Know what

Co po Brexicie

© Forum

Wciąż nie wiadomo, jakie będą skutki rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską dla wymiany gospodarczej, rynku pracy na Starym Kontynencie czy świata finansów. Choć pojawiają się już szacunki, na ile po ewentualnym twardym rozstaniu skurczy się gospodarka po obu stronach, które branże, w tym polskie, mogą stracić i kto zyska, jeśli City podupadnie. 

Zaskoczenia nie było – 13 marca Izba Gmin odrzuciła poprawki Izby Lordów do ustawy uprawniającej rząd do rozpoczęcia procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zgodnie z pierwszą poprawką rząd musiałby w ciągu trzech miesięcy przygotować propozycje legislacyjne, które zapewnią, że 3 mln obywateli UE mieszkających na Wyspach – w tym blisko milion Polaków – zachowają po Brexicie te same prawa dotyczące pobytu, które mają obecnie. Druga poprawka zakładała wymóg uzyskania zgody obu izb parlamentu na ostateczne warunki opuszczenia wspólnoty. Stało się jednak to, czego życzył sobie rząd Theresy May, który negocjacje z Unią chciał rozpocząć bez wstępnych zobowiązań. Minister ds. Brexitu, David Jones, powiedział, że kwestię wspomnianych wyżej obywateli chce poruszyć jako pierwszą podczas rozpoczynających się w marcu negocjacji z Brukselą. 

W listopadzie 2016 r., podczas spotkania Beaty Szydło z Theresą May w Londynie, brytyjska premier obiecała Polakom mieszkającym na Wyspach, że po Brexicie będą mogli tam zostać na tych samych warunkach, o ile Brytyjczycy zachowają te same, co dotąd, prawa w Europie. A to zależy od przebiegu negocjacji. 

Rzecz bez precedensu

– Negocjacji w sprawie nowych relacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską nie będzie, zanim nie zostanie przeprowadzony Brexit – mówi Janusz Lewandowski, europoseł i były komisarz UE. Według niego sytuacja jest bez precedensu. Unia ma za sobą szereg negocjacji dotyczących układów stowarzyszeniowych i o wolnym handlu. Norwegia, która nie weszła do niej, należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a także do strefy Schengen. Partycypuje w unijnym budżecie, a w zamian korzysta ze swobody przepływu towarów, kapitału, ludzi i usług. Szwajcaria podpisała z Unią szereg umów sektorowych dotyczących m.in. transportu, współpracy naukowo-technicznej, zamówień publicznych. W tych przypadkach chodziło o stopniowe ograniczanie barier, tymczasem rozmowy UE–WB będą dotyczyły ich stawiania. To sytuacja dla Unii nowa. 

Wielka Brytania jest płatnikiem netto do budżetu unijnego, ale z powodu tzw. rabatu wywalczonego w latach 80. przez Margaret Thatcher jej wpłaty nie są znaczne i wynoszą ok. 5 mld euro rocznie. 

– Mam nadzieję, że Brytyjczycy będą się wywiązywali ze swych zobowiązań wobec budżetu unijnego do końca obecnej perspektywy, czyli do 2020 r. – mówi Lewandowski. – Oni sami są zainteresowani wykorzystaniem funduszy unijnych na kilka projektów naukowych. W przyszłych negocjacjach kluczową dla nich sprawą będzie utrzymanie dostępu do unijnego rynku usług finansowych. Od tego zależeć będzie los londyńskiego City. 

Huśtawka nastrojów

– Nikt nie wie, jakie będą warunki Brexitu, ale wśród Polaków mieszkających w Londynie poszła fama, że będzie źle – mówi socjolog, dr Roch Dunin-Wąsowicz z London School of Economics, redaktor bloga LSE Brexit. – Panikę szerzą prywatne agencje odpłatnie pomagające Polakom w kontaktach z urzędami brytyjskimi. Zaniepokojone są zwłaszcza osoby znajdujące się na niższych szczeblach drabiny społecznej, które nie przekraczają wymaganego progu dochodowego. Ich pobyt w Wielkiej Brytanii jest, z punktu widzenia tutejszego prawa, nielegalny, ale władze się nimi nie zajmowały. Teraz, a zwłaszcza po oficjalnym Brexicie, mogą nasilić kontrole. 

Według spisu powszechnego w 2011 r. na Wyspach mieszkały 642 tys. polskich imigrantów. GUS szacuje, że w końcu 2015 r. za granicą przebywało czasowo ok. 2,4 mln mieszkańców naszego kraju, w tym w Wielkiej Brytanii 720 tys., w Niemczech 655 tys., a w Irlandii 111 tys. Uważa się, że to dane mocno zaniżone i rzeczywista liczba polskich imigrantów w Zjednoczonym Królestwie wynosi ok. 1 mln. Jak podaje portal Work Service, w tym roku emigrację z Polski planuje 1,275 mln osób, przy czym wiele z nich zamierza spróbować nowego życia w... Wielkiej Brytanii. 

Od ogłoszenia wyników referendum mieszkający w niej Polacy zaczęli masowo składać podania o przyznanie im stałego pobytu. 

Dlaczego Brexit

– To nieprawda, że Brexit wynika z błędnej polityki Komisji Europejskiej. Główną przyczyną decyzji o wyjściu z Unii są imigranci z nowych krajów UE – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, który przez 35 lat wykładał w London School of Economics. – Brytyjczycy zresztą ich nie odróżniają, dla nich to wszystko są Polacy. Byliby pewnie skłonni zaakceptować obecną liczbę imigrantów, lecz obawiali się, że może ona wzrosnąć. Są świadomi kosztów Brexitu, ale gotowi są je zaakceptować. 

Niemcy są nam geograficznie bliższe, jednak po rozszerzeniu Unii w 2004 r. przez siedem lat utrzymywały ograniczenia pracy dla Polaków. Wielka Brytania otworzyła się od razu i Londyn stał się naszym ulubionym celem emigracji zarobkowej. Powstały też tysiące polskich firm zatrudniających najchętniej polskich pracowników. 

„Daily Mail” podaje, że imigranci z naszego kraju opanowali dwie dzielnice Londynu: Kingston upon Thames i Merton (stanowią tu, odpowiednio, 30 i 40 proc. społeczności). Zgodnie ze statystykami w całej brytyjskiej stolicy mieszka ich 130 tys. W 300-tysięcznym Leicester w okolicy Narborough Road słyszy się głównie język polski. W prawie każdym sklepie sprzedawane są polskie towary. Takich skupisk w brytyjskich miastach jest wiele. Podczas kampanii referendalnej wielu Brytyjczyków, zwłaszcza starszych, argumentowało: „Imigranci zjechali tu w takiej ilości, że zmienili nasz kraj”. Po referendum pojawiały się nie zawsze przyjemne ulotki wzywające Polaków do powrotu do domu. 

Koszty rozstania

Przy optymistycznym scenariuszu negocjacje zakończą się w 2019 r., ale pod warunkiem, że procedura wyjścia rozpocznie się na początku przyszłego roku, w co mało kto wierzy. Brytyjskie Ministerstwo Finansów ocenia, że ostre i zdecydowane rozstanie się Wielkiej Brytanii z UE (tzw. hard Brexit) sprawi, że w ciągu 15 lat jej gospodarka straci 9,5 proc. PKB, a budżet od 38 do 66 mld funtów rocznie. 

Podobne są szacunki prof. Gomułki. – Koszty rozłożą się na kilka lat i przeciętny Brytyjczyk niespecjalnie je odczuje – twierdzi profesor. – Gdyby Wielka Brytania pozostała w Unii, w 2025 r. jej PKB byłoby większe niż obecnie o jakieś 20 proc. Zamiast tego będzie większe o 15 proc. 

Według Gomułki w podobnej skali Brexit odczuje Unia Europejska. Tyle że jej gospodarka jest sześć razy większa niż brytyjska, więc łączny spadek dynamiki wyniesie ok. 1 proc. Zmiana będzie zatem mało zauważalna. 

Ale niektóre firmy brytyjskie i europejskie mogą znaleźć się w trudnej sytuacji, a cała gospodarka może popaść zaraz po rozwodzie w trwającą kilkanaście miesięcy recesję. Wielka Brytania jest największym importerem niemieckich samochodów, a także włoskich win. Jeśli nie uda się wynegocjować stosownego traktatu o wolnym handlu, import i eksport brytyjski skurczą się bardziej niż PKB. Zmniejszy się też napływ inwestycji zagranicznych, co wpłynie na niższą produktywność. 

Jeszcze zatęsknią za imigrantami

Brytyjczycy, zwłaszcza starsi, których denerwowały zachowania imigrantów z Europy Środkowej, są zadowoleni z Brexitu. Ale dla wielu brytyjskich przedsiębiorców jest to koszmarna perspektywa. 

Zdaniem Ufi Ibrahima, przewodniczącego British Hospitality Association (Brytyjskie Stowarzyszenie Hotelarskie), liczba restauracji i hoteli, które zbankrutują, jeśli obywatele Unii nie będą mogli pracować na Wyspach, jest ogromna. Zaledwie jedna na 50 aplikacji o pracę składana jest przez Brytyjczyka. „Przedsiębiorstwa branży hotelarskiej i restauracyjnej będą miały wielki problem z zastąpieniem pracowników z UE. Moim zdaniem może to zająć nawet 10 lat” – komentuje Ibrahim. Jedynym sposobem na przyciągnięcie rodowitych Brytyjczyków do zawodu kelnera czy recepcjonisty będzie podniesienie płac, co przełoży się na oferowane ceny. 

– Brytyjskie uczelnie mogą mieć problem ze znalezieniem wystarczającej liczby studentów – mówi Roch Dunin-Wąsowicz. – Po wejściu Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej do Unii stały się dostępne dla studentów z tego regionu, bo czesne znacznie spadło. Uczelnie ich potrzebują, by normalnie funkcjonować. Jeżeli czesne wzrośnie, studenci przeniosą się do Szkocji, która już deklaruje, że utrzyma przywileje dla pracowników i studentów z Unii. 

Skutki dla Polski

Według ekonomistów, nawet jeśli po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE nie dojdzie do podpisania umów handlowych, nie będzie to miało wielkiego wpływu na polską gospodarkę. Handel między Wyspami a kontynentem, w tym z nami, odbywać się będzie według zasad WTO, co oznacza, że taryfy, jeśli zostaną wprowadzone, będą niskie. Na razie funt od czerwcowego referendum do połowy marca stracił do złotego 13 proc. Polskie wyroby stały się za kanałem droższe. 

Wielka Brytania to drugi po Niemczech odbiorca naszych towarów. W 2016 r. rodzimy eksport na Wyspy wart był 12,1 mld euro, a import stamtąd 4,7 mld euro. Tylko samochody wysyłamy za 622 mln euro, meble za 608 mln, kiełbasę za 130 mln, a części silników za 120 mln euro. 

Jakie branże mogą mocniej odczuć Brexit? Przede wszystkim wytwórcy produktów rolno-spożywczych. Wspólna Polityka Rolna UE sprawia, że jej rynek jest trudno dostępny dla tego rodzaju towarów spoza Europy. Po Brexicie Wielka Brytania będzie mogła importować tańsze wyroby z Kanady, USA lub swych byłych kolonii. Nasze warzywa, owoce, czekolady i przetwory mięsne stracą na Wyspach dużą część rynku. Jest też bardzo prawdopodobne, że spadnie eksport samochodów, mebli i produktów przemysłu elektronicznego. Brytyjczycy, zamykając drzwi do Unii, będą wzmacniać więzi polityczne i handlowe z USA. Skutki odczuje największy europejski eksporter – Niemcy, a pośrednio także nasze firmy, które kooperują z niemieckimi. 

Przewiduje się, że „twardy Brexit” skłoni do opuszczenia Wysp 200–300 tys. Polaków. Bez trudu znajdą pracę w kraju, choć znacznie mniej płatną. Głównym problemem jest jednak to, że wrócą do nas przede wszystkim pracownicy o niskich kwalifikacjach. Specjaliści pozostaną na miejscu lub przeniosą się do innych państw UE. 

Rozpoczęcie procedury Brexitu sprawia, że wiele firm myśli o przeprowadzce z Wysp na kontynent. Z wyliczeń brukselskiego think tanku Bruegel wynika, że ze Zjednoczonego Królestwa może zniknąć nawet 30 tys. miejsc pracy w sektorze finansowym, z czego jedna trzecia w bankowości, a dwie trzecie w księgowości, usługach prawnych i doradczych. Przed kilku miesiącami wicepremier Mateusz Morawiecki rozmawiał w Londynie z przedstawicielami instytucji finansowych, namawiając ich, by zainstalowali się w Polsce. Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że nowe centrum finansowe wyrośnie w Dublinie lub... Edynburgu, jeśli Szkocja zdecyduje się zerwać małżeństwo z Anglią i pozostać w UE. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty