Know what

Bardzo trudna solidarność

Fot. Materiały prasowe

Od kilku lat coraz więcej się mówi i robi, żeby wzmocnić solidarność podatkową w Unii i na świecie. Wyciekające pieniądze międzynarodowych firm, które nie zasilą państwowego budżetu, to zresztą nie jedyne zmartwienie. Agresywna optymalizacja podatkowa uderza też w mniejsze przedsiębiorstwa, które nie mają podobnych możliwości. Czy to się może zmienić?

Wołanie o większą solidarność podatkową na świecie jest w dużej mierze pokłosiem podatkowej konkurencji, którą zapoczątkowały niegdyś kraje bez bogactw naturalnych, atrakcyjnych kadr czy rozwiniętego przemysłu, czyniąc z niej ważne źródło swoich wpływów do budżetu. Z czasem do Malty, Cypru czy Monako dołączyli inni, mniej gospodarczo „poszkodowani”, w Europie np. Węgry, Słowacja, Irlandia, a nawet Wielka Brytania. A przy tym sposoby konkurowania stały się bardziej wyrafinowane i nie sprowadzają się już tylko do bycia rajem podatkowym. Weźmy Węgry: wykorzystując umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, stały się państwem, przez które przechodzą międzynarodowe przepływy finansowe, choćby te między Kanadą a USA. Aby zwiększyć swą konkurencyjność wobec Zachodu, Madziarzy obniżyli do 10 proc. CIT wszystkim firmom, rodzimym i zagranicznym (z przychodami do 1,7 mln dol.), zarabiają też na przepisach o należnościach licencyjnych. Eksploatacja patentów i opłat licencyjnych stała się także wielką specjalnością Wielkiej Brytanii. 

Gdy spojrzeć na rzecz od strony międzynarodowych korporacji, oczywiste jest, że jeśli tylko będą mogły, skorzystają z oferowanych im przez różne kraje możliwości zwiększenia zysku za pomocą agresywnej optymalizacji. Nie tylko dlatego, że sięgają po nią ich rynkowi rywale, więc nie mogą siedzieć z założonymi rękami, ale także z powodu nacisku akcjonariuszy, którzy rozliczają dziś zarządy spółek przede wszystkim z osiąganego, krótkoterminowego zysku. 

Groźna luka

Cała ta sytuacja uderza w finanse wielu krajów. W Polsce ekonomiści biją na alarm, że spowodowana nią luka podatkowa zagraża bezpieczeństwu finansowemu państwa. W 2014 r. Komisja Europejska oszacowała naszą lukę w CIT aż na 10,1 mld euro (dla porównania, w Wielkiej Brytanii wyniosła ona 14,9 mld euro, w Niemczech  13,9 mld, ale np. w Czechach tylko 2,2 mld euro, a na Słowacji zaledwie 1,7 mld). Prof. Dominik Gajewski, kierownik Centrum Analiz i Studiów Podatkowych SGH, zorganizował nawet w marcu specjalną konferencję poświęconą problemowi międzynarodowego unikania opodatkowania, podczas której zauważył, że ostatecznie ofiarą tego zjawiska padają mniejsze przedsiębiorstwa. – W takim wypadku jest wytwarzana pewnego rodzaju presja na mały i średni biznes polski, który nie ma możliwości optymalizowania podatkowego – podkreślił. 

Na tej samej konferencji ekonomiści opracowali rekomendacje dla państwa (w gruncie rzeczy skierowane też do innych krajów), wzywając je do większego przeciwdziałania szkodliwym praktykom. Zalecają m.in. pogłębioną analizę przyczyn unikania opodatkowania, jednolitą i wielopłaszczyznową strategię podatkową, gruntowny przegląd umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, wprowadzenie przepisów utrudniających firmom inżynierię podatkową czy holdingowe prawo podatkowe. Wezwali także polskie władze do większej inicjatywy w tym względzie na forum unijnym. 

Skądinąd sama Unia nie wystarczy. Nawet gdyby jej członkowie zgodnie urwali łeb hydrze, do czego bardzo daleko, bo chodzi o kwestie nadzwyczaj skomplikowane i o grę sprzecznych interesów wielu krajów. 

– Aby walka o międzynarodową solidarność podatkową była naprawdę skuteczna, powinna stać się globalna, musiałyby się w nią zaangażować także inne państwa spoza Unii – zauważa Jarosław Koziński, partner w firmie doradczej EY.

Tymczasem np. Stany Zjednoczone są, jak to ujmuje Koziński, „raczej hamulcowym niż forpocztą zmian”. Poprzestają na swoich rozbudowanych przepisach, które nakazują tamtejszym firmom płacić w ojczyźnie m.in. podatki od osiąganych, ale zatrzymanych za granicą dochodów (w tym od odsetek bankowych czy opłat licencyjnych). Solidarność z innymi interesuje Amerykanów dużo mniej, gdyż obawiają się, że przełożyłaby się na wyższe opodatkowanie ich spółek poza USA. 

BEPS

Bardziej skuteczny niż działania w ramach UE (skupione zwłaszcza na przyspieszeniu mechanizmów stanowienia prawa) może się okazać projekt państw OECD zwany BEPS (Base Erosion and Profit Shifting; erozja podstawy opodatkowania i transfer zysków), który ma charakter globalny. Rozpoczął się kilka lat temu, głównie z inicjatywy Francji i Niemiec, i uruchomił kilkanaście tzw. działań. Jedną z propozycji projektu jest pozmienianie obecnych traktatów o podwójnym opodatkowaniu  – lecz wymagałoby to wielu lat negocjacji i kolejnych kilku na ratyfikację przyjętych wspólnych standardów. Bardziej realny jest postulat BEPS, by państwa podpisały odpowiednią umowę wielostronną. Mogłyby to zrobić szybciej i już się zresztą przygotowują do zawarcia takiego porozumienia w czerwcu (choć potem pozostanie jeszcze żmudna ratyfikacja w każdym kraju), ale znów – USA raczej nie zamierzają go podpisać. Inne ciekawe propozycje OECD to unikanie produktów hybrydowych czy transparentność, dzięki której każdy kraj mógłby sprawdzić m.in., jakie zyski osiągają gdzie indziej firmy, które działają na jego terytorium. 

– Powiedzmy, że międzynarodowy koncern, który ma u nas fabrykę, pokazuje polskim władzom, że osiąga tu 100 mln euro przychodu i płaci 1 mln euro podatku – mówi Koziński, wyjaśniając sens takiej transparentności. – Nie wygląda to źle: po kosztach zostaje mu najwidoczniej 5 mln zysku i od tego płaci ok. 20-procentową daninę. Jednak bez kontekstu dochodowości działalności w tej grupie trudno ustalić, czy ta firma powinna być objęta priorytetem kontroli. Dopiero informacja, że np. w Szwajcarii koncern osiąga nie 1 mln, a 5 mln euro zysku, nie prowadząc przy tym produkcji, tylko pobierając opłaty licencyjne i przejmując ryzyka działalności grupy (np. kursowe, złych długów, handlowe), mogłaby skłonić nasze władze skarbowe do działania. Dzięki tej transparentności łatwo mogłyby identyfikować sytuacje, w których chcą sprawdzić priorytetowo, czy nastąpił uczciwy podział marży, biorąc pod uwagę angażowane przez grupę w różnych krajach zasoby i realizowane funkcje gospodarcze. 

Nadzieja w klientach? 

Czy unijne lub bardziej globalne inicjatywy doprowadzą w końcu do solidarności podatkowej na wielką skalę? Zdaniem eksperta EY jest to raczej mało prawdopodobne. Pomijając fakt, że na konkurencyjnym rynku firmy zawsze będą dążyć do obniżania swoich kosztów, w tym podatkowych, państwa musiałyby mieć w tym żywotny wspólny interes, a tak nie jest. Z problemem tajemnicy bankowej udało się przecież uporać dopiero wtedy,  gdy wszystkich zjednoczyła walka z terroryzmem.

Niemniej warto się starać, nawet jeśli zmieniamy coś tylko na własnym podwórku. Koziński przypomina przy okazji, że w Polsce odpowiednie działania były podejmowane już od kilku lat, a obecny rząd całkiem skutecznie walczy z unikaniem opodatkowania, zamykając możliwości optymalizacji. 

Warto też, aby Polska udzielała się na forum międzynarodowym, żeby bronić własnych interesów. Dążenie do solidarności podatkowej oznacza bowiem nie tylko sensowne działania, ale czasami także pułapki. Jedną z nich jest postulat ujednolicenia CIT, na wzór zunifikowanego w Unii VAT. Tej sprawy trzeba pilnować, aby, o ile w ogóle dojdzie do takiej zmiany, jednolity CIT nie uderzył w naszą konkurencyjność gospodarczą. 

W tym wszystkim i tak najważniejsze jest to, co robią międzynarodowe firmy. Gdyby zaniechały swej „niesolidarności”, nie byłoby problemu. Co mogłoby je do tego skłonić? Chyba tylko to, że dostałyby po kieszeni. Tu piłeczka jest zwłaszcza po stronie ich klientów, którzy w erze internetu coraz więcej wiedzą o poczynaniach korporacji. Ale ta wiedza musiałaby do tego stopnia wpłynąć na ich decyzje zakupowe, że agresywna optymalizacja przestałaby się opłacać. Ze świadomym klientem byłoby też trudniej sobie pogrywać niż z gąszczem przeróżnych przepisów. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty