Travel

Majówka historyczna

Fot. Archiwum autora

Długi weekend majowy – z kumulacją dni wolnych od pracy, zarówno tych świątecznych, jak i wynikających z „dziur” w kalendarzu – to doskonała okazja do bliższych i dalszych podróży. Najlepiej z historią w tle. 

Pierwszomajowe Święto Pracy, wbrew temu, co podpowiada intuicja, zawdzięczamy wydarzeniom zza Oceanu Atlantyckiego. Ustanowione zostało, by upamiętnić strajki robotnicze, które miały miejsce w 1886 r. w Chicago. Trzeba też jednak uczciwie przyznać, że nadanie mu w 1950 r. rangi państwowej w Polsce i jednocześnie dnia wolnego od pracy zawdzięczamy już przybyszom ze Wschodu. Zamiłowanie do niepracowania w Święto Pracy było tak silne, że przetrwało ono nawet okres transformacji i towarzyszy nam do dzisiaj. 

Święto Narodowe Trzeciego Maja swą genezę zawdzięcza jeszcze Rzeczypospolitej Obojga Narodów i uchwalonej właśnie tego dnia, w 1791 r., konstytucji. Za dzień warty upamiętnienia uznane zostało już dwa dni później. Świętem narodowym stało się po okresie zaborów w 1919 r., w drugiej odsłonie Rzeczypospolitej. Po raz kolejny do podziemia musiało zejść po II wojnie światowej, wraz z nastaniem krzewicieli kultu pierwszomajowego. Ponownie do łask zaczęło wracać już na początku lat 80., by finalnie, w 1990 r., odzyskać status święta państwowego i jednocześnie dnia wolnego od pracy. 

Bliskość terminów tych jakże różnych historycznie dni świątecznych daje okazję do wykorzystania ich w celach rekreacyjnych. Tysiące naszych rodaków w owym czasie udają się w mniejsze lub większe podróże. Zakres zainteresowań jest przy tym doprawdy imponujący: od prostego grilla w miejskiej oazie zieleni, poprzez aktywne wędrówki po Polsce, aż po podróże międzykontynentalne. Co ciekawe, czasami nawet pozostanie w rodzimym mieście (szczególnie tym większym) można traktować jako swoistego rodzaju egzotykę, gdyż z powodu chwilowego deficytu ludności zmienia się ono dosłownie nie do poznania. 

Z uwagi na historyczne konotacje dobrym pomysłem jest wykorzystanie tego czasu na zgłębienie historii naszego kraju. Świetną okazję ku temu daje np. Szlak Orlich Gniazd, który osobiście miałem okazję przetestować. Składa się na niego kilkanaście średniowiecznych ruin zamków i warowni (często w dość okazałym stanie), położonych na odcinku nieco ponad 160 km. I to wszystko nie w Dolinie Loary czy Szkocji, a pomiędzy Częstochową a Krakowem. 

Olsztyn (nie mylić z miastem w województwie warmińsko-mazurskim), Mirów, Bobolice, Ogrodzieniec, Rabsztyn, Babice, Pieskowa Skała, Ojców i jeszcze kilka warowni, z Wawelem włącznie, to najbardziej znane miejsca na Szlaku Orlich Gniazd. Umiejscowienie większości zamków na trudno dostępnych wapiennych skałach, budzące podobieństwo z ptasimi siedzibami, wyraźnie wskazuje, skąd wzięła się nazwa szlaku. Zamki pochodzą w większości z okresu panowania Kazimierza Wielkiego. Miały powstać na jego rozkaz w celu ochrony południowych granic Korony i biegnących tamtędy dróg handlowych. 

Szlak można przebyć samochodem, rowerem czy nawet pieszo. Samemu, z dziewczyną, chłopakiem, dzieckiem czy teściową. My pokonaliśmy go z naszym 2-letnim synkiem. Przy okazji odwiedziliśmy kirkut w Żarkach, Ojcowski Park Narodowy oraz trafiliśmy na Święto Pstrąga w Złotym Potoku. No dobrze, muszę się uczciwie przyznać, że nie była to majówka, a sierpień, jednak wierzę, że zbliżający się wiosenny wolny czas może być dobrym pretekstem, by odwiedzić ten wspaniały region. Bo przecież Polska jest najfajniejsza! 

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!