Liderzy

Po prostu Rotarscy

© materiały prasowe

Firma ANRO Anny i Stefana Rotarskich to częsty w Polsce przykład skupionego na dochodowych niszach biznesu rodzinnego, który zbudowało pierwsze pokolenie właścicieli, a teraz swoje spojrzenie i energię wnoszą do niego ich dzieci. Jest to też przykład udany pod każdym względem: biznesowym i rodzinnym. 

W 1985 r. Stefan Rotarski, z wykształcenia technik mechanik, pracował w urzędzie miejskim i w spółdzielni Społem w Zawierciu. Ale ciągnęło go do bycia „na swoim”. Uważał, że „na posadach się bywa”, a on szukał stabilizacji oraz „jakości w pracy i w życiu”. Wtedy też zwrócił uwagę na siermiężny i mało czytelny wygląd znaków bezpieczeństwa w miejscach, w których pracował. Pomyślał, że warto sprawić, aby były lepiej widoczne, a ich przekaz natychmiast trafiał do patrzącego. Żeby właściwie spełniały swoją funkcję, a nie były, bo być muszą. 

Rowerem na pocztę

To właśnie zainspirowało go, by założyć firmę produkującą znaki bezpieczeństwa. Skłonił żonę, żeby zrezygnowała z pracy w miejscowej fabryce opakowań blaszanych, a sam, będąc jeszcze przez chwilę „na posadzie”, wsparł ją w zarządzaniu młodym przedsiębiorstwem. Bo Anna Rotarska, na którą je zarejestrowano, zajęła się sprzedażą i wysyłką. Mieli zapał, cztery ręce do pracy, dwa pomieszczenia produkcyjne o łącznej powierzchni 24 mkw. i jeden rower, którym jeździli na pocztę, żeby nadawać paczki z zamówieniami od pierwszych klientów. 

Do 1989 r. konkurencji właściwie nie mieli i pędzili do przodu, wytwarzając swoje znaki na blasze i płytkach PCV, bo taka była wówczas technologia. A potem to wszystko musiało wyhamować. Pan Stefan wspomina ten czas przełomu w rodzimej przedsiębiorczości jako „wolną amerykankę”: biznesy powstawały na potęgę, można było szybko i łatwo zarobić, a o BHP mało kto myślał. ANRO zaczęła tracić klientów, ale jakoś trwała. 

Na szczęście w 1991 r. weszły w życie nowe przepisy regulujące bezpieczeństwo w miejscu pracy i były potrzebne nowe znaki. ANRO nawet rozbudowała halę produkcyjną. Rotarski, obawiając się jednak kolejnego spadku popytu, zastanawiał się, co dalej. Uznał, że trzeba poszerzyć działalność. 

Ratunek w dywersyfikacji

Na Zachodzie był już wtedy boom na etykiety samoprzylepne. A pan Stefan razem z nastoletnią córką Magdą, która znała angielski, jeździł na targi do Niemiec, Francji, Włoch i przyglądał się nowościom. W dużej mierze właśnie poprzez nawiązane wtedy kontakty dowiedzieli się o fleksografii, niezwykle dynamicznie rozwijającej się technice druku. W 1996 r. Rotarski kupił pierwszą maszynę „flexo”, a kolejne w 2002 i 2006 r. Dziś część firmy, czyli ANRO Flexo, drukuje etykiety m.in. na papierze,  folii, lakierowane, ze specjalnym klejem. Wkrótce zostanie kupiona kolejna nowoczesna maszyna. 

Ale Rotarscy nie zapomnieli też o rozwijaniu swojej oferty związanej z BHP. W 2008 r. rozpoczęli sprzedaż i wdrażanie zabezpieczeń w postaci blokad Lockout  Tagout (kłódki, uchwyty, zapadki), które służą do odcinania energii zasilającej urządzenia produkcyjne, np. podczas ich konserwacji. 

Jakieś pięć lat temu ANRO wzbogaciła się też o trzecią „nogę biznesową” – studio druku wielkoformatowego o nazwie Proofanacja. Jego możliwości obejmują m.in. druk na drewnie, pleksi, szkle, metalu, tkaninach, papierze. – Konkurencja rośnie i wymagania klientów są coraz większe, technologia ciągle idzie do przodu. Kto się nie rozwija, powinien kończyć działalność – mówi Rotarski. 

Przed firmą wdrożenie strategii na najbliższe dwa lata. ANRO dąży do wzrostu w każdym obszarze swojej działalności. – Trudno faworyzować jedną część przedsiębiorstwa. Każdy jego wydział pracuje efektywnie – mówi Łukasz Rotarski, syn Stefana, a od niedawna wiceprezes rodzinnej spółki. 

Jeśli chodzi o znaki bezpieczeństwa, coraz  bardziej będzie się dla ANRO liczyć zagranica  (wysyła je m.in. do Niemiec, Holandii, Szwajcarii, Czech, Irlandii, krajów nadbałtyckich, skandynawskich i Rosji). Eksport w tym wypadku wynosi 30 proc. jej sprzedaży, ale wkrótce może to być połowa, bo polski rynek powoli się nasyca. 

Energia młodego pokolenia

W 2015 r. ANRO przekształciła się z jednoosobowej działalności w spółkę z o.o. Pan Stefan planuje niebawem przekazać udziały dzieciom. Łukasz już od kilku lat związany jest z firmą. Obie córki państwa Rotarskich w tej chwili bardziej skupiają się na swoim życiu prywatnym, ale w miarę możliwości pomagają w sprawach kadrowych, administracyjnych czy związanych z obsługą zarządu. 

Nieco ponad 30-letni Łukasz nazywa siebie „czwartym dzieckiem w rodzinie”, bo na świecie najpierw pojawiły się jego siostry, potem firma, a on – kilka miesięcy po niej. Rósł razem z nią i przy niej: biegał w pobliżu zakładu, przypatrywał się produkcji. Gdy poszedł na studia (skończył w Krakowie zarządzanie i międzynarodowe stosunki gospodarcze), próbował zrealizować różne własne pomysły biznesowe, bo chciał się sprawdzić jako przedsiębiorca, ale po roku był już w ANRO. Samodzielne doświadczenia nie dawały mu satysfakcji. W tym czasie wziął też udział we wspólnym projekcie Inicjatywy Firm Rodzinnych i PARP i zrozumiał, jak wielką wartością jest rodzinny biznes. 

Młodym, którzy wahają się, czy w taki biznes wchodzić, czy raczej wybrać pełną niezależność, radzi, by wcześniej poszerzyli swoją wiedzę i praktykowali w rozmaitych miejscach przez minimum dwa, trzy lata. Sprawdzanie się w różnych warunkach jest najlepszą lekcją. Można też docenić to, co się ma. Łukasz, choć znacznie szybciej, przetestował to na sobie. Często pojawia się wtedy chęć przejęcia dzieła przodków i dobudowania do niego kolejnych pięter. – Ale systematycznie, bez szarżowania – zaznacza Łukasz. 

Do ANRO wniósł swoje spojrzenie z dystansu. Unowocześnił firmę dzięki usprawnieniu w niej obiegu informacji, stworzeniu jej tożsamości wizualnej oraz strategii dla marek ANRO i Proofanacja. Przyjrzał się też zatrudnieniu. – Warto czasem podjąć ryzyko i zaufać komuś nowemu, kto może dać firmie dużo z siebie. Uzasadnione zmiany w kadrze są naturalne. Stawiamy jednak przede wszystkim na osoby, które są z nami najdłużej. W dzisiejszych czasach jest to wartość, którą należy podkreślać – mówi. 

Choć Stefan Rotarski jest silną osobowością, docenia to, co może dać firmie młode pokolenie. Ale dodaje: – Młodzi muszą mieć świadomość, że wraz z naszym dorobkiem dziedziczą odpowiedzialność. 

Brzmi to jak krótki kurs pokory od przedsiębiorcy, który zapracował na swoją pozycję. 

-------------------

Anna i Stefan Rotarscy

Twórcy, właściciele i szefowie firmy ANRO Sp. z o.o. z Zawiercia-Kromołowa na Śląsku założonej w 1985 r. jako jednoosobowa działalność gospodarcza. Firma specjalizuje się w systemach bezpieczeństwa oraz technologii druku i zatrudnia ponad 80 osób. W zeszłym roku jej sprzedaż wzrosła o 14 proc.

2011 – Stefan Rotarski wybrany Menedżerem Zagłębia.

2016 – Łukasz Rotarski, syn Stefana i Anny oraz wiceprezes ANRO, został prezesem Oddziału Śląskiego stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty