Liderzy

Monty Python znad Wisły

Marek Hucz. Fot. Materiały prasowe

Marek Hucz i Janek Jurkowski z hobby i zabawy na YouTube zrobili kanał przyciągający miliony widzów, o których zaczęły zabiegać profesjonalne telewizje. Ich firma, GF Darwin, nazywana jest czasem polskim Monty Pythonem. 

W 2012 r. obaj kończyli studia aktorskie na krakowskiej PWST i kursowali po Polsce, grając w różnych teatrach. W czasie wolnym, trochę dla rozrywki, a trochę dla samorealizacji i treningu, robili i umieszczali w sieci, przede wszystkim na YouTube, krótkie, zabawne filmy. Zaczęli od serii „Mistrz Motyl” i „Wielkie budowle”, które okazały się niewypałem, choć ta druga zakończyła się dopiero po pięciu odcinkach. Kolejny projekt – „Wielkie pytania polskie” – także nie zdobył dużej oglądalności. Mimo to Hucz i Jurkowski nie rezygnowali: po założeniu Grupy Filmowej Darwin przenieśli się do Warszawy i dali sobie rok. 

Latem 2014 r. na YouTube pojawiła się ich kolejna seria – „Wielkie konflikty”. Tym razem był to strzał w dziesiątkę. W pół roku zebrali 35 tys. subskrypcji. Od razu poszli za ciosem i sprofesjonalizowali ofertę: w lutym 2014 r. utworzyli kanał „GF Darwin”, grupując w nim swoje dawniejsze audycje jako „Archiwum Darwina”. Do końca 2014 r. widownia nowego kanału osiągnęła poziom „Wielkich konfliktów” sprzed przeprowadzki. 

Zadbali też o tzw. crossowanie. W początkach 2015 r. gościnnie zaprezentowali swoją ofertę w jednym z odcinków „Zapytaj Beczkę” – popularnego kanału Krzysztofa Gonciarza. W rezultacie mniej więcej w tydzień podwoili liczbę swoich subskrybentów. Zaraz potem, w czerwcu, Darwin pokonał kolejny ważny próg: ich teledysk „Orki z Majorki” (łączący charakterystyczny dla nich pure nonsens ze stylistyką gospel) miał milion wyświetleń. Kilka miesięcy późnej – pod koniec marca tego roku – wyświetleń było już ponad 6 mln. 

Bez przepychanki

Można powiedzieć, że bardzo im się przysłużyła pozorna słabość: zaniechali przepychanek, by zawojować najłatwiejsze i najbardziej oblegane „targety”, np. aktywnych w sieci, ale zmiennych w gustach uczniów gimnazjów i liceów. – Na początku w ogóle się nie targetowaliśmy, szliśmy na żywioł – wspomina Marek Hucz. – Nie znaliśmy się na tym, codziennie uczyliśmy się czegoś nowego. Nasze filmy miały się podobać przede wszystkim nam, czyli dwudziestoparolatkom. Nadawaliśmy na podobnej fali i za nic nie chcieliśmy wejść w coś, co nie byłoby z nami spójne. Unikaliśmy więc zbyt łatwych formatów, tworzyliśmy przekaz oparty na naszym osobistym kulturowym fundamencie.cie. 

I tak, niejako mimochodem, znaleźli swój  blue ocean, czyli w zasadzie niezagospodarowany, duży rynek: zaakceptowała ich grupa starsza niż youtubowy standard. Dziś 80 proc. ich widowni to osoby w wieku 18–35 lat, choć jest i sporo czterdziestolatków. Ta publiczność nie „zamawia subskrypcji”, tak jak młodzież szkolna, ale za to jest bardzo wierna. W rezultacie, inaczej niż ci, którzy tworzą dla młodszych odbiorców, Darwin odnotowuje znacznie większą liczbę wyświetleń niż subskrypcji. – Pewnie dlatego w naszej niszy na razie nie mamy w kraju większej konkurencji – zastanawia się Hucz. – Na początku nasza działalność na YouTube nie mogła być niczym innym niż zabawą. Przez pierwsze trzy lata tylko do niej dopłacaliśmy. 

Kiedy „target zaskoczył”, Hucz i Jurkowski wyciągnęli z tego wnioski: konsekwentnie robią tylko te rzeczy, na które są gotowi, nie chcąc porywać się na coś, co jest poza ich możliwościami i przez co mogliby polec. Jednocześnie, z odcinka na odcinek i z projektu na projekt, starają się iść do przodu – artystycznie i technicznie. Postawili na profesjonalistów i mają wręcz obsesję na punkcie jakości: wciąż wymieniają sprzęt na lepszy, a ich realizatorzy to czołówka polskiego rynku. 

Obecnie trzon GF Darwin stanowią cztery osoby:  Marek Hucz (odpowiada za pierwsze wersje tekstów), Janek Jurkowski (druga redakcja, reżyseria i montaż), Karol Pupiec (operator kamery i pozostałego sprzętu) oraz Marek Wodziński (grafika i efekty specjalne), którego pojawienie się otworzyło przed grupą zupełnie nowe możliwości. 

Darwinowe uniwersum

Ponieważ widzów przybywało z każdym odcinkiem, stworzyli dla nich nową serię „Shorty Darwina”, kontynuując zarazem „Wielkie konflikty”. Z tego wszystkiego coraz wyraźniej wyłaniało się „darwinowe uniwersum”. Wtedy też zostali zauważeni nie tylko przez internautów – zdobyli ważne nagrody branżowe: Grand Video Awards 2015 miesięcznika „Press” za debiut i tzw. entertainment, a po roku – ponownie nagrodę „Press”. 

Skoro tak, przyszła też pora na ofertę dla partnerów biznesowych. W maju 2016 r. pojawił się pierwszy odcinek kolejnej serii, „Zakazane spoty Darwina”, tworzonej pod konkretne marki, z myślą o reklamodawcach. Zaczęli od zwariowanego spotu promującego konferencję programistów, właściwie po kosztach, żeby wejść na ten perspektywiczny rynek. Wkrótce w sieci pojawił się ich kolejny projekt – zamówiony przez Ikeę. 

– Wszystko to się na siebie ponakładało i zaowocowało skokowym wzrostem popularności – opowiada Hucz i dodaje: – Na razie zrealizowaliśmy może 15 proc. naszych zamierzeń, ale nie mamy strategii typu: „musimy zrobić to i to, żeby podbić liczbę widzów”. Jeśli tworzymy jakąś nową postać, na przykład Szatana Sławka, to potem konsekwentnie ją „ciągniemy” przez następne odcinki serii. 

Czerpią ze sprawdzonych wzorów: podobnie, choć oczywiście na o wiele większą skalę, robi np. firma Marvel, rozwijając portfolio swoich postaci. – Naszą dewizą jest: „kontent musi być dobry!” – mówi Hucz. – Dlatego pewne serie kończymy, gdy już je wyeksploatujemy, np. w tym roku chcemy zakończyć „Wielkie konflikty”. 

Kiedy zdobyli liczącą się grupę subskrybentów, wyszli z ofertą do kodowanych kanałów telewizyjnych. Od 2016 r. GF Darwin zaczęła robić program „Wielkie teorie Darwina” dla VOD Player PL Grupy TVN. Umowa została przedłużona na kolejny sezon – pod koniec lipca ukażą się ich nowe programy. – Oprócz jakości stacja kupuje od nas przede wszystkim zaangażowanych widzów, czyli nasz zasięg. To jest nasz podstawowy atut – mówi Hucz. – Kanał VOD pozyskał w ten sposób 300 tys. naszych subskrybentów. Przez cały rok obserwujemy tę migrację fanów. Ruch naszej widowni pokazał, że takie mechanizmy w Polsce już funkcjonują, że odbiorcy szybko idą za tym, co im się podoba. 

Zdecydowanie nie zmarnowali tego, że nieświadomie odkryli niezagospodarowaną niszę, pasującą w dodatku do ich modelu biznesowego, w którym liczy się jakość i ogromna koncentracja na ofercie. Chociaż obaj są współtwórcami GF Darwin, formalnie firma jest jednoosobową działalnością gospodarczą Hucza. – Na początkowych etapach działalności taka forma jest o wiele bardziej opłacalna niż spółka, choć z czasem pewnie i na nią przyjdzie pora – zauważa Hucz. 

Na samym YouTube – przy milionie wyświetleń miesięcznie – mieli może 200 zł na miesiąc z reklam. Dziś jest to ok. 1,5 tys. zł. Na pierwszym sezonie „Wielkich teorii Darwina” też właściwie kokosów nie zarobili. Produkcję wzięła na siebie stacja, a oni – scenariusz, obsadę aktorską, montaż, postprodukcję itd. Dopiero drugi sezon przyniósł zmianę na lepsze. – Powoli zaczynają się z tego robić sensowne kwoty – mówi Hucz, który tylko z firmy utrzymuje się dopiero od roku. Jurkowski pracę w niej łączy z występami na scenie. 

Teraz, gdy zaczęli iść mocniej w górę, muszą tym bardziej uważać na rafy. Taką pułapką mogą być... kolejne pomysły mające zastąpić „Wielkie konflikty”. Bez nowych, równie dobrych, a właściwie to nawet lepszych postaci, błękitny ocean, po którym dziś płyną, może stracić swój lazur. Ale takie wyzwania to ich żywioł. 

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!