdzie do przekazania praw autorskich, wykonawca ma prawo uwzględnić 50 proc. kosztów uzyskania przez siebie przychodu (w przypadku pozostałych dzieł zryczałtowany koszt wynosi 20 proc.). A podatki odprowadza się dopiero wtedy, gdy pieniądze faktycznie wpłyną na nasze konto. 

Gdyby Grażyna współpracowała tylko ze wspomnianym wyżej kontrahentem i zarabiała na podstawie umowy o dzieło 3 tys. zł miesięcznie, w jej kieszeni zostawałby co miesiąc ponad 1 tys. zł więcej niż w sytuacji, gdy miałaby dalej firmę i płaciła „duży ZUS”. 

Firma w inkubatorze

Kolejna możliwość to rejestracja firmy w którymś z inkubatorów przedsiębiorczości. Przeważająca część z nich to Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości (AIP), działające w formie fundacji przy wyższych uczelniach. W samej tylko Warszawie mają aż osiem oddziałów m.in. przy SGH, SGGW czy Uniwersytecie Warszawskim. Jako fundacje są zwolnione z opłat na ZUS, więc i przedsiębiorstwa wpisane w ich strukturę (i działające przez to jako fundacja) nie muszą ich wnosić. Ceną za to jest jednak niemożność posługiwania się własnymi danymi w relacjach z kontrahentami: ich miejsce zajmują dane, na które zarejestrowany jest inkubator. 

Przedstawiciele AIP podkreślają, że instytucje te są otwarte na wszelkie rodzaje i formy działalności czy pomysły na biznes, nie mają też wymogów co do wieku albo wykształcenia przedsiębiorcy. Ten ostatni nie powinien się również obawiać o swoje pieniądze: mimo że posługuje się danymi inkubatora, w momencie rejestracji otrzymuje oddzielne konto i pełne wsparcie prawno-księgowe. Na to indywidualne subkonto trafiają pieniądze, które zarobił, i może nimi swobodnie dysponować. 

Plusem związania się z AIP jest też to, że, podobnie jak w przypadku umowy o dzieło, nie trzeba opłacać obowiązkowo podatku od dochodu co miesiąc czy co kwartał, nawet jeśli klient nie przelał pieniędzy na nasz rachunek. Podatek ów regulujemy dopiero, gdy środki wpłynęły na nasze konto w inkubatorze, a na dodatek je z niego wypłacamy. Co prawda, aby nie budzić zastrzeżeń ze strony organów skarbowych, dobrze jest czynić to w miarę regularnie. Podstawą do wypłaty są takie dokumenty, jak wystawione przez nas faktury lub zawarte z inkubatorem umowy cywilnoprawne o dzieło czy zlecenie. 

Za związanie się z AIP zapłacimy mu 300 zł netto miesięcznie. W porównaniu do prawie 1,2 tys. zł składek na ZUS i ewentualnych kosztów księgowości (czyli sytuacji typowej np. dla jednoosobowej działalności gospodarczej), poprowadzimy swój biznes o jakiś tysiąc złotych taniej. 

Ograniczenia w zatrudnianiu

Rozważając rejestrację firmy w inkubatorze bądź przejście na rozliczanie się w ramach umów o dzieło, należy wziąć pod uwagę kwestie związane z pracownikami. 

Możemy np. zatrudnić kogoś na umowę o dzieło. Ale uwaga – jego usługa musi spełniać rygorystyczne przepisy dotyczące „dzieła”, inaczej będziemy mieć poważne problemy z fiskusem. Jeżeli dana współpraca tych przepisów nie może spełnić, trzeba będzie podpisać z nim umowę-zlecenie bądź umowę o pracę albo kooperować z nim jako firmą. Warto też wiedzieć, że choć pracodawcą czy zleceniodawcą może być każdy, prywatna osoba nie może zaliczyć wypłacanych przez siebie wynagrodzeń w poczet kosztów prowadzenia działalności i dzięki temu obniżyć swojego podatku od dochodu. A firma może. 

Jeżeli nasz biznes działa w inkubatorze, napotkamy jeszcze jedno ograniczenie: nie możemy nikogo zatrudnić na umowę o pracę, a jedynie na podstawie umów cywilnoprawnych lub rozliczając się z nim na poziomie firma–firma. Jeśli więc marzy nam się biznes na większą skalę, gdzie np. będziemy zawierać dużo umów o dzieło, bądźmy przygotowani na wizytę kontrolerów z ZUS i urzędu skarbowego, którzy sprawdzą, czy te umowy mają w naszym przypadku uzasadnienie. Jeżeli audyt wypadnie negatywnie, czeka nas dotkliwa kara (maksymalna dopuszczalna to 14,4 mln zł) i konieczność dostosowania się do panujących reguł. Poza tym, walcząc na rynku o talenty, możemy przegrać, jeśli dla potencjalnego współpracownika ważne będzie, by dać mu etat. 

Tak czy owak, w polskich realiach duża część osób – głównie tych prowadzących biznes w pojedynkę – jest w stanie w pełni legalnie działać taniej i prościej z punktu widzenia rozliczeń. Kiedy jednak w grę wchodzą interesy na poważniejszą skalę, lawirowanie w gąszczu przepisów staje się dużo bardziej ryzykowne finansowo i trzeba się zastanowić, czy przypadkiem gdzieś nie naginamy prawa, nawet niewinnie i tylko odrobinkę. 

Przejście na CIT

Jeszcze inną formą legalnego pozbycia się „obowiązku ZUS” jest przekształcenie firmy funkcjonującej jako działalność gospodarcza lub spółka cywilna w spółkę kapitałową (choć zwykle powodem takiego przekształcenia jest raczej szukanie inwestora czy wzrost biznesu, przez co jego właściciele nie chcą już odpowiadać całym swym majątkiem za zobowiązania firmy). Wspólnicy spółek z o.o. nie muszą płacić składek na ubezpieczenie społeczne, o ile jest ich co najmniej dwóch (nawet jeśli „ten drugi” ma tylko mikry odsetek udziałów). Jeżeli wspólnik ma 100 proc. (jak w jednoosobowej spółce kapitałowej), ZUS płacić musi. 

Przekształcenie się w spółkę kapitałową, choć względnie proste, nie jest jednak wolne od wad. Najpoważniejsze z nich to konieczność prowadzenia pełnej księgowości (co jest dużo droższe niż prowadzenie księgi przychodów i rozchodów) oraz podwójne opodatkowanie. Bo, po pierwsze, możemy wypłacić sobie pieniądze (tak jak to ma miejsce w przypadku firmy w inkubatorze), podpisawszy ze spółką umowę-zlecenie, o dzieło czy wystawiając jej fakturę – i zapłacimy od tego stosowny podatek dochodowy. Po drugie, sama spółka uiści CIT (w zależności od przychodów wynosi on 15 lub 19 proc.). Możemy też, już po odliczeniu owej daniny, wypłacić sobie pieniądze w postaci dywidendy (podatek od zysków kapitałowych wynosi 19 proc.). Jednak ten wariant, mimo braku ZUS, wychodzi drożej, niż gdybyśmy pozostali np. przy prowadzeniu firmy w formie spółki cywilnej. 

Wróćmy jeszcze do wspomnianej już nieozusowanej fundacji. Jeżeli sami byśmy ją założyli, też musielibyśmy płacić 19 proc. CIT. Bylibyśmy z niego zwolnieni jedynie wtedy, gdy chodziłoby o przychody z operacji związanych z działalnością kulturalną, sportową, naukową czy też ze wspieraniem tego typu działalności (o ile uwzględniałby to statut fundacji). Musielibyśmy się także liczyć z kosztem prowadzeniem pełnej księgowości. Reszta wyglądałaby podobnie jak w przypadku zwolnionej z ZUS firmy w inkubatorze: wypłata zysku dla założyciela byłaby możliwa na podstawie podpisanych z fundacją umów o dzieło, zlecenia lub wystawionych faktur. Z tą różnicą, że jako jej założyciele, moglibyśmy zatrudniać w niej innych na umowę o pracę. 

Można też rozważyć przekształcenie firmy w spółkę akcyjną – jeśli zależy nam na uwolnieniu się od ZUS, a zarazem chcemy być jej jedynym właścicielem. Tyle że w tym wypadku minimalny kapitał zakładowy wynosi aż 100 tys. zł, podczas gdy w spółce z o.o. jedynie 5 tys. zł. 

O emeryturę trzeba zadbać samodzielnie 

Poza ewidentnymi korzyściami, jak zaoszczędzenie na składkach na ZUS i efektywniejsze opodatkowanie, prezentowane wyżej opcje mają wielką wspólną wadę: brak ważnego ubezpieczenia zdrowotnego i, co gorsza, brak odprowadzanych automatycznie składek, dzięki którym mielibyśmy zagwarantowaną emeryturę (choć nie wiadomo, jak to z tymi emeryturami w przyszłości będzie...). 

Możemy jednak samodzielnie zgłosić się do NFZ i wykupić stosowne ubezpieczenie. Zostaniemy objęci taką samą ochroną jak ci, którzy płacą ZUS. Identyczny będzie też koszt takiego ubezpieczenia – niespełna 300 zł miesięczne. Najlepsze jest jednak to, że zdecydowaną większość, bo ponad 85 proc. tej kwoty, możemy odpisać od podatku podczas składania rocznego zeznania podatkowego. Do tego nieważne, czy będziemy prowadzić biznes, rozliczając się w ramach umowy o dzieło czy zlecenia (choć w tym drugim przypadku ubezpieczenie zdrowotne jest obowiązkowe), czy też korzystając z usług inkubatora. W praktyce wygląda to tak, że jeśli będziemy osiągać regularne dochody (chodzi o to, co zarobimy na czysto, czyli „netto”) wynoszące przynajmniej 1,6 tys. zł miesięcznie, realny koszt naszego ubezpieczenia zdrowotnego wyniesie zaledwie 40 zł (przy niższych dochodach będzie to nieco więcej, np. przy tych rzędu 1 tys. zł ubezpieczenie będzie kosztowało nas co miesiąc 100 zł). 

A teraz większy problem: konieczność odkładania pieniędzy na emeryturę na własną rękę. Do tego trzeba bowiem dyscypliny i konsekwencji, aby nie wydawać tych pieniędzy na inne cele. Lecz jeśli będziemy tego pilnować, powinno się to w przyszłości przełożyć na zacznie wyższą emeryturę niż ta, która będzie wypłacana z państwowej kasy. Średnia emerytura z ZUS w grupie byłych właścicieli firm to dziś niespełna 1,6 tys. zł netto... 


Umowa o dzieło

Regulowana jest przez kodeks cywilny i polega na jednorazowym wykonaniu konkretnego zadania, którego efektem będzie powstanie unikalnego tzw. dzieła w formie materialnej lub niematerialnej. Umowa o dzieło może też dotyczyć dokonywania konkretnych przeróbek i napraw (np. naprawa zepsutego silnika samochodowego). Osoba przyjmująca zlecenie bierze na siebie całą odpowiedzialność za końcowy efekt swojej pracy, przy czym tego typu umowa zakłada brak podporządkowania zleceniodawcy w jakikolwiek sposób (zleceniobiorca ma prawo do samodzielnego ustalenia miejsca i czasu, w którym wykonuje dzieło). 


Umowa-zlecenie

Regulowana jest przez kodeks  cywilny. Polega na zobowiązaniu się zleceniobiorcy do starannego wykonywania określonych czynności w powtarzalny i ciągły sposób, jednak bez ponoszenia odpowiedzialności za ich ostateczny wynik. Podobnie jak w przypadku umowy o dzieło zleceniobiorca ma prawo  do samodzielnego ustalenia miejsca i godzin realizacji powierzonych obowiązków.


Fundacja 

Jest to rodzaj organizacji pozarządowej, której podstawowym zadaniem jest realizacja celów zapisanych w jej statucie. W odróżnieniu m.in. od spółek kapitałowych, ma formę bezosobową, co oznacza, że nie może np. wypłacać dywidendy. Jeśli działalność fundacji wpisuje się w zakres wymienionych w ustawie celów związanych m.in. z działalnością naukową czy kulturalną, wówczas nie zostanie od niej naliczony podatek dochodowy.  

Porównaj, jak zmieni się koszt uzyskania przychodu w zależności od wybranej formy działalności -> Pobierz pdf

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty