Dookoła świata

Jeżeli jedziesz do San Francisco

Kultowy tramwaj zaraz dotrze do Chinatown. Ze szczytu wzgórza rozciąga się widok na zatokę i więzienie Alcatraz.

Najpiękniejsze widoki Kalifornii, malownicze trasy rowerowe i spokój katedr. San Francisco okiem miejscowego. 

Mieszkam tuż pod San Francisco, po drugiej stronie zatoki, w Sausalito. To, co niezmiennie sprawia mi wielką przyjemność, to przeprawa promem do tego pięknego miasta, najlepiej w sobotę rano. Nie spieszę się wtedy, nie jadę mostem Golden Gate. Zamiast tego, podziwiam panoramę miasta i wspaniały widok na most, gdy przepływamy obok Angel Island. Jeśli mam gości, chętnie zabieram ich wtedy ze sobą. Wyruszamy bez samochodu – miasto najlepiej odkrywać bez niego. 

Po wyjściu z terminalu promowego na podziemnym przystanku pod Market Street wsiadamy w tramwaj linii N, by dojechać do Ocean Beach, plaży ciągnącej się wzdłuż otwartego oceanu. Tramwaj wyjeżdża na powierzchnię za Civic Center, niedaleko Parku Duboce, a potem mija wiele miejsc o zróżnicowanym charakterze: azjatyckim, europejskim, śródziemnomorskim, by w końcu dotrzeć w pobliże Great Highway, drogi biegnącej wzdłuż Pacyfiku, i zatrzymać się przy uroczej kawiarence Java Beach. 

Zanim, 15 lat temu, zamieszkałem w San Francisco, nigdy nie myślałem o nim jako o typowym kalifornijskim „plażowisku”. Tymczasem, Ocean Beach jest właśnie czymś takim! Na falach unoszą się surferzy, ubrani w piankę, by nie zmarznąć w chłodnej wodzie, a na brzegu wypoczywają całe rodziny. Ludzie puszczają latawce, spacerują, jeżdżą wzdłuż oceanu na rowerach i deskorolkach. Niedaleko stąd do Parku Golden Gate. Zamiast „plażowiska” możemy więc wybrać prawie 4 km2 ogrodów, wspaniałych trawników, jeziorek czy tras dla pieszych i rowerzystów. Są tu też muzea sztuki i nauki. My, nacieszywszy się plażą, wybieramy właśnie przedpołudnie w parku. Wreszcie, opuszczamy go wschodnią bramą, wkraczając do słynnej, zanurzonej w zieleni dzielnicy Pacific Heights, zamieszkanej przez wiele znanych osobistości. Rozciąga się z niej wspaniały widok na Golden Gate, Zatokę San Francisco, wyspę Alcatraz i dawną fortecę Presidio. „Heights” to miejsce jedyne w swoim rodzaju, jedno z najbardziej malowniczych w Kalifornii.

Ponieważ jest już wczesne popołudnie, pora na coś pysznego. Jedziemy miejskim autobusem (tzw. Muni) raptem kilka przystanków na południowy wschód do Mission District – dzielnicy o bardzo bogatej historii i mieszanym, głównie latynosko-afroamerykańskim charakterze. Miejsc, gdzie można dobrze zjeść, jest tu wiele, ale dziś wybieram rodzinną, wesołą restaurację El Salvador. Większość jej gości to lokalni mieszkańcy, Latynosi. Pogodna atmosfera tego bezpretensjonalngo miejsca, jak i jakość serwowanej kuchni, wprawią nas we wspaniały nastrój. 

Roześmiani od ucha do ucha ruszamy teraz na północ, do centrum miasta. Idziemy 18 ulicą do teatru Castro i tam wsiadamy w autobus linii 24 jadący w kierunku Divisadero. To piękna i ciekawa trasa: mijamy Western Addition, a potem znów przemierzamy Pacific Heights, podziwiając widok na zatokę, poczynając od mostu Golden Gate aż po Berkeley i Oakland na wschodzie. 

Przyzwyczajony do amerykańskich miast sądziłem kiedyś, że gęsta zabudowa San Francisco przytłoczy mnie. Jednak dzięki licznym wzniesieniom, jak Russian Hill, Nob Hill, Telegraph Hill czy Twin Peaks, łatwo tu o otwartą przestrzeń, rozległe panoramy i towarzyszące temu poczucie wolności, mobilności. Dla mnie i wielu osób, które znam, jest to ważny aspekt życia w tym mieście. Czasami, dla samej tylko przyjemności, łapię w południowej części San Francisco pociąg, tzw. Cal Train, i jadę przez Peninsulę i Dolinę Krzemową  do centrum San Jose. W drodze powrotnej zdarza mi się wysiąść w Palo Alto i uciąć sobie przechadzkę przez piękny kampus Uniwersytetu Stanforda. 

Ale wróćmy do naszej wyprawy. Popołudnie przechodzi we wczesny wieczór. Jesteśmy teraz w rejonie Mariny, wzdłuż północnego wybrzeża, i stąd, mijając po drodze Fort Mason, idziemy w kierunku Parku Wodnego Aquatic i placu Ghirardelli. Tu odpoczywamy na jednej z ławek. Przysłuchujemy się muzykantom, patrzymy na ludzi przy sztalugach, malujących zatokę, zacumowane łodzie i okoliczne budynki. Niedaleko turyści czekają na słynny tramwaj, którego trasa prowadzi znad zatoki, poprzez Russian Hill, ociera się o Chinatown i kończy w centrum miasta. My jednak idziemy dalej, na wschód, wzdłuż wody, ku historycznej dzielnicy North Beach. Tam raczymy się chłodnym piwem w małym, zatłoczonym Irlandzkim Pubie, gdzie na ekranie pokazują mecz Gigantów – bejsbolowej drużyny San Francisco. 

Zanim opuścimy North Beach, wstąpimy jeszcze do Italian Cafe naprzeciwko parku przy placu Waszyngtona i wychylimy wyśmienite espresso. Kelnerzy szykują już stoły zarezerwowane na wieczór. Muzycy stroją gitary i akordeon. Czasami zaglądam na plac Waszyngtona wcześnie rano. Dziesiątki Chińczyków i innych Azjatów w małych grupkach lub solo ćwiczą wtedy tai chi. Przyglądam się ich delikatnym, powolnym ruchom. Już sama kontemplacja tego widoku sprawia, że czuję się niezwykle zrelaksowany.

Pełną spokoju przyjemnością jest dla mnie wizyta w jednej z licznych katedr i kościołów w San Francisco. Największa jest katedra Łaski Bożej na szczycie Nob Hill, skąd rozciąga się piękny widok na miasto i zatokę. Cały rok odbywają się w niej świetne koncerty – wstęp jest niedrogi, a często bezpłatny.  

Mam też ciekawostkę dla podróżników: jeśli chcecie za jednym zamachem oddać do pralni swoje ubrania i coś dobrego przekąsić, możecie zajrzeć do Brainwash Cafe na Folsom Street, zaraz za SoMa (South of Market), skupiskiem osiedli, gdzie znajdują się rozliczne muzea i główne siedziby wielkich firm z branży IT. Brainwash to udane połączenie nowoczesnej pralni automatycznej z lokalem, gdzie serwują kawę, herbatę, świeże kanapki i sałatki, a nawet domowe zupy i gulasz, nie wspominając już o piwach i winach z całego świata. W weekendy czy wieczorami można też posłuchać miejscowych muzyków, poetów albo obejrzeć występy performerów. 

Jeśli ktoś zwiedza San Francisco na rowerze, doceni możliwość objechania całego miasta, korzystając z urozmaiconej sieci ścieżek rowerowych. Z wysokości dwóch kółek będzie mógł podziwiać wszystkie widoki, o których wspomniałem wcześniej. Zapraszam choćby do północno-wschodniej części miasta, gdzie znajduje się Golden Gate National Recreation Area: tu można liczyć nie tylko na fantastyczną panoramę, drogę przez zielone pola i wśród wysokich drzew, ale też na trochę wyzwań i ćwiczeń. 

A ja i moi goście mamy jeszcze czas złapać ostatni prom do Sausalito. W drodze do terminalu czeka nas przyjemny, niezbyt długi spacer przez Fisherman’s Wharf i Park Nadmorski (Waterfront Park), w towarzystwie miejscowych i turystów. (Kto chce, może zostać, by cieszyć się życiem nocnym San Francisco). Za chwilę płyniemy, podziwiając miasto oświetlone przez zachodzące słońce. 20 minut później z wody „wyłania się” Sausalito, które nieodparcie kojarzy mi się ze wspinającymi się na wzgórza miasteczkami z południa Europy.

Pora na dobrą kolację w jednej z tutejszych knajpek, może uda nam się w niej spotkać kogoś ze znanych muzyków, którzy upodobali sobie tę malowniczą miejscowość. Albo zejdziemy z koszem smakołyków nad brzeg morza, rozsiądziemy się i spojrzymy jeszcze raz na światła San Francisco, tak stąd bliskie i zarazem tak dalekie…  

Tom Schenck jest przedsiębiorcą, konsultantem startupów technologicznych, a także artystą i pisarzem.

 

Atrakcje online

SF DLA CAŁEJ RODZINY:

SF DLA MŁODYCH: 

SF DLA DOROSŁYCH:

SAUSALITO DLA CAŁEJ RODZINY

SAUSALITO DLA DZIECI

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty