Strategie

Zarabianie na koronach, pniach i korzeniach

© Getty Images

Chęć odkrycia, kim byli nasi przodkowie, gdzie żyli i czym się zajmowali, napędza popyt na usługi genealogiczne. W odpowiedzi wyspecjalizowane firmy ustalają na konkretne zlecenie fakty, przygotowują dokumentację i łączą przeszłość z teraźniejszością. 

Tego rodzaju usługi świadczą często pasjonaci, którzy zaczynali od sporządzenia drzewa genealogicznego na własne potrzeby, jak np. Jakub Lutosławski, współzałożyciel firmy Archivia z Łodzi. Odtworzył on losy swojej rodziny, a gdy uznał, że zdobył potrzebną wiedzę i umiejętności, ponad pięć lat temu wspólnie ze znajomymi ze studiów założył genealogiczne przedsiębiorstwo, które obsługuje dziś ok. 50 klientów rocznie.

Podobnie było z Olegiem Chorowiecem, prezesem radomskiego Biura Genealogii i Heraldyki Nowina. On też zaczął od ustalenia historii przodków własnych i żony – Polki. Potem pasja zmieniła się w sposób na życie. – Dziś tego rodzaju badania to moja jedyna działalność zawodowa – mówi.

Dla osób, firm i urzędów

– Oferujemy opracowanie genealogii rodu lub rodziny. W ramach tej pierwszej sporządzamy wywód przodków w linii prostej, a w ramach drugiej wywód krewnych wstępnych oraz z linii bocznych – opisuje Lutosławski. – Standardowa genealogia obejmuje podstawowe informacje o przodkach, czyli datę urodzenia i śmierci, określenie małżonka czy miejsca zamieszkania. Na życzenie klienta zakres ten może być rozszerzony np. o informacje o posiadanym majątku czy wykonywanym zawodzie.

Łódzka firma tłumaczy również archiwalia, m.in. ze staropolskiego, łaciny, rosyjskiego i niemieckiego, czy szuka dokumentów, które mogą np. pomóc ustalić właściciela danej nieruchomości. Przy czym nie każe sobie płacić z góry, jak robi to wielu nowych w tej branży. – Bierzemy pieniądze tylko za to, co faktycznie odkrywamy. Oczywiście to nasze ryzyko, czy uda się coś znaleźć, ale dzięki wiedzy i doświadczeniu już po wstępnej rozmowie wiemy, czy jest sens podejmować się zadania, czy nie, bo np. dokumenty dotyczące rodu się nie zachowały, gdyż znajdowały się w kościele, który spłonął w czasie wojny – wyjaśnia Lutosławski i dodaje, że pobieranie opłat za przejazdy czy kwerendy w sytuacji, gdy i tak wiadomo, że nic z tego nie wyniknie, byłoby nieuczciwe.

W przypadku odtwarzania genealogii jego firma liczy sobie „od przodka”. Cena zależy też od ilości informacji na jego temat. Za podstawowe dane opłata wynosi 246 zł brutto za osobę. Ale jeżeli klient chciałby też odnaleźć np. certyfikat szlachecki czy poszukać należących do przodka nieruchomości, koszt za osobę rośnie nawet do 500 zł. Najwięcej zleceń jest w okolicy świąt – wielkanocnych i Bożego Narodzenia – gdy np. dzieci zamawiają drzewo genealogiczne rodziny jako prezent dla rodziców.

Z usług Archivii korzystają nie tylko klienci indywidualni, ale także urzędy, spółki skarbu państwa i prywatne firmy. Z roku na rok popyt rośnie. Wiele zleceń pochodzi od Polaków, którzy mieszkają za granicą, np. w Kanadzie, i pragną odszukać swoje korzenie. – To zwykle ludzie majętni, w dojrzałym wieku, którzy w swoim towarzystwie nie zaimponują nowym mercedesem, a genealogią rodu do XI w. już tak. Dla takich klientów wydanie np. 75 tys. zł za odkrycie historii rodziny nie stanowi problemu – mówi Lutosławski, który wspomina też, jak pracownicy jednej z dużych sieci handlowych w kraju zlecili odnalezienie przodków swojego prezesa.

Kresowe rody

Nieco inna jest klientela Olega Chorowieca. Jego działająca od 2005 r. firma oferuje prowadzenie poszukiwań na dawnych terenach Rzeczypospolitej, które dziś należą do Ukrainy. – Najczęściej odnajdujemy i badamy korzenie osób, które są potomkami polskich rodzin szlacheckich żyjących na Kresach – mówi Chorowiec.

Oferta Nowiny jest zbliżona do tej Archivii: tworzenie drzewa genealogicznego, odnajdywanie zdjęć przodków oraz dokumentów, które np. potwierdzają prawo do posiadania herbu czy własności ziemskiej bądź innego majątku. Biuro tłumaczy także z łaciny czy dawnej polszczyzny. – Genealogię dokumentujemy od najstarszego ustalonego przodka do czasów współczesnych. Tłumaczymy też etymologię nazwiska i ustalamy gniazdo rodzinne, czyli miejsce, z którego wywodzi się ród – wyjaśnia Chorowiec. Jego klienci najczęściej chcą po prostu poznać losy swej rodziny lub odkryć swoje pochodzenie czy zaszczepić dzieciom zamiłowanie do historii.

Zdaniem właściciela Nowiny na rynku usług genealogicznych panuje „pozytywna stabilizacja”. Klientów przybywa, ale nie lawinowo, tym bardziej że wraz z popularnością usług rośnie też konkurencja. Tej jednak Chorowiec się nie boi, bo wie, że na terenie jego poszukiwań nikt nie ma tak rozbudowanej sieci kontaktów. – W każdym większym archiwum na Ukrainie mam swoich współpracowników, którzy wykonują dla mnie badania bądź wstępne kwerendy na zlecenie – wyjaśnia.

Podobnie jak Archivia, jego firma też obsługuje kilkanaście dużych zleceń rocznie (wartych nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych) i nie pobiera opłat z góry, a jedynie zaliczkę, gdy z początkowych ustaleń wynika, że badania powinny być owocne. – Każde zlecenie traktujemy indywidualnie. Najpierw bezpłatnie sprawdzamy, co możemy odnaleźć, a potem omawiamy z klientem zakres prac, terminy i koszty. W czasie realizacji jesteśmy z nim w ciągłym kontakcie, bo może się okazać, że odnajdziemy więcej, niż potrzebuje lub może zapłacić.

Internet i rekomendacje

Aleksandra Kacprzak z firmy Genoroots z Grudziądza też zauważa wzrost popularności usług genealogicznych i tłumaczy to faktem, że coraz więcej dokumentów można znaleźć za darmo w internecie. – Ich skany zamieszczają archiwa państwowe. Dzięki temu wiele osób próbuje samodzielnie, siedząc przy komputerze, odtworzyć historię swojej rodziny. Kiedy jednak wyczerpią się źródła dostępne w sieci, sięgają po fachową pomoc, na zaawansowanym etapie niezbędną – mówi Kacprzak, której przygoda z genealogią zaczęła się, dla odmiany, od wsparcia ulubionego autora książek w jego poszukiwaniach.

– Nie miałam wtedy pojęcia o archiwach ani o genealogii, ale gdy otworzyłam pierwszą księgę i zobaczyłam wpis, a potem znalazłam odpowiedni dokument, zakochałam się w tym i wiedziałam już, czym będę się zajmować – wspomina. Żeby lepiej przygotować się do wykonywania nowego zawodu, skończyła podyplomową archiwistykę i dziś specjalizuje się w genealogii włościańskiej.

Jej zdaniem w tej branży najważniejsze są doświadczenie, wiedza i zaufanie, które latami zdobywa się wśród zadowolonych klientów. Ci rekomendują wtedy firmę kolejnym zainteresowanym.

Lutosławski uważa podobnie: – Klienci z polecenia to 95 proc. naszych nowych zleceniodawców. Dlatego kładziemy duży nacisk na jakość usług. Sprawdzamy każdą informację w wielu źródłach, bo zdarza się, że np. w księgach ksiądz przekręcił nazwisko – opowiada i wspomina, jak kiedyś z Jana Bartosiewicza zrobiono Karola Ogarka. Dopiero porównanie danych z trzech źródeł dało pewność, że chodzi o tę samą osobę. – Aby potwierdzić informację, jesteśmy w stanie objechać całą Polskę. Musimy mieć całkowitą pewność, że dotarliśmy do prawdy, a czasem, że głębiej już sięgnąć się nie da.

A Oleg Chorowiec dodaje: – W tej branży najlepszą formą reklamy jest poczta pantoflowa. Nic nie kosztuje, a dzięki takiemu marketingowi szeptanemu mamy najlepszych klientów – mówi. Wiele zleceń zdobył przy okazji swojej działalności w Polskim Towarzystwie Genealogicznym i w Związku Szlachty Polskiej. – Członkowie tych organizacji wiedzą, w jakim obszarze się specjalizuję i podsyłają mi klientów.

Firmy genealogiczne są rzecz jasna obecne w internecie. Mają swoje strony www i profile na Facebooku, gdzie prezentują m.in. zdjęcia starych dokumentów.

Dobry pomysł na biznes?

Panuje ogólna zgoda, że usług genealogicznych nie sposób świadczyć, jeśli nie ma się do tego zamiłowania czy wręcz żyłki detektywistycznej i nie zna się dobrze historii, a także cyrylicy czy łaciny. Pasja wynagradza żmudne często poszukiwania i długie wyjazdy w teren. – Nie da się do tego przyuczyć w krótkim czasie. Doświadczenie zdobywa się latami – mówi Lutosławski i dodaje, że sam nowych pracowników szukałby np. wśród doktorantów, którzy wiele czasu spędzają w archiwach.

Osoby myślące o założeniu biznesu w jego branży powinny się uzbroić w cierpliwość i posiadać zabezpieczenie kapitałowe, bo na pierwsze zyski mogą poczekać wiele miesięcy. W przypadku Archivii wyjście nad kreskę zajęło prawie rok. – Aby wejść w ten biznes, należy zainwestować w dobrej jakości komputery, sprzęt fotograficzny, stronę www czy programy graficzne, dzięki którym można projektować drzewa genealogiczne. Na początek to wydatek rzędu ok. 10 tys. zł, ale jeśli będziemy mieli więcej zleceń, to koszty wzrosną kilkakrotnie – przestrzega Lutosławski. Trzeba się także liczyć z tym, że wyjazdy wiążą się z kosztami noclegów czy eksploatacją samochodu. Dlatego warto jednocześnie rozbudowywać inne odnogi biznesu. – Nie zapominajmy, że klienci z usług genealogicznych korzystają zwykle tylko raz. Jeśli są zadowoleni, to w najlepszym przypadku polecą nas dalej. To nie jest oferta, do której się wraca. Dlatego właśnie warto postawić również na inne usługi, obok genealogicznych, np. archiwistyczne – radzi Lutosławski.

Nowo powstała firma musi dziś wyróżniać się jakością, ze względu na sporą konkurencję, która jednak często zawodzi. – Duża część firm nie radzi sobie z poważniejszymi zleceniami i wtedy ich klienci przychodzą do nas – mówi Lutosławski, który m.in. z tego powodu konkurencji się nie obawia. I przypomina jeszcze jeden dobry wyróżnik: najpierw praca, potem płaca. Wielu nowych przedsiębiorców działa odwrotnie, przy czym niejeden z nich, wziąwszy pieniądze, poddaje się i znika, psując przez to rynek. Chorowiec kwituje to tak: – To nie jest typowy biznes, bo zysk nie jest tu najważniejszy. 

---------------------------

Ile to kosztuje i trwa

Ceny usług genealogicznych zwykle ustalane są indywidualnie. Ich wysokość zależy od zakresu poszukiwań i tego, jak daleko w przeszłość sięgają.

Ustalenie podstawowych informacji na temat jednego przodka to koszt od 150 do 240 zł, a jeśli danych na jego temat ma być więcej, to za jedną osobę należy zapłacić ok. 500 zł, przy czym bywa, że odszukanych przodków jest nawet kilkudziesięciu.

Opracowanie drzewa genealogicznego w formie np. plakatu czy obrazu, który można oprawić i powiesić na ścianie, to wydatek ok. 1,5–2 tys. zł.

Osoby poszukujące archiwalnych dokumentów z przeszłości swojej rodziny (np. korespondencji), czy też takich, które mówią o stanie prawnym danego majątku (np. nieruchomości), muszą często zapłacić także za ich tłumaczenie. Stawki, w zależności od języka, wynoszą 100–200 zł za przełożoną standardową stronę.

Czas opracowania danej genealogii zależy od wielu czynników. – Jeśli dokumenty się zachowały i są dostępne w archiwach, a rodzina przez pokolenia nie zmieniała za często miejsca zamieszkania, to jesteśmy w stanie zrealizować zlecenie nawet w tydzień – mówi Jakub Lutosławski, współzałożyciel firmy Archivia. A Oleg Chorowiec, prezes Biura Genealogii i Heraldyki Nowina, dodaje: – Czasem realizacja zamówienia zajmuje kilka tygodni, a czasem parę miesięcy, bo np. jakiś dokument trafił właśnie do renowacji.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single