Finanse

Światło myśli technicznej

Zespół Saule Technologies. Fot. Materiały prasowe

„Optoelektroniczne systemy i materiały” to kolejna w naszym cyklu inteligentna specjalizacja, której przyglądamy się, sprawdzając, czy jest przyszłościowa.  Czy wpisujące się w nią firmy i branże mają szansę na taki rozwój i ekspansję  za granicą, że pociągną za sobą w górę całą naszą gospodarkę. Wygląda na to,  że potencjał jest, i to duży. 

Prąd ze słońca, nawet zimowego, w cenach energii konwencjonalnej, do tego z absolutnie nieinwazyjnych urządzeń. Darmowe (i też nieinwazyjne) oświetlenie tego, co dobrze byłoby móc zobaczyć w ciemności. Sieci światłowodów o najwyższej przepustowości. Polska myśl techniczna związana z optoelektroniką ma się znakomicie, a oparte na niej biznesy w nadchodzących latach powinny tylko rozwijać skrzydła. Zaczynamy od fotowoltaiki, gdyż tu komercjalizujemy autentycznie przełomową technologię. 

Rewolucja i bezlik zastosowań

Alternatywne źródła energii były, jak dotąd, dużo bardziej kosztowne i niestabilne niż te tradycyjne. To się powinno zmienić dzięki perowskitom – minerałom o specyficznym ułożeniu krystalicznej sieci, które cechuje wysoka zdolność absorpcji światła, lekkość, elastyczność i przezroczystość. Wzięła się za nie m.in. młoda polska fizyczka Olga Malinkiewicz, która opracowała pionierską metodę nanoszenia perowskitów na cienkie warstwy folii typu PET (założona przez nią firma Saule Technologies zaprezentowała w tym roku pierwszy na świecie, cienki niczym kartka papieru, prototyp perowskitowego zasilacza do smartfona). Co prawda, zanim obiecujący minerał w pełni zdetronizuje w fotowoltaice krzem, upłynie jeszcze dużo czasu. Trzeba bowiem wymyślić coś, co sprawi, że nie będzie tak łatwo i szybko ulegał degradacji pod wpływem wilgoci. 

Niemniej Saule Technologies intensywnie pracuje nad komercjalizacją wynalazku, jakim jest folia z nadrukowanymi perowskitami, która może mieć niezliczone zastosowania. Olga Malinkiewicz, jako idealny przykład wykorzystania swej nieinwazyjnej technologii, podaje pokrycie okien i dachów. – Zmieni je to w panele fotowoltaiczne przy minimalnej utracie przezroczystości. Podobnie folią, zamiast topornymi panelami krzemowymi, można będzie pokrywać dachówki, bez uszczerbku dla ich wyglądu, a także elewacje nowoczesnych budynków lub hal produkcyjnych, dzięki czemu również ściany zaczną produkować prąd. Niewykluczone, że budynki staną się samowystarczalne energetycznie, a nawet zaczną generować nadwyżki – tłumaczy uczona, która w swej spółce zajmuje się kwestiami technologicznymi, a zarządzanie nią powierzyła dwóm wspólnikom, i zarazem doświadczonym menedżerom: Piotrowi Krychowi, prezesowi, odpowiedzialnemu za rozwój Saule, i Arturowi Kupczunasowi, wiceprezesowi ds. finansowych. 

W sierpniu 2015 r. warszawska firma pozyskała z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju 25 mln zł unijnego dofinansowania, a miesiąc później japońskiego inwestora – Hideo Sawadę. Wszystko to w rok od jej powstania. Dziś zatrudnia 25 osób, a w jej wrocławskim laboratorium grupa młodych naukowców opracowuje najlepszą metodę produkcji perowskitowej folii na skalę przemysłową. Wielkość zespołu jest zgodna z programem rozwoju uzgodnionym z NCBR, a spółka dobiera do niego najlepszych specjalistów, zarówno z Polski, jak i z zagranicy. 

Ponieważ budowanie sieci sprzedaży jest bardzo drogie, Saule postawiła na biznesowych partnerów: – To oni będą integrować technologię na bazie perowskitów z urządzeniami typu telefony komórkowe, laptopy czy tablety. Jest to rynek niezagospodarowany przez fotowoltaikę, a parametry naszych ogniw już spełniają jego wymagania. Dla nas kluczowy będzie dobór partnerów wdrażających projekty oraz to, co zaoferują w poszczególnych obszarach – mówi Piotr Krych. 

Pierwszy krok to zatem wejście na rynek elektroniki konsumenckiej. Dzięki temu produkt będzie globalnie dostępny i rozpoznawalny. Następne etapy to wkroczenie na rozwinięte rynki fotowoltaiki w takich regionach jak Europa i USA. – Dopiero wtedy nasi partnerzy będą mogli skupić się na rejonach z dużym potencjałem wzrostu, jak Indie, Turcja czy Azja Południowo-Wschodnia – dodaje Krych. 

Potem powinno nastąpić wejście na rynek budowlany (pokrycia elewacji, dachów czy szklarni). Wtedy też będą analizowane nisze, jak pokrycia na namioty czy żagle. – Stale szukamy również innych sektorów, w których można by wykorzystać nasze ogniwa, np. w wojsku czy w technologiach kosmicznych – opowiada Krych. Oczywiście podbicie i tych rynków nie będzie oznaczać końca możliwych zastosowań. Zaletą perowskitów jest pozyskiwanie energii ze światła rozproszonego, odbitego. To sprawia, że ogniwa z nimi powinny rozpowszechnić się w krajach słabo nasłonecznionych i można przy tym połączyć efektywność z niską ceną. – Drugi z tych warunków jest już spełniony, a jeśli chodzi o pierwszy, to już tylko kwestia czasu – zapewniają w Saule Technologies. 

Światło oddane

Włodzimierz Merka, chemik z Kędzierzyna-Koźla, wynalazł nowatorskie oświetlenie samoistnie oddające w nocy energię skumulowaną za dnia. – W opatentowanym przeze mnie materiale elektrony, pod wpływem światła, wskakują na wyższe energetycznie orbity w atomach, a potem z nich zeskakują, emitując kwant światła. Świecenie nie ma więc nic wspólnego z niebezpiecznym promieniowaniem radioaktywnym – tłumaczy zasadę działania swego wynalazku Merka. 

Choć na koncie ma już sześć innych patentów, ten właśnie zdaje się rokować najlepiej. Osiągane parametry przebijają wielokrotnie świecenie innych wyrobów o trwałej fotoluminescencji. Co prawda, nie ma tu mowy o świeceniu jasno jak żarówka, a jedynie o lepszym i zupełnie darmowym w użytkowaniu oznakowaniu wszystkiego, co należy dostrzec w ciemności, jak ścieżki rowerowe, krawężniki, schody, włączniki, numery domów, łodzie i boje na morzu, reklamy czy wreszcie zabawki i breloczki. – Wiem, że Chińczycy próbowali mnie doścignąć, ale nawet im – nacji słynącej z kopiowania – się nie udało – zapewnia Merka, który za swój wyrób zdobył wyróżnienie Owoce Biznesu przyznawane przez PARP. 

Produkt założonej przez niego firmy Aura Inventor wzbudził już na świecie zainteresowanie. „Luminatory” testują właśnie Koreańczycy, Niemcy i Holendrzy, którzy zainstalowali oświetlenie na 6-kilometrowej ścieżce rowerowej, a ostatnio zgłosili się Brytyjczycy. Wyrób Merki ma też szansę trafić do Kenii, przy okazji budowy 340 km autostrady z Kisumu do Nairobi. Władze Kędzierzyna-Koźla i Opola też się nim zainteresowały, jednak, paradoksalnie, w rodzinnych stronach jego wynalazca zderzył się z urzędniczą nadgorliwością. – Oczekują spełnienia wymogów zupełnie niepotrzebnych, np. dokumentacji aprobaty technicznej i certyfikatów, które w innych krajach uznano za zbędne. Wyrób nie zmienia przecież konstrukcji drogi ani ścieżki, a jedynie poprawia widoczność i bezpieczeństwo – zżyma się Merka. 

Aby rozwinąć swą jednoosobową działalność, zainteresował sobą inwestorów. Wcześniej, za własne pieniądze, 20 tys. zł dotacji na utworzenie mikrofirmy i 50 tys. zł kredytu z Idea Banku, zdołał wykazać przydatność swego pomysłu. Teraz będzie inwestował w wydajniejsze maszyny i marketing, żeby wypłynąć na szerokie wody z rozmachem. – Pomysł jest nowy, więc trudno do niego przekonać od razu na masową skalę. Na razie rozwijam się metodą małych kroków, bardziej na zasadzie zastosowań testowych. Ale myślę, że bezpłatne rozświetlanie ciemności stanie się standardem – stwierdza Merka. 

Zdaje sobie sprawę, że jego raz zainstalowane oznakowanie ma 50-letnią gwarancję (więc klient jest „stracony” na kilka dekad), ale na świecie są przecież miliony kilometrów dróg, nie wspominając o innych zastosowaniach. O wieloletni zbyt na swoje wyroby, kiedy go wypromuje, nie musi się zatem martwić. Barierą rozwoju jego firmy nie jest też ewentualny brak wysoko kwalifikowanej kadry: do pracy przy produkcji wystarczą osoby przeszkolone w obsłudze maszyn. 

Szerokim pasmem do klienta

W gronie firm pasujących do specjalizacji „Optoelektroniczne systemy i materiały” znajdziemy też te z wieloletnią tradycją, jak FCA z Niepołomic, istniejącą od 25 lat i regularnie zdobywającą tytuł Gazeli Biznesu. Jest jednym z największych w Polsce integratorów technologicznych w zakresie systemów światłowodowych do budowy optycznych sieci teletransmisyjnych. Brzmi skomplikowanie, ale na tym bazuje dzisiejszy przesył danych. Jak jest ważny, mówi kilka poniższych liczb. 

Według Banku Światowego wzrost penetracji szerokopasmowego internetu w danym kraju o 10 proc. powoduje przyspieszenie potencjalnego wzrostu jego PKB o 0,3–1,5 pkt. proc. Firma Deloitte szacuje, że gospodarka może dzięki temu wzrosnąć o 0,9–1,5 pkt. proc. Uzasadnia się to tym, że szybki internet znosi bariery i umożliwia tworzenie innowacyjnych biznesów, które jeszcze kilka lat temu nie mogłyby zaistnieć. 

Potentaci branży telekomunikacyjnej inwestują w Polsce w szerokopasmową sieć na potęgę. Orange w planie działań na lata 2016–2018 ogłosił, że zamierza wydać 2,2 mld zł na sieć światłowodową dla 3,5 mln rodzimych gospodarstw domowych. Modernizację sieci w technologii światłowodowej rozpoczyna Netia, która w najbliższych latach zainwestuje w nią ponad 400 mln zł. A UPC zapowiedziało kilkuletnią inwestycję szacowaną na rekordowe 4 mld zł. 

Te wszystkie plany spaliłyby na panewce bez takich firm jak FCA. – Dzięki współpracy z największymi producentami rozwiązań telekomunikacyjnych na świecie dostarczamy najbardziej innowacyjne systemy i dopasowujemy je do możliwości i potencjału naszych klientów – opisuje działania swej firmy Katarzyna Władyczyn, menedżer ds. komunikacji i marketingu. – Od lat jesteśmy integratorem dla największych operatorów telekomunikacyjnych, dla których świadczymy kompleksowe usługi wraz z wytwarzaniem złączy i komponentów optycznych we własnym zakładzie produkcyjnym. 

FCA buduje pozycję na rynku między innymi dzięki swej powstałej w 2009 r. fabryce w Niepołomicach. Oprócz typowej produkcji uruchomiła tam także centrum szkoleniowe z parkiem technologicznym. W dziale badań i rozwoju zatrudnia inżynierów ze specjalizacją telekomunikacyjną. W jej przypadku niedobór wykształconych kadr też nie jest problemem, gdyż takich inżynierów akurat nie brakuje. W tej branży pewną bolączką jest czas. Inwestycje trwają bowiem latami i nie da się ich przyspieszyć. Na szczęście na horyzoncie nie widać na razie żadnej killer technology, czyli rozwiązania, które byłoby śmiertelną konkurencją dla światłowodów, tak jak wcześniej przewody optyczne wyparły z sieci miedziane kable. 

Czy zatem lada chwila wyroby FCA znajdą się w gronie polskich hitów eksportowych? – Ogromne inwestycje i fundusze europejskie sprawiają, że w najbliższych latach naprawdę będziemy mieli co robić w kraju. Niemniej przyglądamy się możliwościom ekspansji zagranicznej i niczego tu nie można wykluczyć – uśmiecha się tajemniczo Katarzyna Władyczyn. 


Największa bariera – podejście inwestorów

„Cierpienia młodego Wertera” to nic w porównaniu do problemów, z jakimi zmierzyć się muszą przedsiębiorcy próbujący wprowadzić w Polsce na rynek nowatorskie rozwiązania. Włodzimierz Merka ma za sobą dwie nieudane próby pozyskania inwestorów, którzy, w jego mniemaniu, koncentrowali się głównie na liczeniu spodziewanych zysków, a nie na pomyśle na rozwój. Pierwsza próba zakończyła się fiaskiem, gdyż potencjalni wspólnicy od razu chcieli przejąć kontrolę nad spółką, zostawiając wynalazcy udziały mniejszościowe, na co nie chciał się zgodzić. Kolejni kandydaci na „dzień dobry” oczekiwali podpisania umowy dającej im 20 proc. praw do patentów, bez gwarancji finalnego zainwestowania w biznes. Dopiero trzecie podejście jest obiecujące. – Inwestor, z którym właśnie negocjuję, zaczął rozmowy od wybadania rynku, przedstawienia dróg pozyskania kapitału oraz zaplanowania procesu produkcji i sprzedaży. Dał też gwarancję, że pozostanę głównym udziałowcem. Innymi słowy, nareszcie znalazł się ktoś, kto zaczął od pracy włożonej przez samego siebie – opowiada wynalazca. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty