Liderzy

Z Ziemi Polskiej w świat technologii

Fot. materiały prasowe

Chciał być maklerem, ale ma firmę przerabiającą bioodpady na użyźniacze gleby. Uważa, że szkoła odbiera samodzielne myślenie, więc założył Fundację Rzucam Szkołę. Michał Paca z powodzeniem robi w życiu zawodowym to, w co wierzy prywatnie.

Pomarańczowe dżinsy, granatowy T-shirt, krótkie włosy i hiszpańska bródka – Michał Paca wygląda jak jeden z tych kilkudziesięciu młodziaków, którzy przyszli na spotkanie właśnie z nim: założycielem i prezesem Fundacji Rzucam Szkołę i przedsiębiorcą działającym na rynku bioodpadów. Paca, żywo gestykulując, mówi do nich ich językiem. I wcale nie namawia do rezygnacji z wykształcenia, tylko zachęca, by odnaleźć w sobie to, co wyzwala pozytywną energię. Jeśli ktoś potrzebuje do tego czasu, to czemu nie zrobić sobie roku przerwy przed studiami? Na pomysł fundacji wpadł, kiedy rekrutował pracowników do swojej firmy Ziemia Polska, zajmującej się przetwarzaniem bioodpadów w środki do nawożenia poprawiające właściwości gleby. – Spotkania z ludźmi, którzy chcieli dla mnie pracować, były bardzo rozczarowujące. Miałem wrażenie, że szkoła wykształciła w nich pasywność. A ja bardzo lubię pracować z tymi, którzy chcą działać, sami się napędzają – mówi.

Wyjść z kokonu

Jego napędza to, że praca, która daje pieniądze i której poświęca najwięcej czasu, ma sens. A sens ten Michał widzi wtedy, gdy z jego działania wynika coś dobrego dla innych. Dlatego nie został maklerem, choć początkowo to planował. – Na pierwszym roku studiów mnie otrzeźwiło. Maklerowanie to transfer pieniędzy od ludzi mniej do bardziej zaradnych. Uświadomiłem sobie, że chcę robić w życiu coś wartościowego, co daje namacalny efekt korzyści społecznej.

Studia na SGH zaczął w 1998 r. dzięki wygranej w teleturnieju „Jeśli nie Oksford, to co?”. Zwycięzca każdej edycji otrzymywał w nagrodę indeks. – Zastanawiałem się, czy iść na inżynierię chemiczną, żeby lepiej rozumieć ten świat. Podejrzewam, że gdyby nie teleturniej, to jednak poszedłbym na chemię.

Na studiach związał się z Przedsiębiorstwem Gospodarki Wodno-Ściekowej Gea-Nova, należącym do jego ojca, więc poszerzył edukację o kierunki przydatne w tej branży. – Trzymałem się kurczowo firmy ojca, bo tam było bezpiecznie. Oczyszczalnia ścieków jest lokalnym monopolem. To bardzo komfortowa sytuacja, niestety, mocno rozleniwia. Bałem się zaryzykować.

Michał znał się na odpadach, wiedział, że UE będzie od Polski wymagać ich wykorzystania. Miał klarowny pomysł na to, jak to zrobić technicznie w sposób inny niż wszyscy, ale grzecznie siedział u ojca. Tak to się ciągnęło do 2008 r., kiedy spotkał Konrada Bojarskiego, kolegę ze studenckiego samorządu, który zajmował się nieruchomościami. – Zainspirował mnie, aby wyjść poza ciasny kokon, zrobić coś na skalę ogólnopolską.

Wójt przekonał się naocznie

Konrad jest dziś jego wspólnikiem w firmie Ziemia Polska. Razem z Michałem są w niej od kwestii kreatywnych. Dwaj pozostali wspólnicy to Bartek Rejmak, także absolwent SGH (– Sprawia, że wszystko to się trzyma – opowiada Michał), oraz brat Michała, Andrzej (– Jego rola związana jest z działem projektowym: zjawia się, gdy trzeba przeprowadzić coś wyjątkowo efektywnego). Ich spółka ma pięć kompostowni: trzy pod Warszawą i po jednej pod Olsztynem i Łodzią. Zarabia na tym, że różne firmy płacą jej za odbiór odpadów, które przemienia w użyźniacze. – Pierwsze przychody mieliśmy ok. 2012 r., bo przez bariery biurokratyczne zgody na budowę kompostowni dostaliśmy po czterech latach. Ale w ciągu kolejnych czterech osiągnęliśmy przychody, jakie mój ojciec budował w swojej firmie przez lat 20 – mówi Michał, którego spółka planuje budowę kolejnych zakładów.

Polepszacze gleby, uzyskane w kompostowniach, trafiają za darmo do rolników. Ci, w pierwszym roku ich stosowania, podchodzą do produktu nieufnie, dopóki nie zobaczą efektów. Wtedy dopiero płacą za użyźniacze, aby mieć pewność, że je znowu dostaną. Tak jak wójt jednej z wiosek. – Trzy lata nawoziliśmy pola kukurydzy wokół jego pola, a on twierdził, że nie ma z nas żadnej korzyści dla mieszkańców. Kiedy w tym roku przyszła susza, jego kukurydza zżółkła, a dookoła była idealna. Wójt zadzwonił i poprosił nas o materiał.

Sekret użyźniania

Odpady firma Pacy odbiera z punktów zbiorowego żywienia (szkoły, restauracje, bary). W kompostowni trzeba je doczyścić, rozpakować i przygotować do procesu przemiany w substancje użyźniające glebę. Każdy rodzaj odpadów przechodzi tę metamorfozę inaczej. Jak? – To jeden z naszych sekretów. I nie ja to wymyśliłem, ale ludzie, którzy pracowali z nami od początku, jeździli po odbiór odpadów do sklepów i restauracji. Dwóch z nich, zainspirowanych przez Bartka Rejmaka, wymyśliło sposoby, dzięki którym mamy przewagę nad konkurencją – mówi Paca. I dodaje: – Jestem wdzięczny moim wspólnikom za to, że pilnują, aby wszystko grało, a ja mogę wybiegać myślami w przyszłość.

Myślenie z wyprzedzeniem sprawiło, że Ziemia Polska odpowiednio wcześnie nawiązała współpracę z Biedronką. – Poszła za naszym pomysłem wydzielania z odpadów owoców i warzyw, abyśmy mogli robić z tego nawóz. Pierwszy kontrakt obejmował 20 sklepów w Warszawie. Dzisiaj obsługujemy tych Biedronek kilkaset – mówi Michał.

Rynek odpadów u nas rośnie, powstają nowe technologie, niektóre z dotychczasowych nie zdają egzaminu. – W Polsce od 2012 r. wydano 8 mld zł na instalacje nieefektywnie przetwarzające zmieszane odpady komunalne. Zmieszane, bo ludzie ich nie segregują – wyjaśnia Michał i opowiada o rodzimej technologii, w której „się zakochał”, wymyślonej w firmie Bioelektra Group. Najważniejsze, żeby zbiórka była prosta: wystarczy, aby ludzie w domu oddzielili odpady niebezpieczne oraz papier i tekstylia, które są zawsze suche. Pozostałe śmieci – zmieszane – poddawane są sterylizacji, która niszczy nieprzyjemny zapach, i są segregowane już jako suche. To, co nadaje się na biomasę, zostaje wykorzystane rolniczo, surowce wracają do gospodarki, a skromne resztki są spalane lub składowane. – Ta technologia jest rewolucyjna, nie śmierdzi, ułatwia zbiórkę i dzisiaj wypełnia wymogi recyklingu dla 2030 r. – mówi Michał. Dlatego wspólnicy z Ziemi Polskiej założyli spółkę Bioelektra Development w ramach Bioelektra Group. Chcą w Polsce wybudować zakłady, które będą tę technologię stosować.

Myślenie w tańcu

– Michał jest szczery, działa w zgodzie ze sobą. Nie ma obawy, że nagle coś zmieni i zrobi to inaczej, niż mówił. Mam duży szacunek do tego, w jaki sposób podchodzi do ludzi – opisuje cechy wspólnika Bartek Rejmak.

Był czas, kiedy Michał chciał znaleźć odpowiedź na pytanie: czego chcę od siebie w życiu? Pojechał więc w 2006 r. z żoną na ośmiomiesięczną wyprawę dookoła świata. – Dzisiaj, gdy lepiej rozumiem, co stało za moimi wyborami, nie potrzebowałbym tej podróży.

Regularnie biega, a relaksuje się w tańcu 5 Rytmów. Mówi o nim jako o głębokim doświadczeniu: – Klarowność myślenia, jaką przynosi mi taniec, jest tym, czego wcześniej nie miałem. Dla mnie bardzo ważne jest to, aby nie zachwiać równowagi między dbaniem o siebie, dbaniem o rodzinę i o to, co mnie fascynuje, bo wiele razy praca powodowała, że zaniedbywałem wszystko inne.

 


Michał Paca

Prezes spółek Bioelektra Development i Ziemia Polska, a także prezes Fundacji Rzucam Szkołę, członek zarządu Stowarzyszenia „Dziedzictwo Natury” i członek Rady Polskiej Izby Technologii i Wyrobów Naturalnych. 

Ekolog, autor bloga „Sortownia opinii”. 

Jako ekspert specjalizuje się w wykorzystaniu nowych i innowacyjnych technologii w oczyszczaniu ścieków i zagospodarowywaniu odpadów. 

Ukończył: SGH (zarządzanie i marketing), Wyższą Szkołę Ekologii i Zarządzania (zagospodarowanie odpadów i ochrona wód), dodatkowy fakultet na wydziale biologii UW i zarządzanie ekologiczne w Jönköping Business School w Szwecji. 

Żona Agnieszka jest psychologiem, coachem i trenerem komunikacji bez przemocy. 

Ojciec ośmioletniego Jasia i pięcioletniej Zuzi. 

Ma 37 lat. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty