Finanse

Często zyskowne, nie zawsze bezpieczne

Inwestycje alternatywne nęcą, zwłaszcza że dziś są o wiele bardziej, niż kiedyś, dostępne dla tych, którzy nie mają wielu milionów. Traktowane są też często jako sposób na dywersyfikację portfela inwestycyjnego i ryzyka albo po prostu – jako świetna okazja do zarobku. Lecz uwaga, nie wszystko złoto, co się świeci. 

Inwestycje alternatywne są tym wszystkim, co nie jest lokowaniem pieniędzy w „klasykę”, czyli w akcje, obligacje lub gotówkę. Zwykły inwestor, który nie dysponuje ogromnym kapitałem, może mieć dziś w portfelu takie aktywa, jak notowane na parkiecie firmy private equity albo np. fundusze inwestycyjne (lub ETF-y, którymi handluje się na giełdzie)wykorzystujące strategie bardzo drogich i trudno dostępnych funduszy hedgingowych. Aktywa te są płynne, a za zarządzanie nimi płaci się tyle, co w przypadku inwestycji tradycyjnych.

„Alternatywa” może dotyczyć surowców, nieruchomości, infrastruktury drogowej, innowacyjnych przedsięwzięć, alkoholi czy dzieł sztuki. I wydaje się dziś bardzo atrakcyjna na tle „klasyki”. Akcje są mocno ryzykowne, obligacje przestały dawać dochód, a jak jest z gotówką – wiadomo: niepewna i przynosi marny zwrot.

– Inwestycje określane mianem alternatywnych charakteryzują się niską korelacją z rynkiem akcji i niejednokrotnie pozwalają na osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków lub na uniknięcie strat w czasie dekoniunktury – chwali je Jan Mazurek z Michael/Ström Dom Maklerski.

Weźmy fundusze venture capital i private equity, lokujące kapitał w innowacyjnych przedsiębiorstwach zajmujących się np. wysokimi technologiami: mogą przynieść kolosalne zyski. Z kolei menedżerowie funduszy hedgingowych (obecnych w Polsce tylko za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych) obiecują, że w razie bessy na rynkach, straty inwestora zostaną zminimalizowane. Odważniejsi mogą też kupić w banku produkt strukturyzowany, czyli tzw. strukturę. Sprzedawany bywa jako inwestycja z „gwarancją zwrotu kapitału w 100 proc.” oraz w postaci niektórych polis (unit-link). Te skomplikowane rozwiązania oparte są na cenach surowców (jak ropa, miedź czy metale szlachetne), bazują też na indeksach walutowych czy ratingach spółek itd. 

Fundusze nieruchomości kupują m.in. mieszkania na osiedlach deweloperskich. Inwestowanie tego typu odbywa się w Polsce głównie za pośrednictwem tzw. funduszy zamkniętych, których jednostki – podobnie jak i cały rynek nieruchomości – na ogół dobrze bronią się przed utratą wartości w czasie kryzysu. – Wkrótce będą już w Polsce REIT-y (Real Estate Investment Trust). Na razie ich jednostki można kupić za pośrednictwem funduszu inwestycyjnego. Posiadają majątek w postaci galerii handlowych, biurowców i magazynów, dzieląc się zyskiem w formie renty dla inwestora – zapowiada Ada Kluzek, partner i prezes Carda Consultancy SA. 

Wreszcie coś dla wielbicieli złota i innych cennych metali, jak platyna, pallad czy srebro. Fundusze i wyspecjalizowane firmy kupują dla swoich klientów np. złoto lokacyjne i kolekcjonerskie oraz wybrane unikatowe monety. Ci zaś liczą na to, że ich „skarb” będzie zyskiwał na wartości – wraz ze wzrostem notowań kruszców na rynkach. A także na to, że złoto przecież drożeje, gdy w gospodarce coś się zacina.

Meandry alternatywy

Można wymieniać i wymieniać. Do tych czy innych inwestycji alternatywnych doradcy przekonują klientów, pokazując słupki mające wykazać wysokie i bezpieczne zwroty z zaangażowanego kapitału. Opowiadają o słabych wynikach „zwykłych funduszy” inwestujących w obligacje i akcje. A modny ostatnio fundusz Trigon III, specjalizujący się w nieruchomościach, gwarantuje nabywcom swych certyfikatów średnioroczną stopę zwrotu sięgającą 7 proc. 

Inwestując w niektóre „struktury”, można potencjalnie zarobić nawet kilkanaście proc. rocznie. Tego nie zapewni dziś żadna lokata bankowa. Jest tu jednak kruczek – przy takiej obietnicy, bank zazwyczaj nie gwarantuje już stuprocentowego zwrotu włożonego kapitału. Im wyższa stawka, o jaką toczy się gra, tym większe ryzyko. Nie ma darmowych obiadów. 

Albo takie fundusze hedgingowe. Ich menedżerowie uchodzą za arystokrację inwestowania. Są wyrafinowani, grają długo-krótko, stosują strategie absolutnego zwrotu i neutralności rynkowej, krótką sprzedaż, by generować zysk, nawet gdy rynek spada. A jednak, w większości, mimo całego hałasu wokół nich, radzą sobie co najwyżej miernie.

Z kolei „papierowy kruszec”, jaki nabywamy, kupując „złote” ETF-y, nie zawsze zachowuje się na rynku jak złoto fizyczne, potrafi też czasem nie być „płynny”, a wtedy trudno go sprzedać. Skądinąd, w alternatywnych inwestycjach często w ogóle chodzi o kupowanie niepłynnych aktywów, jak prywatne kredyty albo niektóre instrumenty pochodne, i zamienianie ich w produkt, który jest „płynny”. Ale co, gdy na świecie wydarzy się coś złego?

– Tak rzeczywiście bywa. Jednak  inwestycje oparte na wehikułach finansowych typu ETF-y zachowują przeważnie dużą płynność, w razie zagrożenia stratami, dając możliwość szybkiego wyjścia z inwestycji” – pociesza Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. 

Kwestia dywersyfikacji

Inwestycje alternatywne postrzega się też jako dobre do dywersyfikacji ryzyka w portfelu inwestycyjnym. Jeśli znajdująca się w nim „klasyka”, jak akcje, runie w dół, „alternatywa” zapewne nie podąży za nią w otchłań. To zaś częściowo uchroni inwestora przed stratami i pomoże mu uzyskać zakładany, średni, roczny zwrot z portfela w dłuższym okresie. 

Ale i tu trzeba uważać. Eksperci z londyńskiej grupy inwestycyjnej Capital Generation Partners ostrzegają, że taka dywersyfikacja coraz częściej zawodzi. Przez 10 minionych lat inwestorom „alternatywnym” nie udało się uchronić swoich portfeli przed stratami. Z kolei firma badawcza Leuthold Group przestudiowała wyniki inwestycji w surowce, fundusze nieruchomości i hedgingowe. Okazało się, że w ostatnich latach ich korelacja z akcjami bardzo się nasiliła. 

Eksperci napominają więc, by inwestorzy byli przynajmniej świadomi tego, że może i kategoria funduszy alternatywnych, czy generalnie „alternatywy”, jest szeroka, ale każda taka inwestycja jest jedyna w swoim rodzaju. Nie można zakładać, że ryzyko jest tu zawsze podobne. Jeśli fundusze alternatywne kogoś bardzo kuszą, niech choć postara się, by były w portfelu mądrze zróżnicowane. Każdą taką inwestycję lepiej porządnie poznać i zrozumieć (szczególnie związane z nią czynniki ryzyka), w czym pomocny może być internet. Nowicjusze zdecydowanie powinni unikać większej alokacji w „alternatywę” i ostrożnie podchodzić do wszystkiego, co tu jest trendy. I wreszcie, zawsze warto skorzystać z wiedzy dobrego doradcy finansowego – choć o takiego, niestety, niełatwo. 

Warto jednak się postarać. Inteligentnie wykorzystana, „alternatywa” potrafi być prawdziwym dobrodziejstwem. Może np. zapewnić ochronę przed szczególnymi zagrożeniami. Weźmy właściciela firmy, której zyski są mocno uzależnione od cen paliw. Jeśli zainwestuje w krótką sprzedaż aktywów paliwowych, skorzysta z niedrogiego zabezpieczenia. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty