Region przyjazny biznesowi

Doliny i inteligentne specjalizacje

Fot. materiały prasowe

Prawie trzy lata temu województwa wybrały sobie „inteligentne specjalizacje” – dziedziny gospodarki, na których będą się koncentrować. Ważne w strategii ich rozwoju także dlatego, że są kluczowe dla otrzymania unijnego wsparcia. Czy widać już tego efekty?

W zasadzie województwa określiły dla siebie dwa rodzaje specjalizacji. Pierwszy to po prostu specjalizacje regionalne. – Są one wyznaczane po to, aby regiony skoncentrowały się na najbardziej znaczących, najbardziej rozwojowych dla siebie obszarach i w ten sposób stymulowały swój dalszy rozwój – wyjaśnia Marek Orszewski, zastępca dyrektora wydziału zarządzania strategicznego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego. Aby tak się stało, potrzebne są odpowiednio przygotowane kadry, dobry klimat dla podejmowanych przedsięwzięć i inwestycje finansowe. 

Wybór specjalizacji regionalnych opierał się zazwyczaj na analizie statystyk makroekonomicznych. Chodziło o to, by wytypować dziedziny, które wyróżniałyby dane województwo na tle innych, ale odpowiadałyby też za co najmniej kilka lub kilkanaście procent jego  dochodów. Ważny był także aspekt „umiędzynarodowienia” – udział eksportu danego sektora w przychodach województwa ogółem czy w przeliczeniu na jednego zatrudnionego. 

Potem był kolejny etap, kiedy spośród ustalonych już regionalnych specjalności wybrano Regionalne Inteligentne Specjalizacje (RIS). Tu kluczowe było to, aby dany segment był także innowacyjny. – W tym wypadku chodziło o te branże, które mają również odpowiedni potencjał badawczo-rozwojowy – precyzuje Marek Orszewski. 

Założenie było też takie, że to sami przedsiębiorcy muszą prowadzić działalność badawczo-rozwojową i rejestrować patenty albo współpracować w tym względzie z placówkami naukowymi, zlecając im badania. Władze samorządowe, zanim podjęły ostateczne decyzje o wyborze inteligentnych specjalizacji,  przeprowadziły więc wśród przedsiębiorców i naukowców szeroko zakrojone konsultacje. 

Skąd taki nacisk na innowacyjność? Otóż w ramach regionalnych programów operacyjnych województwa mają w latach 2014–2020 otrzymać z UE łącznie 31,2 mld euro (równowartość ok. 135 mld zł). Ale zapowiedziano, że te gigantyczne pieniądze trafią do nich pod warunkiem, że w przypadku zgłaszanych projektów nauka będzie współdziałała z biznesem: prowadzone na miejscu badania będą odpowiadały na potrzeby przedsiębiorców, a ich wyniki będą komercjalizowane. W tym ostatnim mają pomóc właśnie dobrze określone specjalizacje. 

Od surowców po kosmonautykę

W efekcie każde województwo wybrało dla siebie przynajmniej po kilka wyselekcjonowanych RIS. Niektóre z nich są oczywiste. Dolny Śląsk, bogaty w rozmaite złoża, postawił m.in. na surowce naturalne i obróbkę materiałów. Zdecydował się też rozwijać np. przemysł farmaceutyczny – tradycyjnie obecny w regionie. Na Górnym Śląsku jedną z inteligentnych specjalizacji stała się rzecz jasna energetyka, w województwie pomorskim – technologie off-shore (np. produkcja i obsługa morskich platform wydobywczych czy morskich farm wiatrowych), a w łódzkim – przemysł włókienniczy i wzornictwo. Biogospodarkę wypisały sobie na sztandarach województwa lubelskie, lubuskie i zachodniopomorskie, a na produkcję bezpiecznej żywności postawiły np. Kujawy czy Warmia i Mazury. Ten ostatni region dodał też oczywiście ekonomię wody czy pozyskiwanie drewna. Lokalne atuty uwzględniły także województwa podkarpackie („Lotnictwo i kosmonautyka”), zachodniopomorskie („Działalność morska i logistyka”), świętokrzyskie (przemysł odlewniczo-metalowy, targi i wystawiennictwo) czy mazowieckie (usługi dla biznesu, inteligentne systemy zarządzania itd.). 

Kilka RIS jest wyjątkowo popularnych. W przytłaczającej większości województw są np. te dotyczące medycyny, produkcji żywności, a także technologii informatycznych i telekomunikacyjnych (ICT). Co drugie województwo stawia na energetykę – zwłaszcza odnawialną, wiele z nich zamierza też wykorzystać swoje walory przyrodnicze (turystyka). 

Pod względem liczby specjalizacji dominują województwa kujawsko-pomorskie (określiło ich aż 15) i dolnośląskie (11). Najmniej (po trzy) mają warmińsko-mazurskie, podkarpackie, lubuskie i śląskie (patrz mapka). 

Specjalizacje są często bardzo pojemne – tak, by firmy pasowały do nich łatwiej i miały większe szanse na unijne pieniądze. Możliwe, że z czasem w tych specjalnościach wybiją się węższe branże, np. gier komputerowych, w których już teraz, jako kraj, jesteśmy mocni i innowacyjni. 

Tu rozciąga się dolina

O tym, że powstanie u nas polski odpowiednik kalifornijskiej Doliny Krzemowej, czyli centrum przemysłu nowych technologii, mówi się od kilkunastu lat. Miałaby być zlokalizowana na Górnym lub Dolnym Śląsku (których stolice są bardzo atrakcyjne dla międzynarodowych koncernów i startupowców), w Poznaniu, Krakowie, Warszawie, a nawet w Lublinie czy Gliwicach. Prawie każde z tych miejsc stara się, z lepszymi lub gorszym skutkiem, przyciągać przedsiębiorstwa specjalizujące się w technologiach informatycznych, jednak na razie trudno powiedzieć, by którekolwiek z nich faktycznie zasłużyło na szumną, „krzemową” nazwę. 

Nie ma za to wątpliwości, że mamy kilka innych „dolin” napędzających często rozwój kilku województw naraz. I tak, np. centrum przemysłu lotniczego i odpowiednich ośrodków naukowo-badawczych z południowo-wschodniej Polski śmiało może się nazywać Doliną Lotniczą. Jednoczy ona, w ramach klastra, 150 firm z trzech województw i zatrudnia ok. 25 tys. pracowników. Zdecydowana większość jej produkcji trafia na eksport, którego wartość sięga 2 mld dol. Co prawda, nie wiadomo, jak długo utrzyma się jej nazwa: – Naszą ambicją jest, aby Dolina Lotnicza zmieniła się w przyszłości w Dolinę Lotniczo-Kosmiczną – zapowiedział w połowie tego roku Marek Banaszkiewicz, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. Instytucja ta już pomaga w sporządzaniu studiów wykonalności, które kiedyś miałyby się przerodzić w duże projekty kosmiczne (chodzi m.in. o budowę satelitów do radarowej obserwacji Ziemi czy supernowych). Zdaniem Banaszkiewicza akcent przesuwa się coraz bardziej w stronę kosmosu, nie dlatego, że lotnictwo straciło na znaczeniu, ale dlatego, że jest boom w prywatnym przemyśle kosmicznym (który u nas nieźle sobie radzi nie tylko na Podkarpaciu). 

Jest też w Polsce Dolina Plastikowa, czyli centrum przemysłowo-naukowe specjalizujące się w tworzywach sztucznych. Tym mianem od jakiegoś czasu posługuje się oficjalnie Tarnowski Klaster Przemysłowy. Tarnów, drugie co do wielkości miasto Małopolski, od blisko stu lat jest związany z przemysłem chemicznym i właśnie tu znajduje się siedziba największego w kraju koncernu chemicznego, czyli Grupy Azoty, a także siedziby wszystkich 40 przedsiębiorstw w klastrze. Zatrudnia on kilkaset osób, ale nie podaje swych łącznych przychodów. 

Na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu i w Świętokrzyskiem mamy z kolei do czynienia z prężnie rozwijającą się „doliną odlewniczą”, czyli klastrem KOM-CAST, skupiającym kilkanaście firm specjalizujących się głównie w przemyśle odlewniczym i metalowym, które zatrudniają łącznie ok. 1880 osób, a ich roczne przychody wynoszą ok. 6 mld zł, z czego eksport wart jest ok. 3 mld zł. 

Za wcześnie na oceny

Na ile specjalizacje poszczególnych regionów sprawdzają się, jako motory napędzające rozwój? Oczywiście wiadomo, że świetnie pójdzie im tam, gdzie i tak już funkcjonują udane klastry, czyli „doliny”. Generalnie jednak eksperci podkreślają, że na pierwsze efekty przytłaczającej większości wyborów, dokonanych przez regiony w 2013 r., musimy poczekać. – Trzeba pamiętać, że specjalizacja to proces, który będzie kształtował się latami. Inteligentne specjalizacje regionalne są próbą zapewnienia trwałego rozwoju województw po zakończeniu perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2014–2020, a ich celem jest poszukiwanie synergii między zasobami endogennymi regionów a wsparciem zewnętrznym – wyjaśnia Tomasz Styś, ekspert Instytutu Sobieskiego, zajmujący się problematyką samorządu terytorialnego i rozwoju regionalnego. 

Sławomir Olejnik, ekspert Business Centre Club ds. innowacyjności i powiązań biznesu z nauką, dodaje: – Sam wybór specjalności był podstawą, na której można dopiero zacząć budować odpowiedni ekosystem dla firm działających w poszczególnych branżach. 

Chodzi m.in. o to, żeby powstały odpowiednie strategie działania administracji samorządowej, aby regiony ukierunkować także pod względem edukacyjnym i stworzyć warunki dla rozwoju rynku pracy, które będą lepiej odpowiadać specjalizacjom. 

A zatem eksperci radzą czekać na rozwój wypadków. Niemniej, przynajmniej jeśli chodzi o kadry dla wspieranych branż, można by oczekiwać, że w trzy lata po wytypowaniu RIS regiony coś tu już zaczęły robić. Najczęściej wygląda to jednak tak jak w województwie pomorskim. Michał Kużajczyk, kierownik marketingu w gdyńskiej firmie Bałtycki Terminal Kontenerowy, pamięta, z jak wielką pompą ogłaszano wybór „technologii off-shore i portowo-logistycznych”. – Nie widzimy jednak żadnych kroków, które zmierzałyby do tego, aby przygotowywani byli pracownicy do takiej specjalności. O ile nie ma problemu ze specjalistami od logistyki, to brakuje osób z wykształceniem technicznym czy absolwentów, których można by przeszkolić do pracy np. w charakterze operatorów poszczególnych urządzeń – mówi Kużajczyk. 

Na razie w całej Polsce inicjatywy „kadrotwórcze” rodzą się głównie oddolnie – wychodzą od konkretnych firm czy klastrów nawiązujących np. współpracę z uczelniami albo szkołami. Ze strony samorządów wielu działań nie widać. Jak to ujmuje Piotr Babieno, prezes krakowskiej firmy Bloober Team tworzącej gry wideo:  – Założenia są szczytne, bo każdy region powinien mieć swoją specjalizację, ale brakuje jeszcze spoiwa, które łączyłoby głosy przedsiębiorców, naukowców i władz regionu. 

Zróżnicowanie

Za to dobrze widać, jak duże są ciągle różnice pomiędzy województwami, jeśli chodzi o wsparcie rozwoju w innowacyjnych sektorach gospodarki. Pokazuje to choćby opublikowany we wrześniu raport analityków Banku Millennium („Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów”). 

Eksperci oceniali każdy z regionów, biorąc pod uwagę kilka czynników, takich jak wydajność pracy, poziom wydatków na badania i rozwój czy liczba patentów. W każdym z aspektów województwo mogło otrzymać do 100 punktów. Średnia wszystkich ocen dawała wynik końcowy. Liderem tego rankingu, czego można się było spodziewać, okazało się Mazowsze, które uzyskało 95,9 pkt. – To województwo cechuje jednak duże zróżnicowanie jego podregionów, jeśli chodzi o potencjał badawczy i innowacyjny – zwraca uwagę Natalia Kukulska z Banku Millennium. 

Kolejne miejsca zajęły województwa małopolskie, dolnośląskie i pomorskie, które otrzymały odpowiednio 81,7, 77,8 i 75,2 pkt. Wszystkie pozostałe regiony znalazły się poniżej średniej krajowej, która wyniosła 69,9 pkt. Innymi słowy, innowacyjna działalność nie jest w Polsce równomiernie rozproszona, tylko skoncentrowana w głównych ośrodkach miejskich i akademickich. To też coś mówi o potencjale różnych RIS. Najsłabiej wypadły województwa lubuskie i warmińsko-mazurskie, które uzyskały 42,9 i 42,3 pkt. 

Na pocieszenie dodajmy, że badania Banku Millennium wskazują, iż różnice w atrakcyjności innowacyjnej poszczególnych naszych regionów nie są aż tak duże, jak te, które dzielą np. południe i północ Włoch czy kraj Basków w Hiszpanii i tamtejszą Andaluzję. W sumie Polska zajmuje 39. miejsce na liście najbardziej innowacyjnych gospodarek świata. 


Typowanie nie zawsze ma znaczenie?

Lubelszczyzna, Pomorze, Wielkopolska, Podlasie, Kujawy i Łódzkie postawiły na medycynę, jako jedną z ich inteligentnych specjalizacji. Czy sam fakt jej wyboru i wspieranie pasujących do niej przedsiębiorstw, nie tylko za pomocą funduszy z UE, ale też np. kształcenia kadr, mogą sprawić, że placówki związane z ochroną zdrowia silniej napędzą gospodarkę tych regionów? Niektórzy uważają, że nie. – To, że poszczególne regiony obrały sobie inteligentne specjalizacje związane z ochroną zdrowia, nie ma istotnego znaczenia dla aktywności prywatnego biznesu medycznego, ambulatoryjnego czy szpitalnego – uważa Tatiana Piechota, prezes firmy Upper Finance Med Consulting zajmującej się doradztwem finansowym dla rynku medycznego. W jej opinii placówki medyczne powstają i będą powstawać głównie tam, gdzie poziom zamożności społeczeństwa jest wystarczająco wysoki, a także tam, gdzie jest najwięcej przedsiębiorstw, które mogą być ich klientami. Natomiast w przypadku firm medycznych, które stawiają przede wszystkim na kontrakty z NFZ, decydującym czynnikiem jest istnienie nisz. – Inteligentne specjalizacje, z racji unijnych dotacji, mogą ewentualnie wpływać na obniżkę kosztów funkcjonowania biznesu medycznego, ale nie przeceniałabym tego czynnika – dodaje Piechota.

 

Pobierz plik PDF z mapą: Regionalne Inteligentne Specjalizacje.

MyCompany Polska 11/2018
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!