Wywiad

Postępu nie da się zatrzymać

© Filip Miller

O tym, w jakim kierunku pójdzie rozwój usług finansowych po wprowadzeniu nowych unijnych regulacji, jak będzie wyglądała współpraca banków z fintechami, o potrzebie stałej edukacji ekonomicznej oraz potencjale drzemiącym w Polakach z Piotrem Kicińskim, wiceprezesem firmy Cinkciarz.pl, rozmawiają Dorota Goliszewska i Alicja Hendler. 

Mówi się, że banki muszą się przygotować na ostrą rywalizację z fintechowymi startupami. Przy czym nie chodzi tu bynajmniej o to, że fintechy będą je podgryzać. Banki muszą przygotować mądrą strategię wobec zwinniejszego konkurenta, który będzie przejmować coraz więcej ich funkcji i klientów. 

Twierdzenie, że fintechy podgryzają banki, jest jedynie pewnym sposobem postrzegania ich wzajemnych relacji. Według mnie prawdziwa teza jest taka, że zmienne koszty usług bankowych zmierzają do zera, bo usługi te zostały zdigitalizowane, więc biznesy w tej branży zwiększają swoją skalę działania, a przez to rośnie konkurencja. Część fintechów będzie się zresztą specjalizować w kooperacji z bankami jako poddostawcy. Są podmioty, które dostarczają np. technologie biometryczne. Są też firmy, które będą funkcjonowały w swoistej symbiozie z bankami. My np. korzystamy z infrastruktury rachunków bankowych. Cinkciarz.pl i inne serwisy, które rozwijamy, nie są zawieszone w próżni.  Być może w przyszłości pojawi się alternatywa, gdyż regulacje unijne, które są wdrażane, stworzą nowe możliwości. Jeśli zaś chodzi o konkurencję, dwa lata temu była bardzo emocjonująca – klienci intensywnie migrowali z banków do nas, jako serwisu wymiany walut. Teraz rynek okrzepł. Nasze obroty wciąż rosną. Niektóre banki wdrożyły własne platformy wymiany walut. Konkurencja jest, lecz teraz zdrowa, bo każdy rywal ma odpowiednią ofertę produktową i to klienci decydują, z czyich usług skorzystają i czy są zadowoleni z ich jakości. 

Nowe możliwości, jakie się pojawią w związku z unijnym prawodawstwem, w szczególności z dyrektywą PSD2, to... 

Jest tam parę istotnych rozwiązań. Jedno z nich dotyczy dostępu do rachunków i wykonywania zleceń płatniczych. Dzisiaj pracujemy z prawie wszystkimi liczącymi się bankami w Polsce. Dzięki PSD2 dostęp do wszystkich banków będzie taki sam i za darmo. Nastąpi też rewolucja związana z automatyzacją wykonywania zleceń płatniczych. Będzie można dużo prościej, wygodniej i bezpieczniej integrować nowe usługi finansowe z rachunkami bankowymi.  

Jakie usługi rozwiną się dzięki tym zmianom?

Część trudno nam sobie dzisiaj wyobrazić. Myślę, że rozwiną się np. usługi subskrypcyjne. W przypadku e-wydawnictw będą możliwe różne formy płatności:  np. opłata uzależniona od przeczytanej liczby słów,  od tego, jakich informacji o sobie udzielimy wydawnictwu, bezpłatny dostęp w zamian za emitowanie na naszym ekranie reklam. Albo weźmy ubezpieczenia. Już się mówi o takich rozwiązaniach, jak OC lub AC uzależnione od liczby przejechanych danym samochodem kilometrów czy opłata w przeliczeniu na godziny, na dni, a nie w wymiarze rocznym. To wszystko jest do zrobienia, choć technologicznie jest to złożone. 

Zmiany w przepisach umożliwią szybki rozwój mikropłatności i nowych typów rozliczania się na linii firma–konsument. Będziemy wybierać i korzystać tylko z niewielkiego wycinka danej usługi, która w całości nas nie interesuje albo jest dla nas nieopłacalna. 

Z kolei w obszarze B2B widzę np. takie rozwiązanie: ktoś będzie zainteresowany reklamą w danym czasopiśmie, a specjalna aplikacja zasugeruje mu sposób płatności, sprawdzi, czy ma on odpowiednią ilość pieniędzy na koncie, będzie mogła sama je przelać, czyli de facto – zleci usługę i zamknie transakcję. To nie oznacza, że banki przestaną być potrzebne, bo jednak cieszą się zaufaniem szerokiego grona użytkowników czy osób majętnych. Poza tym przygotowanie transakcji w sposób bezpieczny będzie wymagało współpracy z nimi. Jeszcze przez długi czas będzie zatem miejsce dla banków, lecz, jak już wspomniałem, branża finansowa będzie coraz bardziej zróżnicowana i banki będą musiały się w tym odnaleźć. 

Rozwój fintechowych usług może pójść zresztą dużo dalej, mam tu na myśli wykorzystywanie ogromnych ilości danych. Nie ma to jeszcze bezpośredniego przełożenia na dziedzinę finansową, ale zmiany w dostępie do informacji będą bardzo szerokie, zresztą już następują. 

Przygotowujecie się na nie?

Tak, w ostatnich miesiącach dokonaliśmy dużych inwestycji. Kupiliśmy najnowocześniejszą w tej części Europy maszynę do obliczeń równoległych firmy Nvidia, umożliwiającą badania nad rozpoznawaniem twarzy  czy mowy, wyszukiwanie istotnych informacji, uwiarygodnianie naszych klientów w czasie rzeczywistym. Myślimy o usługach związanych ze sztuczną inteligencją. Inwestowanie w infrastrukturę, ludzi i technologie uważamy tu za konieczne, gdyż rzeczywistość robi się coraz bardziej złożona. Trzeba choćby wciąż podnosić poziom bezpieczeństwa realizowanych transakcji, gdyż z roku na rok rośnie w internecie poziom ryzyk. 

Robicie to tylko własnymi siłami?

Moglibyśmy wynająć kilka wiodących firm, które mają odpowiednie technologie, ale wolimy własny sprzęt i budujemy własne centrum badawczo-rozwojowe. Niemniej posiłkujemy się współpracą z uczelniami i zatrudniamy związanych z nimi naukowców. Wraz ze swymi studentami budują oni grupę, która będzie się zajmowała wykorzystywaniem naszej supermaszyny i stawianiem pytań. Maszyna ta jest instrumentarium do badań niewykonalnych w czasie realnym przy użyciu innych naszych narzędzi. Niektóre obliczenia wykonuje wielokrotnie szybciej i przetwarza gigantyczne ilości danych. Zakres jej zastosowań jest ogromny. 

Łącznie z przewidywaniem zachowań rynków finansowych?

Może nie na zasadzie przepowiadania przyszłości, ale pewne istotne powiązania da się uchwycić. W końcu nauka potwierdziła np. wpływ słonecznej pogody na kursy giełdowe: pod wpływem słońca wydzielamy dopaminę i melatoninę, co w przypadku inwestorów przekłada się na ich nastroje przy zakupie poszczególnych aktywów. Zobaczymy, co z naszych badań będzie przydatne dla nas i naszych użytkowników. Dzięki maszynie na pewno będzie możliwe dokonywanie skomplikowanych projekcji rynków finansowych.  

Rodzaj doradztwa?

Doradztwa nie, bo nie idziemy w stronę branży inwestycyjnej. Chodzi nam raczej o przygotowywanie analiz, które pomogą klientom w lepszym zrozumieniu zjawisk zachodzących na rynku walutowym oraz staną się stałym elementem ich edukacji ekonomicznej.  Chcemy to robić naprawdę dobrze, zwłaszcza że takimi analizami zajmują się na świecie miliony ludzi. Rynek jest bardzo konkurencyjny, każdy robi prawie to samo. Żeby pozyskać jakieś ciekawe informacje, coś zasugerować użytkownikom, trzeba przeszukać dużo źródeł. Skądinąd, w zakresie dostarczania informacji bankowych i edukowania naszych klientów już teraz mamy spore osiągnięcia. Analitycy Cinkciarz.pl są regularnie wyróżniani przez agencję Bloomberg za trafność prognoz walutowych.  

Gdy mowa o przyszłości finansów, pojawia się kwestia walut wirtualnych. Jak pan widzi ich losy, powiedzmy, w średniej perspektywie?

W przypadku zamkniętych systemów stosowanie walut wirtualnych jest już przesądzone. Są bowiem dobrym rozwiązaniem pewnych problemów. Myślę, że w tej niszowej postaci zawitają niedługo także do Polski.  Procesy obsługiwane z użyciem standardowej dokumentacji, związane np. z giełdą, usługami notarialnymi, podatkami, procesy bankowe w zakresie skomplikowanych produktów, jak usługi w handlu zagranicznym i kilka innych – wszystkie mogłyby przebiegać dużo wydajnej, szybciej, taniej. W tych niszach usługi blockchainowe będą realizowane za pomocą wymiany walut, w systemie zamkniętym, gwarantowane przez wiarygodny podmiot. Wszystko tu zależy od ustawodawstwa danego kraju, ale na całym świecie widać odchodzenie od anachronicznych technologii. 

Co innego masowa waluta wirtualna. To już kwestia makroekonomiczna i polityczna. Według mnie od strony czysto ekonomicznej takie rozwiązanie mogłoby naruszyć ustalony w ubiegłym stuleciu porządek monetarny na świecie, oparty na walutach zależnych od rządów i niemających pokrycia w parytecie złota. Tu może nie być wystarczającego przyzwolenia rządzących, a wdrożenie masowej waluty wirtualnej wymaga ich powszechnej zgody. Mówi się, że postępu nie da się zatrzymać, jednak można go opóźniać. 

Wróćmy do Polski – jak pan ocenia nasz innowacyjny potencjał?

Dziwię się, że nie mamy takich startupów technologicznych, jakie są w Izraelu. Przed kilku laty powstał raport firmy McKinsey, z którego wynikało, że Polska i Rumunia to kraje z największą na świecie liczbą osób z bardzo dobrym przygotowaniem statystycznym, przypadającą na 100 tys. mieszkańców. Uczenie maszynowe, Big Data, to wszystko wymaga umiejętności statystycznych, rachunku prawdopodobieństwa, pewnych elementów informatyki. A my mamy świetnych informatyków, matematyków, fizyków teoretycznych, sukcesy w edukacji, której poziom się poprawił. Jest mnóstwo ludzi z wysokimi kompetencjami językowymi – staliśmy się zagłębiem usług wspólnych. Wielkie koncerny i banki uruchamiają też u nas swoje centra badawczo-rozwojowe. Mamy przewagę kompetencyjną i jesteśmy stosunkowo dużym krajem. Teraz trzeba skomercjalizować ten potencjał. Zwłaszcza że bariera wejścia jest często bardzo niska. Na przykład nie wszystkie startupy technologiczne potrzebują ogromnego kapitału finansowego. 

W przeciwieństwie jednak do niektórych przedsięwzięć fintechowych...

Największe fintechy to te na poziomie platform kredytowych dla klientów indywidualnych. Tu faktycznie jest wymagany większy kapitał, nie da się tego biznesu zbudować, mając kilkanaście milionów złotych. Trzeba mieć ich kilkaset, ale te pieniądze są. To, że ktoś się na takie inwestycje odważy, jest tylko kwestią czasu. 

No właśnie, odwaga. Nawet w przypadku projektów, gdzie bariery wejścia są niskie, potencjalni polscy inwestorzy najczęściej wolą unikać ryzyka. Zmiana tej postawy dużo by znaczyła. 

Taka zmiana wymaga czasami dobrego przykładu: sukcesu technologicznego, komercyjnego i medialnego. My takim przykładem jesteśmy – mamy obroty rzędu kilkunastu miliardów rocznie i jesteśmy bardzo rozpoznawalni. Gdy odnieśliśmy sukces, pojawiło się ok. 60 mniejszych kantorów internetowych, które chciały go powtórzyć. Inwestorzy nie bali się wyłożyć na nie 100 czy 200 tys. zł. Podobnie inspirujący był sukces firmy CD Projekt, który wywołał ogromne zainteresowanie inwestorów branżą gier komputerowych. W zakresie usług B2B mamy startupy, które weszły do pierwszej ligi wysokich technologii i też stają się ikonami, jak choćby LiveChat. Takie ikony, które odniosły sukces w skali globalnej, dają najbardziej zaraźliwy przykład. To „zarażanie” już się w Polsce zaczęło. 


Piotr Kiciński

Wiceprezes zarządu spółki Cinkciarz.pl, z którą związany jest od 2012 r. 

Absolwent matematyki i fizyki teoretycznej na UJ w Krakowie. 

Ma blisko 20-letnie doświadczenie w branży finansowej w zakresie zarządzania ryzykiem, sprzedażą oraz rozwojem produktów. 

Zdał egzaminy ACCA i CFA.

Firma Cinkciarz.pl dostarcza usługę internetowej wymiany walut klientom indywidualnym i biznesowym. 

Spółka należy do organizacji SWIFT, zrzeszającej największe banki oraz instytucje finansowe. 

Jest partnerem Chicago Bulls, turnieju UEFA Euro U21 i reprezentacji Polski w piłce nożnej. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty