Know what

Rewolucja 4.0: Polska się waha

© Targi Automatica

Przemysł 4.0 (Industry 4.0) to proces, podczas którego w maksymalnie efektywny sposób wytwarza się towary i świadczy usługi, a na końcu powstaje zindywidualizowana oferta pod potrzeby konkretnych odbiorców. Docelowo proces ten ma być w pełni zautomatyzowany. Na tym właśnie polega tzw. czwarta rewolucja przemysłowa napędzana dziś przez rozwój takich technologii, jak chmury obliczeniowe, wielkie bazy danych, internet rzeczy i sztuczna inteligencja, a także przez ścisłą współpracę biznesu z nauką. 

W rezultacie w każdej poważnej dyskusji o przyszłości gospodarki porusza się takie kwestie, jak ekonomia współdzielenia (sharing economy), inteligentna fabryka (smart factory), rzeczywistość rozszerzona (augmented  reality), technologie ubieralne (wearables) czy idea reindustrializacji. Na tegorocznym szczycie w Davos te zagadnienia były tematem numer jeden. Zastanawiano się, jak to wszystko zaprząc do zdynamizowania gospodarki. 

Sposób na wzrost gospodarczy czy konieczność?

Polska jest tu na razie co najwyżej w grupie pościgowej za czołówką światową i europejską. Na szczeblu państwowym naszą odpowiedzią na rewolucję 4.0 jest Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Ma ona pomóc polskiej gospodarce uniknąć pułapki średniego wzrostu, a naszym firmom – wsiąść do superszybkiego pociągu Industry 4.0. 

Zdaniem Mariusza Chłopika, dyrektora w Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), receptą na ucieczkę z tej pułapki są inwestycje w innowacyjność. – Mamy myśl technologiczną, zdolnych naukowców, centra badawczo-rozwojowe, firmy odnoszące sukcesy na świecie, innowacyjne MSP, kapitał, a rząd do 2020 r. chce przeznaczyć 1,4 bln zł na innowacje – przekonuje Chłopik. 

Z kolei Jakub Rosiecki, starszy menedżer w dziale konsultingu Deloitte, zauważa: – W 2014 r. w wartości dodanej brutto luka Polski w stosunku do średniej krajów ze strefy euro wynosiła ok. 130 mld euro, a produktywność pracy stanowiła ok. 64 proc. średniej dla państw tej strefy. Cyfryzacja jest więc dla naszych przedsiębiorstw szansą na zmniejszenie tego dystansu. Jednak, aby tak się stało, powinna w nich mocno przyspieszyć adopcja nowych technologii i ich transformacja w kierunku przemysłu 4.0. 

Eksperci przyznają, że Polska na razie wykupiła  jedynie bilet na ten pociąg. Zwracają przy tym uwagę, że powodem, dla którego nowa rewolucja przemysłowa stała się faktem, jest nie tyle chęć zdynamizowania wzrostu gospodarki, ile zwykła konieczność, tak jak niegdyś wykorzystanie pary do napędzania maszyn tkackich. Jeżeli nasze firmy się nie zmienią, na pewno zrobią to inne, a my zostaniemy daleko w tyle. 

– Bez cyfryzacji, leżącej u podstaw rewolucji 4.0., trudno będzie wkrótce efektywnie produkować, oferować usługi czy prowadzić skuteczne działania marketingowe – przestrzega Jerzy Kalinowski, partner w firmie KPMG. I podaje przykład branży muzycznej, w której 20 lat temu zdecydowanymi liderami były największe wytwórnie płytowe, a teraz głównymi sprzedawcami są globalne sklepy z aplikacjami prowadzone przez tzw. dostawców OTT (Over The Top). 

A zatem nie ma wątpliwości: kluczem do czerpania korzyści z rewolucji jest inwestowanie w innowacyjność, wynalazki i robotyzację. Niestety, mimo wszystkich naszych atutów wymienionych przez Mariusza Chłopika, nie jest z tym w Polsce najlepiej. 

W rankingu The Global Innovation Index jesteśmy na 39. miejscu. Jego twórcy przyjrzeli się gotowości poszczególnych krajów do szybkiego przystosowania się do zachodzących, wielkich zmian. W efekcie wyodrębniono cztery grupy: liderów, kraje z potencjałem, kraje wahające się i tradycjonalistów. Na naszym kontynencie prym wiodą Niemcy, z których zresztą wywodzi się idea Industry 4.0 i które wydają ogromne pieniądze na automatyzację oraz IT. W UE dobrze przygotowane do zmian są też takie państwa, jak Belgia, Finlandia, Szwecja, Irlandia i Dania. Polska trafiła do grupy wahających się i zdaniem twórców rankingu jest w tej chwili dość słabo przygotowana do wdrażania innowacyjnych rozwiązań. 

Świadczą o tym twarde dane. Na przykład na 10 tys. pracowników naszego przemysłu wytwórczego przypadają tylko 22 roboty. To trzy razy mniej w porównaniu ze średnią światową, która wynosi 66 takich maszyn. Daleko nam tu nie tylko do Niemców (292 roboty na 10 tys. zatrudnionych w fabrykach), ale nawet do Słowaków (88 maszyn) i Czechów (82). 

Niewiele lepiej wygląda nasza wynalazczość. W 2016 r. liczba patentów przyznawanych polskim  spółkom i instytutom naukowym przez Europejski  Urząd Patentowy (EUP) wzrosła o 19 proc. Ale liczba zgłoszeń patentowych spadła o prawie 28 proc. 

Liderzy rewolucji

Ikonami czwartej rewolucji przemysłowej są amerykańskie firmy, jak choćby Facebook, Google czy Tesla, japońskie (np. Toyota), a także oczywiście niemieckie, zwłaszcza Siemens (wciela w życie ideę smart factory), BMW (stworzyła system stałej komunikacji między nią a jej autami) czy Adidas (przygotowuje się do uruchomienia bezzałogowej fabryki). W Europie głośno też o przygotowaniach brytyjskiego Rolls-Royce’a  do wykorzystania druku 3D w wytwarzaniu elementów silników odrzutowych. 

Jerzy Kalinowski zwraca uwagę na USA. O roli cyfryzacji w tamtejszej gospodarce świadczy coraz większa dominacja spółek technologicznych wśród największych firm notowanych na nowojorskiej giełdzie. – Obecnie aż pięć z nich znajduje się w czołowej dziesiątce, a jeszcze 10 lat temu była tylko jedna – mówi Kalinowski. Dodaje też, że choć do wiodących w Ameryce branż, które uczestniczą w czwartej rewolucji, należą naturalnie  te związane z tworzeniem technologii IT, telekomunikacją, mediami i rozrywką, to dynamicznej cyfrowej transformacji podlegają tam tradycyjne sektory, jak energetyka, produkcja samochodów czy medycyna. 

Przemysł 4.0 zmienia szczególnie radykalnie amerykańską branżę motoryzacyjną. I to nie tylko poprzez pełną cyfryzację i automatyzację procesu produkcji (włącznie z integracją fabryki ze wszystkimi jej dostawcami), ale również wskutek budowy autonomicznych aut, które inteligentnie komunikują się z otoczeniem. Olbrzymia rewolucja ma miejsce także w medycynie, gdzie np. systemy sztucznej inteligencji, oparte na analizie dużych zbiorów danych, umożliwiają wczesną, błyskawiczną diagnozę różnych odmian raka, rekomendując jednocześnie najskuteczniejsze terapie. 

– Jeśli chodzi o rozwój Przemysłu 4.0, USA mają tę przewagę nad Europą, że są zdecydowanym liderem w zakresie innowacji cyfrowych oraz wykorzystania złożonej analizy danych i sztucznej inteligencji – podsumowuje Kalinowski i podkreśla, że istotne przewagi konkurencyjne Ameryki biorą się także z wielkości tamtejszego rynku oraz rozwiązań prawnych sprzyjających cyfryzacji (np. mniej restrykcyjne regulacje dotyczące ochrony danych osobowych) czy większych możliwości wykorzystania crowdfundingu do pozyskiwania kapitału przez startupy. 

Wróćmy do tyle razy wspominanych Niemiec: najnowsze szacunki mówią, że wprowadzenie technologii Przemysłu 4.0 wygeneruje dodatkowy wzrost ich gospodarki rzędu nawet 1 proc. rocznie. – Starania Niemców, by nadrabiać dystans wobec Amerykanów, Japończyków i Chińczyków, są imponujące – mówi Jakub Rosiecki. I podaje przykład zeszłorocznych targów Automatica: – To największe spotkanie producentów robotów przemysłowych i systemów zautomatyzowanych, które co dwa lata odbywa się w Monachium. Wśród ponad 800 wystawców aż dwie trzecie stanowiły niemieckie firmy i instytucje. Z Polski było ich osiem, a z Rosji sześć. 

Ratunek w startupach, ale...

Piotr Dominik, prorektor Politechniki Gdańskiej ds. internacjonalizacji i innowacji, powątpiewa w ewentualny aktywny udział naszego kraju w rewolucji 4.0. Powód? Polski rynek nie stwarza jeszcze wystarczająco silnej presji na innowacje. W ocenie ekspertów będziemy czerpać korzyści z tej rewolucji niejako mimo woli. – Nasze firmy, zamiast kupować licencję czy całe platformy handlowe itp., mogą wykupić w nich tylko subskrypcję użytkownika. Podobnie jest z dostępem do mocy obliczeniowych w chmurze – zauważa Rosiecki. Poza tym, dzięki silnym powiązaniom z europejskim przemysłem automotive, trafiać będą do nas technologie Opla, BMW czy Volkswagena. 

Niemiej chcielibyśmy wsiąść do tego pociągu. W ciągu ostatnich parunastu miesięcy pojawiło się trochę nowych i istotnych inicjatyw. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) będzie finansować projekty startupów dla przemysłu, pomijając inicjującą rolę instytutów naukowych, które się w niej dotychczas nie sprawdzały. NCBR finansuje też częściowo, w ramach unijnego PO Inteligentny Rozwój, 10 kluczowych przedsięwzięć badawczo-rozwojowych, m.in. w takich branżach, jak lotnictwo, gry wideo, drony czy inteligentne urządzenia i systemy w energetyce. Z kolei resort nauki, wspólnie z Polską Akademią Nauk, zamierzają wkrótce powołać superuniwersytet skupiający się na najnowszych technologiach. Minister rozwoju wyszedł zaś z inicjatywą Polskiej Strategii Kosmicznej, która zakłada, że w najbliższych latach nasz sektor kosmiczny będzie się dynamicznie rozwijał i konkurował na światowym rynku wartym ok. 330 mld dol. (na razie jednak rodzima kadra kosmiczna liczy raptem 300 osób...). 

Jednym z najważniejszych kroków wspierających polską innowacyjność miały być programy, w ramach których państwo, poprzez PFR, dokładałoby swoje pieniądze do prywatnych środków funduszy venture capital, aby dofinansowywać najbardziej obiecujące, ale też ryzykowne startupy. Zamierzano tu uporać się z dwoma polskimi bolączkami: z marnowaniem publicznych funduszy na nieprawidłowo ocenione, nietrafione projekty (prywatny kapitał jest w takich ocenach dużo lepszy) i z „nieśmiałością” polskich inwestorów, którzy, dużo bardziej niż ich zachodni koledzy, boją się nowatorskich, a więc i niepewnych, przedsięwzięć. Niestety, rzeczywistość skrzeczy: publiczne pieniądze utknęły od miesięcy w meandrach proceduralnych. Niby mamy nowy, wspaniały klimat dla innowacyjności, ale jednak nie do końca... 


Mariusz Chłopik, dyrektor Biura Komunikacji Korporacyjnej i Marketingu Agencji Rozwoju Przemysłu

W Polsce udział innowacyjnych produktów w eksporcie  stanowi nie więcej niż 5 proc. jego wartości. Dlatego tak ważne jest wspieranie nowoczesnych technologii w naszym przemyśle. W tym zwłaszcza dynamicznego rozwoju robotyki, który jest jednym z warunków przeprowadzenia polskiego przemysłu z fazy 3.0 do 4.0. Wsparcie automatyki i robotyki należy obecnie do priorytetów Agencji Rozwoju Przemysłu. Generalnie zaś, inwestowanie w innowacyjność to recepta, aby wyjść z pułapki średniego wzrostu, która jest zagrożeniem dla wielu gospodarek. Wymaga to m.in. terminowego wdrażania polityk publicznych, których celem jest poprawa dostępu do zaawansowanej infrastruktury badawczej i komunikacyjnej, a także wzmocnienie ochrony praw własności i reformowanie rynków pracy. 

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty