Nowe Technologie

Przenosimy sklep do internetu

© Shutterstock

Przeniesienie działalności handlowej do internetu to dobry sposób na zwiększenie sprzedaży, liczby klientów, wyjście poza lokalne opłotki. Nie jest też szczególnie skomplikowane,  ani drogie. I można skorzystać z technologicznych gotowców. 

Coraz więcej przedsiębiorstw przenosi się do internetu w całości lub częściowo – twierdzą przedstawiciele firm oferujących platformy do zakładania i prowadzenia sklepów online. Sergiusz Olszowy, specjalista ds. e-commerce ze spółki Dreamcommerce, do której należy platforma Shopper, podkreśla, że możliwości stwarzane przez sieć docenia też coraz więcej firm z bardzo długimi tradycjami. Takich jak np. Podkowa z Lublina, założona jeszcze przez dziadka obecnego właściciela w 1894 r., która produkuje i sprzedaje produkty do pracy z końmi. Dzięki uruchomieniu sklepu online handluje także w wielu krajach Europy. To zresztą jeden z powodów otwierania sklepu w sieci: jest nie tylko dużo tańszy w utrzymaniu i odpadają różni handlowi pośrednicy, ale też ma ogromny zasięg i pomaga się dowiedzieć o klientach dużo więcej niż sklep stacjonarny – choćby dzięki tzw. ciasteczkom. 

Krok 1 – rekonesans i nazwanie  grupy docelowej

Przemek Wysota, architekt rozwiązań w firmie doradczo-wdrożeniowej Optimatis, przestrzega, by przed przenosinami do internetu zrobić dwie rzeczy: po pierwsze, dostosować do działalności online to, co robiliśmy dotąd metodami tradycyjnymi. Jeśli np. przechowujemy dane klientów w dokumentacji papierowej, powinniśmy przenieść je do cyfrowej – najlepiej do systemu CRM, który pozwala lepiej nimi zarządzać. Po drugie, trzeba się upewnić, czy znamy odpowiedzi na podstawowe pytania: kto jest naszą grupą docelową, jak chcemy być postrzegani przez nią i przez rynek, co stanowi wartość, którą możemy dostarczyć klientom jako „przynętę”? Możliwe bowiem, że nasza klientela jest zdefiniowana zbyt szeroko (częsty błąd zwłaszcza niedużych firm) i przez to nie potrafimy stwierdzić, kogo (pod względem płci, wieku, dochodów, ale także stylu życia, konkretnych potrzeb) oraz jak – chcemy przyciągnąć i zatrzymać.  

Krok 2 – hosting i domena

Przejdźmy do rozwiązań technologicznych, dzięki którym nasz sklep będzie funkcjonował. Tu czyhają czasem pułapki związane choćby z „lokum” dla sklepowej strony, czyli hostingiem, bez którego internauci nie mieliby do niej dostępu. – Na początku wybraliśmy tzw. serwer dedykowany i dopiero z czasem zdaliśmy sobie sprawę, że mocno przepłacamy, ponieważ ponosimy duże koszty hostingu, którego nie wykorzystujemy nawet w połowie – wspomina Kamil Puchowski, dyrektor zarządzający w spółce Konsoleigry.pl, sprzedającej w internecie konsole, gry i związane z nimi akcesoria.

Hosting dedykowany to dostęp do własnego, wydzielonego przez usługodawcę serwera. Dysponujemy wtedy jego pełną mocą obliczeniową i za to płacimy. Ma to sens dla dużych portali czy gigantycznych sklepów internetowych. Jednak najczęściej jest mocno na wyrost.

Firma Puchowskiego przeszła na hosting elastyczny, gdzie płaci się stosownie do faktycznego ruchu na stronie. Teraz, w zależności od tego, ilu jest na niej użytkowników, platforma hostingowa sama rozlicza koszty i zarządza mocą obliczeniową oraz łączem.

Z hostingiem nierozerwalnie łączy się domena, czyli nazwa naszej powstającej strony. Jakieś 10 lat temu specjaliści radzili, aby tworzyć domeny zawierające w sobie najważniejsze dla naszego biznesu słowa kluczowe, niemniej ta porada przestała się sprawdzać, ponieważ algorytmy wyszukiwarki stały się bardziej zaawansowane i strony o takim adresie nie pozycjonują się już tak dobrze jak kiedyś. Lepiej więc, by domena dotyczyła naszej marki, a nie składała z ciągu słów kluczowych. Poza tym powinna być krótka lub łatwa do zapamiętania i do wymówienia. I niech się nie kojarzy z cudzą domeną, która może być objęta prawami własności. 

Krok 3 – wybór platformy i dodatków, ale...

Jeśli chodzi tylko o sklep i stosowane w nim narzędzia (jak systemy przyjmowania płatności, czat na żywo z użytkownikami, usługi logistyczne itp.), wiele rzeczy oferuje się w ramach abonamentu. Nie musimy więc płacić za wykonanie rozwiązania od podstaw, co, przynajmniej jeśli chodzi o potrzebną na początek gotówkę, jest nieporównywalnie tańsze i obarczone mniejszym ryzykiem utraty płynności finansowej. Nie wspominając o innym niebezpieczeństwie: że wynajęty programista zaprojektuje nam coś źle, a ulepszanie i poszerzanie funkcjonalności będzie trudne i drogie.

Stworzenie nowoczesnego e-sklepu może kosztować nawet 20 tys. zł, podczas gdy abonament za dostęp do platformy sklepowej – ok. 80 zł miesięcznie. W dodatku taka platforma łatwo się integruje ze wspomnianymi wyżej narzędziami.

Zanim przeniesiemy się do internetu, rozważmy więc możliwości rynkowej oferty pod kątem naszych potrzeb, zasobów i planów na przyszłość. Jeżeli zdecydujemy się na gotowy moduł, zwróćmy uwagę na to, czy usługodawca zapewnia 24-godzinne wsparcie techniczne i pomoc w konfiguracji, a także na limit produktów umieszczanych w sklepie (ponad 1 tys. produktów może oznaczać już abonament wyższy o kilkaset złotych miesięcznie) oraz czy możliwe są inne wersje językowe i czy dostępna jest łatwa do skonfigurowania integracja z płatnościami elektronicznymi, usługami logistycznymi i systemami fakturowymi. Sprawdźmy również, czy platforma nadąża za wymaganiami współczesności: czy przygotowana jest mobilna wersja strony sklepu i czy w cenie otrzymujemy certyfikat bezpieczeństwa SSL (zabezpiecza transakcje – jest konieczny, gdy przewidujemy dla użytkowników formularze płatności i rejestracyjne). Ewentualnie możemy taki certyfikat wykupić oddzielnie.

... można zacząć od megagotowca

Chcąc uniknąć doboru technologicznych narzędzi i nauki ich obsługi, możemy rozpocząć sprzedaż online za pośrednictwem serwisu Allegro czy któregoś z zagranicznych, jak choćby eBay, ewentualnie innych, mniejszych platform aukcyjnych. Serwisy te pobierają prowizje od naszej sprzedaży (bądź opłaty za wstawienie ogłoszenia) oraz dodatkowe opłaty za promowanie naszych produktów, ale za to mają już wszystko skonfigurowane. My jedynie rejestrujemy swoje konto. 

Zachęcamy zresztą do przetestowania tej opcji, choćby po to, by sprawdzić, jakie zainteresowanie wzbudzimy u internautów naszą ofertą. Może się zdarzyć, że w internecie będziemy generować bardzo przeciętne dochody, przez co własny sklep okaże się mało opłacalny. 

Krok 4 – prawo i sieć

E-sklep dysponuje danymi osobowymi swoich klientów. Jeśli firma wykorzystuje je nie tylko do wystawiania faktur czy w sprawozdawczości finansowej, ale także w celach marketingowych, ich zbiór musi zgłosić do rejestracji w GIODO. Musi też zapewnić ochronę tych danych (technicznie i organizacyjnie). Zbioru nie trzeba zgłaszać, jeśli się powoła i zarejestruje w GIODO administratora bezpieczeństwa informacji (ABI) – wyjątkiem są tzw. dane wrażliwe. ABI to wielkie ułatwienie, ale musi spełniać określone ustawą zadania i wymogi (np. powinien mieć wyższe wykształcenie) i trzeba mu zapewnić odpowiednie warunki. Wysyłaniem zgłoszeń, przeprowadzaniem obowiązkowego audytu i przygotowaniem odpowiedniej dokumentacji mogą się też zająć biura rachunkowe i doradcy.

Poza tym, jeśli będziemy używać  plików cookies musimy informować o tym swoich użytkowników. Mile  widzianym, choć nieobowiązkowym dokumentem, jest także nasza polityka prywatności. Najczęściej umieszczamy w niej informacje o plikach cookies,  czasami o tym, jakie dane i w ramach  jakiej usługi są przetwarzane czy też jak są chronione.

Trzeba też opracować regulamin świadczenia usługi, opisując w nim naszą politykę prywatności i reguły dotyczące m.in. sposobu realizacji zamówień, wymagań technicznych po stronie klienta czy postępowania w związku z reklamacjami i zwrotami. Jeśli nie chcemy zajmować się tym sami lub nie czujemy się na siłach, stworzenie regulaminów możemy zlecić. 

Krok 5 – marketing  w sieci

Uruchamiając e-sklep, trzeba dotrzeć z informacją o nim do naszej grupy docelowej w sieci. – Sama strona jest jak domek na pustyni. Musimy stworzyć ścieżki, po których klienci do nas przyjdą – tłumaczy obrazowo Joanna Ceplin, trenerka skutecznej komunikacji online. 

Dalej przedstawiamy najpopularniejsze działania marketingowe w sieci, dzięki którym klient może się dowiedzieć o sklepie, ale jest ich oczywiście dużo więcej.

1. SEO (pozycjonowanie) – celem jest wyświetlenie naszego sklepu jak najwyżej w wynikach wyszukiwarki (tzw. organicznych, czyli nie wskutek płatnej reklamy typu  AdWords), po wpisaniu do niej wybranych  kluczowych słów czy fraz. W ogromnym uproszczeniu, droga do tego celu wiedzie poprzez linki, które będą kierować do nas internautów z innych stron, czyli, „zdaniem” algorytmów Google’a, nas „polecać”. To jednak proces czasochłonny i często trudny. Jeśli chcemy przejmować ruch z wyszukiwarki, a nie mamy czasu na SEO, możemy wykupić reklamy typu AdWords (za ok. 300 zł przy promocji niszowej oferty na lokalnym rynku, poprzez 500–1500 zł przy popularnych frazach na skalę ogólnopolską, po wyższe kwoty przy kampaniach na cały świat).

2. Działania w serwisach społecznościowych – tutaj też albo przeznaczamy dużo czasu (zwykle co najmniej rok) na zbudowanie zasięgu, żeby kierować internautów na naszą stronę, albo wykupujemy reklamy, choćby na Facebooku, gdzie, w ramach testu, możemy zacząć od wydania na ten cel np. 100 zł.

3. E-mail marketing – pozyskujemy e-maile swoich obecnych i potencjalnych klientów,  żeby potem wysyłać im wiadomości z ofertami.

Pamiętajmy, by mierzyć skuteczność tych działań: robić testy, sprawdzać ich efekty, wyciągać wnioski i wprowadzać zmiany. Również do tego są bezpłatne narzędzia, m.in. Google Analytics.

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty