Gorący temat

Dlaczego nie chcą inwestować?

© Shutterstock

Niechęć przedsiębiorców do inwestowania niepokoi wielu ekonomistów. Obawiają się, że grozi nam widmo trwałej stagnacji gospodarczej. 

W2015 r. wydatki inwestycyjne we wszystkich krajach Unii Europejskiej były o 66 mld euro mniejsze niż w rekordowym 2008 r. Jeżeli uwzględnimy wzrost cen, który w tym czasie wyniósł ok. 10 proc., to realny spadek inwestycji wyniósł prawie 12 proc. Wprawdzie po głębokiej recesji z 2009 r. inwestycje powoli idą w górę, ale jeżeli wyeliminujemy wzrosty cen, praktycznie są w stagnacji. To obraz gospodarki całej Unii, ale pomiędzy poszczególnymi krajami są spore różnice. Niezłe tempo wzrostu inwestycji utrzymało się w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji. W Polsce były one w 2015  r. realnie (czyli po wyeliminowaniu wzrostu cen) wyższe o 22 proc. niż w 2008 r. Tempo nie było więc oszałamiające – średnio ok. 3 proc. rocznie. 

W czasie cyklu koniunkturalnego wydatki na inwestycje wahają się znacznie silniej niż wydatki na konsumpcję i Produkt Krajowy Brutto. Spadały w latach 2012–2013, w 2014 r. wzrosły o 9,5 proc., a w 2015 r. o 5,7 proc. W I półroczu 2016 r. zmalały o 3,3 proc. i według wstępnych danych ten spadek pogłębił się w III kwartale. Średnie i duże firmy trzymają na rachunkach bieżących w bankach ponad 246  mld zł, lecz nie kwapią się z wydawaniem pieniędzy. W pierwszym półroczu 2016 r. inwestycje w firmach zatrudniających ponad 50 pracowników poszły w dół o 7 proc., a po III kwartałach spadek wyniósł 9,1 proc. 

Widmo wiecznej stagnacji?

Niechęć przedsiębiorców do inwestowania niepokoi wielu ekonomistów, nie wyłączając światowych autorytetów. Lawrence Summers, sekretarz skarbu w administracji Clintona i były doradca ekonomiczny Baracka Obamy, przypomniał teorię sekularnej stagnacji (czyli trwającej co najmniej przez pokolenie), którą w latach 30. XX w. przedstawił zapomniany dziś ekonomista Alvin Hansen. Summers, wychodząc od teorii Keynesa, uważa, że niski wzrost gospodarczy w krajach rozwiniętych wynika z trwałej nadwyżki oszczędności nad inwestycjami. Przyczyną niedostatecznych inwestycji są, według niego: niższa podaż siły roboczej na skutek starzenia się społeczeństwa; dostępność tanich dóbr kapitałowych (w skrócie – maszyny mniej dziś kosztują); niższe wydatki inwestycyjne rządów, które są zadłużone i muszą oszczędzać; zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów przez banki, jako odpowiedź na niedawny kryzys finansowy; presja ze strony akcjonariuszy na sposób dystrybuowania zysków spółek, więc korporacje obcinają wydatki inwestycyjne; nowa fala innowacji. 

Ten ostatni czynnik sprawia, że niektóre korporacje powstrzymują się z inwestowaniem z obawy przed szybkim starzeniem się wytwarzanych produktów i technologii na skutek pojawiania się nowych. Chcą uniknąć losu korporacji Mifflinburg Buggy, która w końcu XIX w. stała się największym w USA producentem powozów. Wciąż je ulepszała, wypierając z rynku konkurencję, inwestowała w innowacje. Ale w 1908 r. ruszyła produkcja Forda T – samochodu dla mas, który zmienił styl życia Amerykanów. Mifflinburg Buggy walczyła jeszcze przez kilkanaście lat. Gdy nie mogła pokonać rywala, starała się do niego dołączyć – zaczęła produkcję karoserii do Forda T. Trwała siłą bezwładu, aż w 1931 r., podczas największego kryzysu gospodarczego XX w., zaprzestała produkcji. 

W ostatnich dwóch dekadach znikło z rynku wiele produktów, które wydawały się nowoczesne, ale wyparły je kolejne generacje laptopów, smartfonów, nośników danych. Czy to jest przyczyna niskiej skłonności przedsiębiorców do inwestowania? Zapewne są też inne – ekonomiści spierają się, która jest ważniejsza. 

Skłonność, czyli indywidualne decyzje

Skłonność do inwestowania to kategoria ekonomiczna, ale też kwestia psychologiczna. Podobnie jest ze skłonnością do oszczędzania. Prywatnego przedsiębiorcy nie można do inwestowania zmusić, choć można stworzyć warunki, które go do tego zachęcą. Przedsiębiorca inwestuje wówczas, gdy spodziewa się, że nakłady, finansowane częściowo kredytami, przyniosą wzrost dochodów, który pozwoli na spłatę kredytów z odsetkami oraz dadzą przyrost zysku netto. 

Skłonność do inwestycji rośnie, gdy w gospodarce panuje dobra koniunktura. Ta zaś zmienia się cyklicznie. Podczas spowolnienia inwestycje często maleją, a podczas ożywienia idą w górę znacznie szybciej niż produkcja i zyski. 

Inflacja może mieć różny wpływ na skłonność przedsiębiorców do inwestowania. Z jednej strony, zwiększa koszty, w tym koszty pracy, ale z drugiej – mogą wzrosnąć ceny sprzedawanych przez firmę produktów. Przedsiębiorca musi sam zdecydować, który wektor przeważy. 

Część ekonomistów uważa, że umiarkowana inflacja jest dobrym okresem do inwestowania. Często towarzyszy wysokiej koniunkturze w gospodarce. 

XX-wieczny polski ekonomista Michał Kalecki, współpracujący z Johnem Maynardem Keynesem, uważał, że skłonność przedsiębiorców do inwestowania można pobudzić, podnosząc wynagrodzenia pracowników. Ci bowiem wydają wszystko, co zarobili, zwiększając w ten sposób popyt w gospodarce. Przedsiębiorca ma komu sprzedawać, więc inwestuje. Teoria ta nie zawsze się sprawdza. Podczas Wielkiego Kryzysu z lat 30. XX w. rząd w USA naciskał na korporacje, by nie obniżały wynagrodzeń pracowników i utrzymywały w ten sposób odpowiedni poziom popytu w gospodarce. Ponieważ ceny spadały, realne płace szły w górę, mimo załamania produkcji. Efektem był szybki wzrost bezrobocia. 

Stopy procentowe

Do inwestowania zniechęca wysokie oprocentowanie kredytów. Przedsiębiorca porównuje ich koszt z oczekiwanymi zyskami. Gdy stopy procentowe rosną, maleje skłonność do zaciągania kredytów, a tym samym – do inwestowania. 

Przez wiele lat polityka pieniężna banków centralnych była podstawowym instrumentem sterowania inwestycjami i, co za tym idzie, koniunkturą gospodarczą. Gdy w 2008 r. zaczął się światowy kryzys finansowy, największe na świecie banki centralne obniżyły stopy procentowe niemal do zera. Spodziewały się, że przedsiębiorcy ustawią się w kolejce po bankowe kredyty, a gdy je dostaną, zaczną inwestować. Nic takiego nie nastąpiło i to była dla ekonomistów największa niespodzianka w ostatnim dziesięcioleciu. 

Coraz lepiej poznajemy przyczyny tego niecodziennego zjawiska. Banki stały się po kryzysie finansowym bardziej ostrożne, do czego zmusza je zresztą nadzór finansowy i surowsze przepisy dotyczące wielkości kapitału własnego. Wiele przedsiębiorstw musi spłacać stare długi, więc nie biorą kredytów, nawet gdy te nic nie kosztują. Dochodzi jeszcze czynnik dodatkowy – ryzyko. Zerowe stopy procentowe i niekonwencjonalna polityka banków centralnych (polega na masowym skupowaniu obligacji) świadczą o tym, że w gospodarce dzieje się coś nienormalnego. Jedni twierdzą, że światową gospodarkę czeka wiele lat niskiej inflacji, a nawet deflacji (spadku cen), inni, że polityka banków centralnych doprowadzi do wysokiej inflacji. Przedsiębiorcy nie wiedzą, kto ma rację, więc na wszelki wypadek szykują się na gorsze czasy i ograniczają inwestycje. 

Ryzyko zniechęca przedsiębiorców

Podstawową zasadą finansów jest związek między ryzykiem a oczekiwanym zyskiem. Jeśli projekt jest bardzo ryzykowny, przedsiębiorca może się w niego zaangażować wówczas, gdy spodziewa się, że w razie wygranej zysk będzie bardzo wysoki. Przy mało ryzykownych projektach gotów jest zaakceptować zysk umiarkowany. Jeśli ryzyko rośnie, a przedsiębiorcy nie mają gotowych projektów pozwalających na osiąganie dużych zysków, wstrzymują się z inwestowaniem. 

Ryzyko może wynikać z wielu czynników: wahań koniunktury, zmieniającego się kursu walutowego, stóp procentowych, inflacji, zasobności portfela nabywców, konkurencji w segmencie, w którym działa firma. 

Do tego dochodzi ryzyko polityczne: zmieniające się prawo i polityka państwa, a także sytuacja międzynarodowa. Dziś te wszystkie czynniki to, jak mawiają Amerykanie head-wind – hamujący wiatr w oczy. 

Nasz eksport w 80 proc. zależy od sytuacji w Unii Europejskiej, która nie otrząsnęła się z szoku po brytyjskim referendum. We Włoszech możliwe są przyspieszone wybory i dojście do władzy populistycznego Ruchu Pięciu Gwiazd, we Francji nie można wykluczyć wygranej Frontu Narodowego, który wezwie do referendum w sprawie wyjścia tego kraju z UE. Wielką niewiadomą jest nowy prezydent USA Donald Trump. Biznes na całym świecie ma nadzieję, że wycofa się on z niektórych swych zapowiedzi składanych w kampanii wyborczej, wśród których była... planowana niewypłacalność USA wobec zagranicznych wierzycieli. 

Polscy przedsiębiorcy z niepokojem śledzą kolejne pomysły podatkowe rządu. Rządowy program socjalny wymagać będzie większych wpływów z podatków i racjonalnie myślący biznesmeni wiedzą, że to oni muszą go sfinansować. Wciąż nie mają informacji, czy wprowadzony zostanie jednolity podatek od dochodów osobistych i czy ich obejmie. Kierujący polityką gospodarczą wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiada poprawę relacji między państwem a biznesem, ale działania na rzecz uszczelniania systemu podatkowego (skądinąd konieczne) w praktyce oznaczają, że urzędnicy skarbowi agresywniej sięgają do kieszeni przedsiębiorców. O przyjaznym stosunku administracji nie ma co mówić, gdy firmy muszą udowadniać, że działają legalnie, nie są pralnią pieniędzy, nie służą do wyłudzania VAT. 

Ustawa ograniczająca obrót ziemią rolną utrudnia inwestycje w sektorze rolno-spożywczym, zapowiadany zakaz pracy dużego handlu w niedzielę uderzy w tych, którzy zainwestowali w nieruchomości handlowe i galerie. Niektóre z tych inwestycji okażą się nierentowne. Przedsiębiorcy nie wiedzą, jakie jeszcze ustawy, które uderzą w ich firmy, zostaną w najbliższych miesiącach przyjęte, więc trudno się dziwić, że nie kwapią się do inwestowania. 

Według Głównego Urzędu Statystycznego jedynym segmentem gospodarki, w którym znacząco wzrosły w tym roku inwestycje, były firmy należące do dużych zagranicznych korporacji. W razie sporu z rządem mogą się zwrócić do międzynarodowego arbitrażu, więc są chronione przed ryzykiem inwestowania w Polsce. Rodzimi przedsiębiorcy takiego komfortu nie mają. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty