Wywiad

Mówię to ze środka pola bitwy

© FILIP MILLER

O pierwszej na świecie ambasadzie technologicznej, o zagrożeniach związanych z połączeniem dzikiego kapitalizmu i sztucznej inteligencji, a także o tym, że dzięki polszczyźnie możemy w przyszłości generować dużo ciekawsze rozwiązania niż kultura anglosaska, z Aleksandrą Przegalińską, wykładowcą Akademii Leona Koźmińskiego i ambasadorką konkursu Innovators under 35, rozmawiają Dorota Goliszewska i Alicja Hendler. 

Czy ze sztuczną inteligencją jest tak jak z fintechami, że Polska ma ze dwa lata poślizgu w stosunku do zaawansowanego świata?

Nie jest to jednoznaczne. Sztuczna inteligencja to bardzo rozległy obszar i w niektórych sprawach jesteśmy pionierami. Weźmy robotykę czy tworzenie wirtualnych agentów, czyli moją specjalność. Nie odstajemy tu, jeśli chodzi o standardy, od reszty cywilizacji zachodniej, a zwłaszcza od USA. W innych obszarach są braki. W Stanach na przykład wdraża się testowo nowe rozwiązania, używa ich i o nich dyskutuje, mając do tego solidne podstawy. Autonomiczne samochody jeżdżą po drogach, prowadzone są badania na szeroką skalę, jak to będzie, kiedy włączą się normalnie do ruchu. Inny przykład to Amazon, który profiluje sobie klienta, posiłkując się uczeniem maszynowym. U nas tego nie ma, pewnych rzeczy nie wiemy i nie odbywa się dyskusja. Problemem nie jest to, że nie znamy technologii – przeciwnie, mamy świetnych ekspertów od maszyn, kognitywistów i jest dużo ciekawych projektów startupowych dotyczących finansów, agentów wirtualnych, zautomatyzowanej obsługi. Ale nie ma całościowej wizji adresowanej do  społeczeństwa i doświadczenia po jego stronie, przez  co te tematy wydają się „dziwne”. 

Z czego to wynika? Z zacofania, barier mentalnych?

Może z poczucia zacofania cywilizacyjnego i konieczności doganiania... tak jakby chodziło o przywilej krajów rozwiniętych. A to nieprawda. Każdy kraj powinien się poważnie zastanowić, jaką będzie zmienną w równaniu, którym jest automatyzacja. Czy będziemy te technologie dostarczać, czy tylko z nich korzystać. W Dolinie Krzemowej toczy się dyskusja, jak to będzie w przyszłości: czy pojawi się wyzysk, płacenie danymi za towary i usługi, i jak to będzie rozlokowane. Kto będzie pociągał za sznurki, a kto zostanie końcówką, mając jedynie dane, które można oddać. Cały czas mamy w Polsce poczucie, że musimy się odbić od dna, od bycia zasobem, poddostawcą albo ogonem i w związku z tym nie myślimy o sobie jako o kraju na szczycie drabiny. Tymczasem mamy projekty „na szczycie”. Rynek gier rozwijamy znakomicie. Ale nie widzę, żeby tu był jakiś łańcuch wartości albo klaster. Na razie to inicjatywa kilku podmiotów na tym rynku. Obserwuję ciekawy ferment i są ambitne startupy, które mogłyby startować ze swoim produktem w innych krajach, podbijać USA, lecz nie podbijają, ze względu na bariery kulturowe i brak środków. 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Cztery sposoby na podatki

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single