Finanse

Rynki wreszcie reagują na globalne problemy

Zawsze współczułem autorom analiz inwestycyjnych w miesięcznikach, bo to, co dzieje się na rynku na bieżąco, potrafi spłatać figla reputacji komentatora bez szansy na szybką reakcję. A co dopiero teraz, gdy mamy do czynienia z wydarzeniami, których nie widziano od kilku czy kilkunastu lat. Jednak komentarz raz w miesiącu pozwala też na większy dystans. 

I z tej innej perspektywy podsumujmy, co się dzieje:

1. Amerykański dolar jest relatywnie najsilniejszy od 12 lat, a waluty krajów rozwijających się najsłabsze od lat 15.

2. Chińska giełda jest w „stanie pozawałowym”, a kurs renminbi najniższy od czterech lat, wskutek politycznej reakcji na narastające, wewnętrzne problemy ekonomiczne w Państwie Środka.

3. Ceny surowców osiągają kolejne, rekordowe „dna”, czego najlepszym przykładem są najniższe od sześciu lat ceny ropy (poniżej 40 dol. za baryłkę – już ponad 60 proc.  spadek z najwyższego poziomu z 2014 r.). 

4. Na dodatek, w piątek 21 sierpnia amerykański indeks giełdowy Dow Jones zaliczył 530-punktowy spadek, przekraczając zakres 10 proc. korekty, podobnie zresztą jak obserwowany z uwagą technologiczny indeks Nasdaq. A w poniedziałek 24 sierpnia posypały się wszystkie rynki akcji, łącznie z warszawskim, który stracił ponad 6 proc.! 

Wszystko to jest syndromem narastających problemów makroekonomicznych, globalnej nierównowagi i tego, jak inwestorzy próbują teraz nawigować w swoich portfelach. Przy czym w ostatnich tygodniach, czy nawet miesiącach, sytuacja gospodarcza na świecie wcale się diametralnie nie zmieniła. 

Od dawna wiemy, że w powojennej historii USA nigdy nie było równie słabego odbicia po recesji, nie zaskakują pełzająca deflacja w Japonii, strukturalne problemy Europy i jej nadmierne zadłużenie, ani to, że produkcja przemysłowa w Chinach wciąż się kurczy. 

Natomiast nowe jest to, że rośnie (wreszcie) świadomość, iż Chiny przeżywają jednak poważny kryzys związany z wewnętrzną transformacją, a strukturalnych problemów gospodarek Zachodu nie rozwiąże sama tylko agresywna polityka monetarna. Tymczasem inwestorzy, z wygody i emocjonalnej potrzeby, by wierzyć w cuda, zakładali dotąd (o wiele za długo!), że alchemia praktykowana przez banki centralne (masowo tworzony pieniądz, dominujące zaangażowanie na rynku obligacji i nieustanny marketing w mediach) wybawi ich od potencjalnych kłopotów i w magiczny sposób zaradzi konsekwencjom wykreowanych przez siebie baniek cenowych.

Obserwując uwarunkowania ponad 30-letniej deflacyjnej hossy na globalnym rynku obligacji, od paru miesięcy przekonuję, że w nadchodzących latach nie będziemy zarabiać na rynkach kapitałowych albo któregoś dnia zaczniemy na nich sporo tracić. Namawiam też do zmiany sposobu zarządzania portfelami inwestycyjnymi. Do odejścia od tradycyjnego modelu, opartego na poszczególnych grupach aktywów, na rzecz portfela zdominowanego przez elastyczne strategie inwestycyjne, których zarządzający  biorą  na siebie faktyczną odpowiedzialność za kompleksowe zarządzanie ryzykiem rynkowym. Od dawna przekonuję też do angażowania się na niepublicznym rynku inwestycji bezpośrednich, żeby zarabiać na rzeczywistym ryzyku, a nie na monetarnych spekulacjach. A teraz życie potwierdza te scenariusze (jak zawsze, gdy zbyt dużo pieniędzy „rzuca się” na stosunkowo nieliczne, realne okazje inwestycyjne!). Jeżeli ktoś jest zaskoczony obecną sytuacją rynkową i zaczyna panikować, znaczy to, że nie odrobił pracy domowej i liczył na mannę z nieba. Nie ma co szukać winy u innych. Inwestujemy w coraz mniej przewidywalnych czasach, w których rośnie odpowiedzialność za własne pieniądze. 

A skoro o emocjach mowa, zalecam spokój, bez spóźnionego sprzedawania i przedwczesnego kupowania. To silne odreagowanie rynków musi potrwać, tym bardziej że nikt już nie wie, jak pomóc niezrównoważonej światowej gospodarce bez przejścia przez potężną falę społecznego niezadowolenia. Proszę też zauważyć, że po raz pierwszy od pewnego czasu złoto drgnęło w górę, wbrew spadkom cen surowców. I uwaga na rynki obligacji: tu przyszłość (nieco bardziej odległa) będzie zapewne rozdarta między nadzieją na powrót inflacji, a bólem utraty deflacyjnej ochrony dla zbyt drogiego długu. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty