Wypatrzone przez ŚWIDERKA

Zejść ze sceny i zachować twarz

© Andrzej Wieteszka

Warto uczyć się na błędach innych i dlatego dobrze jest poznać przyczyny bankructwa czy, mówiąc ogólniej, zakończenia działalności tej czy innej firmy. Wiele ze schodzących z rynku startupów pisze ostatnie listy i czasami dzieli się w nich spostrzeżeniami, co poszło nie tak. 

W grudniu 2016 r. ze światem pożegnała się  firma Pebble, producent smartwatchy. Jej aktywa za 35–40 mln dol. przejął  Fitbit, producent galanterii elektronicznej, znany głównie z opasek fitnessowych. Eric Migicovsky, szef Pebble, informując o zdarzeniu  na blogu, nie powiedział, co – jego zdaniem – poszło  nie tak. Przyznał, że było wiele powodów, które sprawiły, że firma nie była w stanie dłużej samodzielnie działać. 

W samym pożegnaniu „nie tak” było to, że właściciele smartwatchy Pebble zostali praktycznie na lodzie, bo wsparcie dla tych urządzeń ma być wygaszone. 

Media przypomniały, że w 2015 r. Citizen chciał kupić Pebble za 740 mln dol. Jej właściciele odrzucili tę ofertę. Potem wartą 70 mln dol. ofertę – również odrzuconą – złożył Intel. Kwota, jaką za aktywa Pebble zapłacił Fitbit, wystarcza na pokrycie jej długów. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że odrzucając ofertę Citizena, założyciele firmy wykazali zbyt dużą pewność siebie. Pozostaje mieć nadzieję, że z tej lekcji wyciągną wnioski na przyszłość. 

Czasami, gdy firma nie kwapi się, by powiedzieć,  co poszło nie tak, warto zajrzeć do sądu. Tak jak w przypadku Skully, która dzięki finansowaniu społecznościowemu na serwisie Indiegogo zebrała ponad 2,4 mln dol. (niemal 10 razy więcej niż planowała), a dodatkowy milion pozyskała od inwestorów finansowych. 

Skully zapowiadała, że wyprodukuje wspaniały kask motocyklowy wykorzystujący rozszerzoną rzeczywistość. Kask nie powstał, a firma za pośrednictwem  Indiegogo poinformowała, że bankrutuje, bo nie udało się jej pozyskać dodatkowego finansowania niezbędnego do ukończenia projektu. – Zdajemy sobie sprawę, że jest wiele pytań bez odpowiedzi i że jest to bardzo denerwująca sytuacja. Jest nam naprawdę przykro – napisano w pożegnalnym liście. 

Tymczasem z pozwu sądowego wynika, że część zebranych środków wykorzystano nie na projekt, tylko m.in. na zakup mieszkań, a także gadżetów elektronicznych, jak również na kupno Audi R8, dwóch Dodge Vipers i czterech nowych motocykli. 

Dużo bardziej odpowiedzialnie zachowali się założyciele GoZoomo, hinduskiego startupu, który za cel postawił sobie zbudowanie platformy do handlu używanymi samochodami. Firma od funduszy VC dostała 7 mln dol., z czego – do chwili ogłoszenia zakończenia działalności – wydała połowę. 

Jak stwierdzili założyciele GoZoomo, mimo kilku prób, nie udało im się zbudować modelu biznesowego, który pozwoliłby – tak jak planowali – na szybki wzrost firmy i uzyskanie rentowności. Po analizie możliwych działań – od kontynuowania działalności i jednoczesnego poszukiwania kolejnego pomysłu na model biznesowy, przez zostanie dilerem używanych aut, po poszukiwanie chętnego, który przejmie firmę – uznali, że pieniądze, które jeszcze są w kasie, powinny wrócić do VC, by za ich pośrednictwem mogły trafić w miejsca, które lepiej rokują. 

Nie wiadomo, czy założyciele tej firmy wrócą na rynek z kolejnym pomysłem. Jedno jest pewne – zdobyli uznanie tym, że trzeźwo ocenili szanse i skończyli projekt, nim skończyły się pieniądze. Tak zazwyczaj w startupach się nie dzieje. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty