Finanse

Lotniskowa trampolina

© Shutterstock

W polskich portach lotniczych dynamicznie rosną przewozy, co pobudza rozwój samych lotnisk, a także stwarza okazję do rozwoju sektora turystycznego, logistycznego, e-sklepów i wielu innych firm z różnych branż. Łatwiej też może być tym, którzy szukają inwestora. 

Z roku na rok jest lepiej. Choć oficjalnych danych z całego kraju jeszcze nie ma, te z poszczególnych lotnisk pokazują, że 2016 r. był jednym z najlepszych w historii pod względem liczby odprawionych pasażerów i wielkości obrotów. Nasze największe lotnisko – na warszawskim Okęciu – zanotowało wzrost liczby pasażerów o prawie 14 proc., do 13 mln osób. A przecież w tym czasie nie odbywała się w stolicy żadna wielka impreza w rodzaju Euro. Rok wcześniej ruch pasażerski nasilił się zarówno w największych portach lotniczych, jak i w tych mniejszych, np. w Zielonej Górze, Bydgoszczy, Rzeszowie, Łodzi i Szczecinie. Generalnie wzrósł o 13 proc. – to dwa razy szybciej niż na świecie. 

Odpowiedź branży lotniczej jest błyskawiczna. Uruchamiane są nowe połączenia krajowe i zagraniczne. Ryanair zamierza w tym roku otworzyć u nas aż kilkanaście kolejnych połączeń. By obsłużyć ten rosnący ruch, porty lotnicze rozbudowują infrastrukturę, jak choćby Lublin Airport, Szczecin-Goleniów, Warszawa-Modlin czy Katowice-Pyrzowice. Jest to potrzebne, tym bardziej że nasze lotniska wciąż należą w Europie do tych mniejszych. 

Szansa dla handlu i produkcji

Na tle tego pasażerskiego boomu transport cargo dopiero w Polsce raczkuje: w 2015 r. wyeksportowano drogą lotniczą 80 tys. ton towarów. Dla porównania, drogą morską wysłano ok. 7 mln ton. Niemniej, od 2012 do 2016 r. przewozy powietrznego cargo zwiększyły się o 30 proc. 

– Dostępność portów lotniczych jest szczególnie ważna dla firm kurierskich i logistycznych, które mają międzynarodowe zlecenia i huby magazynowe przy lotniskach. Ponadto magazyn przy lotnisku pozwala na multimodalną organizację łańcucha dostaw i spełnienie wymagań nawet najbardziej wymagających klientów – zapewnia Wojciech Waryś z firmy doradczej Axi Immo. 

Drzemiący tu potencjał pokazała budowa terminalu cargo przy lotnisku Rzeszów-Jasionka. Jeszcze przed jej zakończeniem większość powierzchni wynajęto, przede wszystkim przewoźnikom. Wśród nich jest np. firma TS Logistics, która obsługuje takich operatorów logistycznych, jak Hellman Worldwide Logistics czy Dachser. Dużą powierzchnię wynajął też zarząd portu, aby obsługiwać samoloty transportujące cargo. 

Ułatwienia w międzynarodowych przewozach kurierskich mogą się oczywiście przełożyć na rozwój polskiego e-handlu. – Szybkość i jakość dostawy pozwala na budowanie pozycji rynkowej sklepu internetowego – przypomina Waryś. W końcu Amazon nie bez kozery uruchomił w 2016 r. system Prime Air, kupując 40 samolotów Boeing 767, które umożliwią mu samodzielny, dalekosiężny transport. Generalnie globalny przewóz cargo od 10 lat rośnie co roku o 6 proc., a sprzedaż przez internet – o 20 proc. W opinii ekspertów te zjawiska są ze sobą powiązane. 

Jeśli chodzi o polskie zakłady przemysłowe, w tym zwłaszcza firmy z sektora MSP, transport lotniczy jest dla nich pewnym ułatwieniem, ale na razie nie postrzegają go jako istotnego czynnika budowy przewagi konkurencyjnej. W sumie można to zrozumieć. Dla właściciela zakładu produkującego np. opony bliskość lotniska nie będzie miała większego znaczenia, bo transport samolotem będzie dla niego za drogi. W dodatku działki budowlane w pobliżu pasów startowych są również droższe od tych bardziej oddalonych. Ale taki producent też powinien być zadowolony z rozwoju pobliskiego lotniska, gdyż dzięki temu pojawia się wielu interesujących go klientów. 

– Istnienie lotniska i dobrej siatki połączeń lotniczych jest jednym z podstawowych kryteriów, które biorą pod uwagę międzynarodowi inwestorzy, wybierając lokalizację dla nowej fabryki – zwraca uwagę Jerzy Kalinowski z KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Kierownictwo zagranicznej korporacji ma dzięki temu możliwość szybkiego dotarcia do swojego biznesu rozwijanego na miejscu. – Przyciągając dużych inwestorów, lotniska w naturalny sposób sprzyjają rozwojowi sektora średnich i małych firm, które obsługują wielkie przedsiębiorstwa lub są ich dostawcami – mówi Kalinowski. Wokół dużych fabryk powstały choćby takie skupiska mniejszych biznesów jak klaster motoryzacyjny na Śląsku czy Dolina Lotnicza na Podkarpaciu. 

Ekspert KPMG wskazuje też na możliwość błyskawicznego dostarczania niewielkich drogich urządzeń istotnych dla bezproblemowej produkcji i realizacji zamówień. Bliskość rozwiniętej sieci połączeń to także lepsze możliwości podróżowania po świecie w celu promowania swojej spółki czy w poszukiwaniu inwestorów. 

Lotnicza turystyka

Przedsiębiorcy z branży turystycznej od razu odczuwają, że lotniska się rozwijają. W pierwszej połowie 2016 r. przybyło do nas 39,4 mln cudzoziemców (wzrost rok do roku o ponad 2,4 proc.), zaś liczba udzielonych im w hotelach noclegów zwiększyła się o 13 proc. A przy tym przylot samolotem był według Polskiej Organizacji Turystycznej najczęściej wybieraną drogą przyjazdu. 

Więcej turystów to lepsze zyski hoteli, restauracji, sklepów, punktów usługowych czy miejsc rozrywki oraz wszelkich firm wspomagających ich działania czy wytwarzających używane przez nie produkty. Przeciętny turysta podczas swoich odwiedzin zostawia u nas ok. 440 dol. Spośród wszystkich grup klientów najwięcej, bo aż 820 dol. na osobę, wydają u nas „turyści medyczni” przylatujący, aby poddać się zabiegom w polskich klinikach. Nie jest to może jeszcze grupa imponująca liczbowo (1 proc. przyjeżdżających), ale rocznie rośnie nawet o 20 proc. 

Kliniki i przychodnie, by przyciągnąć takich klientów, łączą się w specjalne stowarzyszenia działające na Zachodzie. Tego typu inicjatywy wsparło swego czasu Ministerstwo Gospodarki, realizując w latach 2012–2015 specjalny program promocji polskiej medycyny turystycznej. Efekty już widać, bo plasujemy się na 24. miejscu na świecie jako kraj-kierunek dla turystów medycznych. Powiększająca się sieć połączeń jest więc bardzo na czasie. 

Szansa dla innowatorów

Nastawione na rozwój lotniska stwarzają nowe możliwości dla innowatorów. Na przykład Kraków Airport i firma EC Group razem z Krakowskim Parkiem Technologicznym i we współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości stworzyły akcelerator startupów KPT ScaleUp. Przedsięwzięcie to należy do 10 tzw. Akceleratorów ScaleUp w całym kraju, nastawionych na zdobywanie innowacyjnych rozwiązań dla dużych polskich firm (patrz str. 50–54). Krakowski akcelerator w kwietniu przeprowadzi pierwszy nabór do swojego programu, którego celem jest wsparcie rozwoju startupów mających już opracowane przynajmniej prototypy. – Mamy nadzieję, że najlepsze pomysły realizowane w ramach tego projektu zostaną u nas wdrożone – mówi Radosław Włoszek, prezes Kraków Airport. W KPT ScaleUp poszukuje się zwłaszcza innowacji związanych z logistyką, magazynowaniem, zarządzaniem jakością i zasobami. Chodzi o przyciągnięcie nie tylko typowych informatycznych startupów tworzących aplikacje, ale także firm produkcyjnych projektujących urządzenia niezbędne do funkcjonowania lotniska. 

Z kolei port na warszawskim Okęciu był niedawno partnerem Warsztatów Innowacyjnych Pomysłów, programu pod auspicjami Agencji Rozwoju Przemysłu dla firm z sektora MSP (partnerem wcześniejszej edycji Warsztatów było PGNiG). Ich uczestnicy mierzyli się z takimi wyzwaniami, jak choćby zaprojektowanie inteligentnego systemu zarządzania oświetleniem pola manewrowego, modernizacja obiegu ciepła w rękawach pasażerskich czy uruchomienie modelu prognozowania przepływu pasażerów. Władze portu mają możliwość wdrożenia uzyskanych tą drogą rozwiązań, ale w momencie powstawania tego artykułu nie było jeszcze informacji, czy taką współpracę nawiązano. 

Zdaniem ekspertów tego typu projekty mają wielką przyszłość. – Stworzenie przez polskie lotniska specjalnego programu inkubacji czy akceleracji może stymulować znajdowanie innowacyjnych rozwiązań problemów operatorów lotnisk i pasażerów, a zarazem ułatwiać start- upom testowanie i komercjalizację ich produktów – mówi Kalinowski. 

Oczywiście i w tym przypadku bliskość dużej siatki połączeń oznacza lepsze szanse dla przedsiębiorców. – Łatwiej wtedy dotrzeć do dynamicznie rozwijających się młodych firm zarówno funduszom venture capital, które są ważnymi inwestorami we wczesnych fazach rozwoju biznesu, jak i przedstawicielom dużych przedsiębiorstw, które obecnie intensywnie poszukują na wszystkich rynkach obiecujących startupów oferujących innowacyjne produkty i usługi – zauważa Kalinowski. 

Efekty mnożnikowe

Już dziś lotniska odpowiadają za ok. 2 proc. naszego PKB. Szacuje się, że dzięki nim zatrudnienie może mieć nawet 200 tys. Polaków. Dalszy rozwój jest przesądzony. Dynamicznie rosnący trend, jeśli chodzi o liczbę przewożonych towarów i pasażerów, powinien się utrzymywać i wpływać na tysiące polskich przedsiębiorstw. To trampolina dla biznesu, która z czasem może się zamienić w samonapędzający się mechanizm. Ekonomiści nieraz wykazywali, że rozwój transportu, w tym lotniczego, nie tylko prowadzi do wzrostu i racjonalizacji produkcji, spadku jej kosztów czy zwiększenia inwestycji wewnątrzregionalnych, ale także kreuje tzw. efekty mnożnikowe. Jest to zjawisko o charakterze sprzężenia zwrotnego polegające na rozwoju wielu różnych przedsiębiorstw pod wpływem dodatkowego popytu wywołanego uruchomieniem czy rozbudową jakiejś działalności gospodarczej. Mówiąc krótko, efekty mnożnikowe są tym, o czym marzy każda lokalna gospodarka. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty