Finanse

Z suwakiem do klienta

© Shutterstock

Internet zdecydowanie ożywił rynek firm pożyczkowych, oferujących tzw. chwilówki. Zaczęły wprowadzać rozwiązania fintechowe, które jak ulał pasują do ich biznesu, nastawionego na masowego klienta, odrzucanego często przez banki. 

Po wejściu na stronę Vivus.pl widzimy „suwak” uwzględniający kwoty od 100 zł do 5 tys. zł i pytanie: „Ile pieniędzy chcesz pożyczyć?”. Pod nim widnieje kolejny suwak, z pytaniem: „Na ile dni?”. To proste narzędzie, umożliwiające dobranie parametrów pożyczki i natychmiastowy podgląd związanych z nią kosztów, jest oryginalnym pomysłem spółki Vivus Finance specjalizującej się w udzielaniu przez internet pozabankowych pożyczek, tzw. chwilówek. – Wprowadzane przez nas rozwiązania są chętnie kopiowane przez rynek – mówi Marek Bosak, dyrektor ds. komunikacji Vivusa. – Suwaki są tego przykładem. Stały się rynkowym standardem. 

Firma Vivus, należąca do 4Finance Group, utrzymuje też zespół programistów, którzy obsługują całą grupę. – Polscy specjaliści na co dzień opracowują rozwiązania wdrażane w ponad 15 krajach – podkreśla Bosak. Jego firma to dobry przykład fintechowej innowacyjności w branży szybkich pożyczek (FinTech to rozwiązania z pogranicza finansów i nowych technologii). Zazwyczaj fintechowe rozwiązania prowadzą do wzrostu biznesowych możliwości firm, które je wdrożyły. 

Co piąty klient przedsiębiorcą

Tegoroczne badanie „Pożyczanie pieniędzy – wzorce postępowania w przypadku nagłych potrzeb finansowych”, zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia, wykazało, że 20 proc. dorosłych Polaków brało przynajmniej raz w życiu szybką pożyczkę przez internet. Najczęściej – na pokrycie kosztów nagłych i nieprzewidzianych. 

Na przykład prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą może się taką pożyczką ratować, jeśli klient spóźnia się z uregulowaniem faktury, a przypada termin zapłaty podatku. Jak zresztą zauważają przedstawiciele branży pożyczek online, zainteresowanie przedsiębiorców ich ofertą rośnie. – Obecnie blisko co piąty nasz klient prowadzi działalność gospodarczą, często jednoosobową – stwierdza Edwin Milewski, prezes spółki Mała Pożyczka, właściciela serwisów Smartpozyczka.pl i Pozyczkaplus.pl. 

Największe zalety pożyczania „chwilówek” przez internet to, po pierwsze, szybkość procedury pozyskania pieniędzy (mogą wpłynąć na konto nawet w 10 min, podczas gdy w banku zajmuje to nieraz tygodnie), a po drugie – wygoda: – Nie trzeba dostarczać niezliczonych dokumentów ani składać wizyt w oddziale. Do tego dochodzą takie atuty, jak anonimowość czy łatwa dostępność – mówi Milewski. Przez anonimowość rozumie on brak kontaktu osobistego z przedstawicielem firmy pożyczkowej. 

Wszystko to jest możliwe dzięki automatyzacji wielu procesów, od zawarcia umowy online, przez stworzenie silników do oceny ryzyka kredytowego, po procedowanie wniosku. 

Przystępność i wygoda zbiegają się z nastawieniem na drobnego klienta i pożyczanie niewielkich sum. Inna jest więc tutaj waga ryzyka niż w przypadku banków. Te ostatnie udzielają kredytów na dużo większe kwoty. Ewentualna niewypłacalność klienta byłaby dla nich znacznie dotkliwsza. Stąd ich bardziej dogłębne prześwietlanie wniosków potencjalnych kredytobiorców. 

Firmy pożyczkowe nastawiają się na masówkę, w której czyjaś niewypłacalność jest mniej odczuwalna, a więc klient może być bardziej ryzykowny, nie musi mieć np. zabezpieczeń. – Osoby potrzebujące mniejszej kwoty, gdzie zazwyczaj w grę wchodzi również krótszy termin spłaty i zdecydowanie szybsze zdobycie środków, nawet w ciągu kilku minut, naturalnie zostają klientami firmy pożyczkowej – mówi Marek Bosak. 

Polacy w sieci pożyczają głównie małe sumy. Z analizy Biura Informacji Gospodarczej BIG InfoMonitor wynika, że w pierwszej połowie tego roku wartość 43 proc. chwilówek udzielonych przez firmy pożyczkowe nie przekraczała 1 tys. zł. – Banki nie potrafią i nie chcą kredytować konsumentów na relatywnie niskie sumy i krótkie terminy. Takie firmy jak nasza wykorzystują więc rynkową szansę – podsumowuje Milewski. 

Ale otrzymanie pożyczki przez internet nie jest takie łatwe. Pożyczkodawcy też weryfikują klientów pod kątem ich wiarygodności i zdolności kredytowej, korzystając m.in. z danych pochodzących z BIK, a także prosząc o symboliczny 1 gr, który klient musi przelać do nich ze swego konta. Niektóre firmy z branży, sprawdzając pożyczkobiorców, stawiają na zaawansowane algorytmy i Big Data, czyli komputerowe, obszerne analizy ogromnej liczby danych. – Łącznie analizujemy w czasie rzeczywistym ponad 20 tys. czynników, m.in. miejsce zamieszkania, płeć, wiek użytkownika czy szybkość i sposób wypełniania formularza – opisuje Katarzyna Davies, dyrektor zarządzająca firmy Kreditech Polska, która oferuje serwisy Kredito24.pl i Monedo.pl. – Warto dodać, że brak stałej umowy o pracę czy też nieregularność dochodów nie dyskwalifikują aplikującego – dodaje Davies. 

A jaki odsetek osób nie spłaca chwilówek? Na to pytanie pożyczkodawcy raczej unikają odpowiedzi, zasłaniając się polityką firmy. Na przykład Kreditech podaje tylko, że jest to zdecydowanie mniej niż 20 proc. Blisko 90 proc. klientów korzysta z usług tej firmy regularnie, zatem spłacalność jest wysoka, bo nie chcą oni blokować sobie dostępu do kolejnej pożyczki. 

Będzie komplementarnie?

Pożyczkodawcy online rozwijają się dynamicznie (patrz ramka), co wynika m.in. z tego, że oferują produkt prosty i łatwy do wytłumaczenia, a także z ich wyjątkowo szybkiej digitalizacji. Tymczasem, jak przekonuje Marek Bosak, kredyty hipoteczne czy skomplikowane instrumenty inwestycyjne to produkty, które długo jeszcze sprzedawane będą stacjonarnie. 

Firmy pożyczkowe garściami też czerpią z cyfrowych możliwości marketingowych. Wcześniej większość z nich mocno stawiała na reklamy w Google AdWords, pojawiające się w wynikach wyszukiwarki internetowej. Od lipca Google nie akceptuje jednak reklam pożyczek, które trzeba spłacić w mniej niż 60 dni. W oświadczeniu giganta z Mountain View czytamy: „(...) mamy nadzieję, że mniej ludzi będzie narażonych na zakup nieodpowiednich dla siebie szkodliwych produktów”. 

Szuka się więc nowych sposobów dotarcia do klienta, a z ust pożyczkodawców padają często określenia „dywersyfikacja” i „podejście holistyczne” (testują oni różne narzędzia w sieci, usiłując sprawdzić wszystko i wszędzie). Korzystają z e-mail marketingu, marketingu afiliacyjnego (np. blogi tematyczne polecają pożyczki za prowizję), kampanii SMS-owych czy remarketingu połączonego z działaniami w serwisach społecznościowych. Jeśli coś zapewnia lepsze efekty, szybko zapada decyzja, aby zainwestować właśnie w to. 

Zapytani o najskuteczniejsze działania reklamowe, pożyczkodawcy nie chcą zdradzać szczegółów. – Mogę tylko powiedzieć, że naszym priorytetem jest wypracowanie satysfakcjonujących rozwiązań pozyskiwania klientów w mediach społecznościowych – mówi Andrzej Zackiewicz, dyrektor departamentu e-commerce i komunikacji marketingowej w Provident Polska. Z kolei Katarzyna Davies przyznaje, że dużą część ruchu w serwisach Kreditech zapewniają rekomendacje. – Polacy są bardzo sceptycznie nastawieni do produktów pozabankowych, stąd rekomendacje rodziny i znajomych są kluczowe w tej branży – mówi. 

Czy fintechowy rynek chwilówek z czasem wyprze ten tradycyjny? Wielu uważa, że tak, ale Zackiewicz przypomina, że np. kina notują coraz większą widownię, a równolegle dynamicznie rozwija się rynek seriali na potrzeby internetu. – Na rynku finansowym jest podobnie. O rozwoju bazy klientów oferty internetowej decydują w przytłaczającej większości nowi klienci, podbieranie jedynie tych dotychczas korzystających z tradycyjnych kanałów nie gwarantuje sukcesu – zauważa, dodając, że wciąż są także osoby, które nie ufają nowym technologiom. – Internet, a w szczególności jego mobilna odsłona, determinuje pojawianie się nowych wzorców świadczenia usług finansowych. Rynek tradycyjny i fintechowy są raczej komplementarne. 


Katarzyna Davies, dyrektor zarządzająca Kreditech Polska

Trend przenoszenia biznesu do e-commerce jest widoczny w każdej branży, również finansowej. Obserwowaliśmy to podczas zmian w tradycyjnej bankowości, które w Polsce zapoczątkował swego czasu mBank. Teraz trudno sobie wyobrazić bank bez bankowości elektronicznej. W Wielkiej Brytanii są już takie, które nie mają w ogóle fizycznych oddziałów, np. Civilised Bank, nie wspominając o USA, gdzie mamy wiele tego typu przykładów, jak choćby SimpleBank czy MovenBank. Podobnie na rynku wymiany walut – kantory online wypierają w szybkim tempie placówki stacjonarne. Koszty prowadzenia działalności w sieci są niższe, dotarcie do klienta szersze, a ekspansja łatwiejsza. Te czynniki wpłynęły na fakt, że również branża e-lendingu, czyli internetowych firm pożyczkowych, rośnie rok do roku o minimum 20 proc., również w Polsce. 


Edwin Milewski, prezes spółki Mała Pożyczka

Banki i firmy pożyczające offline patrzą na nas tak, jak tradycyjni taksówkarze patrzą na Ubera. Z jednej strony nam zazdroszczą, a z drugiej – traktują jak realne zagrożenie.


Dynamiczny rynek

Według BIK w 2015 r. z usług firm pożyczkowych skorzystały blisko 3 mln osób. Z kolei z badań NBP przeprowadzonych na jesieni 2015 r. wynikało, że w ciągu 12 wcześniejszych miesięcy pozabankową pożyczkę wzięło ok. 10 proc. dorosłych Polaków, czyli 3,15 mln osób. Związek Firm Pożyczkowych podaje, że w zeszłym roku wartość ich rynku wyniosła 5,1 mld zł, co w porównaniu z 2014 r. stanowi wzrost o ponad 24 proc. W latach 2008–2013 sektor pozabankowy podwoił swoją wartość z 1,5 do 3,1 mld zł. W tym roku też się zwiększył, ale o ok. 18 proc., czyli tempo nieco spadło. 

Badań dotyczących wyłącznie pożyczkodawców online (których jest ok. 70) brakuje, ale Tymon Zastrzeżyński, ekspert z serwisu Pozyczkaportal.pl, szacuje, że ponad połowa szybkich pożyczek udzielana jest przez internet, przy czym 30 proc. tych ostatnich Polacy zaciągają przez smartfony i inne urządzenia mobilne. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty