Felieton na koniec

O pewnym paradoksie

© materiały prasowe

Półtora roku temu, w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego, prowadziłem niezwykle ciekawą dyskusję na temat relacji między kulturą a biznesem. W jej trakcie pojawił się wątek, który odtąd nie daje mi spokoju. 

Leszek Możdżer (tak, tak, ten właśnie), wsłu­chując się podczas tej dyskusji w liczne wypowiedzi podkreślające konieczność maksymalizowania tempa wzrostu gospodarczego, zapytał: „Ale czemu?”. Zapanowała pewna konsternacja, bo czy zanegowanie tej konieczności to nie herezja? Dalsza dyskusja pokazała jednak, że nie i że zbyt często tkwimy w przekonaniach determinujących wszystko, co robimy, nie zadając sobie pytań o ich głębszy sens. Zatracamy się w codziennym pędzie i gubimy to, co być może najważniejsze. 

Formułowanie skrajnych ocen (w uproszczeniu: pieniądze dają szczęście kontra pieniądze szczęścia nie dają) nie jest właściwe. Społeczeństwo jest różnorodne i dynamiczne – zawsze są jakieś trendy dotyczące potrzeb, zachowań, ocen, ale też liczne od nich odstępstwa. Dla jednych sensem życia jest nieustanny rozwój, dla innych – samo życie, bez ciągłego ścigania się z innymi. Dla jednych bogactwo jest nieodzownym elementem szczęścia, dla innych życie w skromności. I żadnej z tych postaw nie można deprecjonować czy wynosić na piedestał. Znamienna jest jednak rada, jakiej udzielił mi kiedyś mój przyjaciel, który odniósł wielki sukces zawodowy i finansowy: „Adam, żyj skromnie i spokojnie,  nie angażuj się już w biznes”. Niezależnie od tego, czy go posłuchałem, uznałem tę radę za mądrą i szczerą. 

Relacja bogactwa i szczęścia jest coraz częściej przedmiotem badań naukowych. I co ważne – zajmują się tym także ekonomiści. Słyszeliście o paradoksie Easterlina? Richard Easterlin, profesor ekonomii z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, stwierdził, że co prawda w obrębie danego społeczeństwa, wraz ze wzrostem jego dochodów, ludzie odczuwają większe szczęście, ale zależności tej już nie ma, jeśli porównuje się społeczeństwa o różnej zamożności (często te biedniejsze są bardziej zadowolone z życia niż bogatsze). Ponadto po osiągnięciu pewnego stopnia zamożności dalszy jej wzrost nie zwiększa satysfakcji z życia. Nie wiem, czy faktycznie należy to traktować jako paradoks, ale z pewnością była to słuszna obserwacja, kiedy powstała, czyli w latach 70., gdy przepływ informacji nie był tak intensywny i łatwy jak dziś. 

W obrębie danej społeczności mamy stosunkowo dobry dostęp do wiedzy na temat innych jej członków. Z łatwością się porównujemy i wyzwalamy w sobie chęć posiadania tego, co mają inni. A fakt, że zdobycie tego często nie jest proste czy możliwe, niestety nas unieszczęśliwia. Współczesne środki komunikacji ułatwiają porównywanie się także z członkami innych społeczności, które coraz bardziej się unifikują, tworząc społeczeństwo, w sensie informacyjnym, globalne. Zatem paradoks Easterlina zaczyna zanikać, ustępując miejsca regule: „pieniądze dają szczęście, ale tylko ubogim” (o czym pisze prof. Janusz Czapiński w artykule „Ekonomia szczęścia i psychologia bogactwa”). Biedniejsze społeczeństwa, choć nadal często bardziej zadowolone z życia niż bogatsze, obserwując na co dzień życie tych drugich, zaczynają do niego aspirować. Jeśli jest ono trudno osiągalne, prowadzi to do frustracji, różnie rozwiązywanych (co widać w codziennych wiadomościach), i spadku poczucia szczęścia. Jednocześnie u osób, które osiągnęły pewien poziom zamożności i nadal się bogacą, nie rośnie już wyraźnie satysfakcja z życia, a czasami (paradoksalnie!) maleje. 

Coraz trudniej znaleźć interesujące cele, brak czasu na ich szukanie i realizację. A skoro tak, to żeby podnieść poziom odczuwanego szczęścia w społeczeństwie, należy tak kształtować warunki funkcjonowania gospodarki, aby przede wszystkim ułatwić bogacenie się najuboższych. 

Na koniec coś z naszego podwórka. Według badań  zespołu prof. Czapińskiego (program „Diagnoza społeczna”) trzy najważniejsze czynniki wpływające na tzw. dobrostan psychiczny Polaków to: wiek (wpływ  in minus), małżeństwo (in plus) i nadużywanie alkoholu (in minus). Dochód jest dopiero na miejscu czwartym, z wpływem oczywiście pozytywnym. Życzę więc Państwu w nowym 2017 roku po prostu szczęścia. 

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?